Ten wizerunek „nie pasuje” do tego ołtarza? Czyżby? To oczywiste, że „Madonna z Małym Jezusem” Beaty Stankiewicz w żadnym razie nie jest z XVII wieku. Ani formalnie, ani stylistycznie, ani ‘duchowo’, a te fragmenty w których moglibyśmy doszukać się odległych reminiscencji kontrreformacyjnej ikonografii (twarz Chrystusa) wydają się najsłabszym punktem tego przedstawienia.
Niewielu malarzy odważyło się malować Madonnę z Synem, który już wyrósł z wczesnego dzieciństwa. Pisma święte też milczą na ten temat, za wyjątkiem wstrząsającego epizodu z trzydniowym zaginięciem 12-latka i jego władczej reakcji na subtelne wyrzuty rodziców. Niemal 30 lat życia Wcielonego pozostaje na uboczu katolickiej wyobraźni i pamięci.
Ukazując czteroletniego Jezusa Beata Stankiewicz nie jest wprawdzie pionierką, lecz nie ma wielu poprzedników. Oto kilka przykładów. W XV wieku Aert van den Bossche przedstawia Małego Jezusa siedzącego na kolanach Matki. Nie jest do końca pewne czy uczy się czytać, czy raczej to On uczy Matkę Pisma. Chłopczyk – jak przystało na Nauczyciela – jest odziany. W XVI wieku Jan Van Scorel maluje stojącego na kolanach Matki trzyletniego Jezusa, który najwyraźniej ma ochotę powędrować gdzieś, gdzie oboje dojrzeli coś wielce interesującego. Cała w niebieskościach (o podobnym odcieniu jak płaszcz Matki Bożej z kościoła w Parlinie) Madonna Alba Rafaela oderwała się od lektury by położyć dłoń na ramionach małego Jana. Z kolei XIX-wieczny malarz akademicki William-Adolphe Bouguereau, który po 150 latach niełaski odzyskał uznanie i podziw krytyki, cyzeluje doskonałość formy, by ukazać niezwykłą czułość, wdzięk i pokorę. [Madonny siedzące na trawie przez wieki były obrazem pokory]
W zbudowanym w XVII wieku kościele w malutkim Parlinie znajduje się ołtarz, którego późnobarokowa dekoracyjność kontrastuje z prostą bryłą drewnianej świątyni. Wprowadzenie w to wnętrze współczesnego przedstawienia Maryi nie jest łatwym zadaniem. Stankiewicz wybrała pozorną prostotę: krótka paleta, ledwo naszkicowany niebieską plamą płaszcz, biała suknia wykończona wokół szyi mocnym akcentem czerwieni, która może być ozdobną taśmą lub wielosznurem drobniutkich korali, jakie nosiły małopolskie chłopki. I ten intrygujący Jezus. Ufny, błogosławiący, uśmiechnięty. Być może za wiedzą i intencją malarki, a może nie – każe myśleć o dzieciach skrzywdzonych. I piękna twarz Marii o współczesnej urodzie, zamyślonej zgodnie z tradycją ikonograficzna i teologiczną, i z wersetem „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.”
Nie ma w tym płótnie nawet cienia walecznego żaru kontrreformacji, ale mocno obecne są pewność i determinacja.

Jeszcze nie widziałam tego obrazu 'na żywo’, ale postaram się do Parlina pojechać. Pomysł stworzenia trzech obrazów do trzech ołtarzy tego kościoła wyszedł od proboszcza Mirosława Kaczmarka, a pomoc w realizacji zapewniła Teologia Polityczna.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.






Zostaw komentarz