Mamy w Polsce ludzi uważających się za realistów. O brak realizmu oskarżają oni zwłaszcza polityków II Rzeczypospolitej, dowódców powstania warszawskiego, nazywają ich głupcami, zdrajcami, tchórzami, bowiem nie potrafili realistycznie potraktować chociażby żądań Hitlera i pójść z nim na Moskwę.
Pokazują też od kogo powinniśmy uczyć się realizmu.
I tak: mamy uczyć się realizmu od publicysty, który w 1937 r. („Między Niemcami a Rosją”) nieśmiało mówił, aby stanąć „po stronie Niemiec”, ale później walczył z Niemcami i zginął pod Ankoną. Także od jego brata, autora pamfletu o „polskiej głupocie” uzasadniającym kolaborowanie z Moskwą, popierającego stan wojenny 1981 r. Wzorem realisty ma też być publicysta ogłaszający sprzeczne tezy, nieudany polityk, który na emigracji podjął współpracę z bezpieką wrócił do PRL z Londynu i zgodnie z oczekiwaniami komunistów pisał książki oczerniające londyńską emigrację niepodległościową.
Jednak super wzorem jest „prorok” i „geniusz” polityk germanofil, który chciał iść z Hitlerem, ale nikt z Polaków nie chciał go słuchać i który pod okupacyjnym terrorem napraszał się Niemcom jako sojusznik, proponował, aby z Polaków więzionych w obozach koncentracyjnych Niemcy sformowali legion do walki z sowietami – był przez Niemców politycznie ignorowany a fizycznie maltretowany. Po wojnie pytany dlaczego nie stworzył rządu proniemieckiego odparł, bo Niemcy nie chcieli.
Takich to mamy w Polsce „realistów” nazywających nas patrzących na dzieje Polski ze zrozumieniem i sympatią pozbawionymi rozumu „romantykami” nie potrafiącymi wyciągać wniosków z trudnej przeszłości.
……
Fałszerze zagraniczni usiłują dzieje Polski przeinaczać i zgodnie z własnym interesem przekształcać Polaków w masę ludzką bez tożsamości. Pomagają im, zdaje się nieświadomie, „użyteczni durnie” przekonani, że oni tylko „odbrązawiają” polskie dzieję.
Wyrosło pokolenie Polaków, które nie zna historii ojczystej, nie wie czym jest interes narodowy, jaką wartość ma suwerenny, niepodległy byt. Niewidzący, a często nienawidzący polskości poszli 15 października na wybory myśląc, że to jakiś happening, gdy fajnie będzie ***** ***.
Na czele byli zdradzieccy liderzy, których wspierali ślepi „obrońcy” różnych wymyślanych praw człowieka i oni poprowadzili otumanionych propagandą mediów „komercyjnych”. Co na to wspomniani „realiści”? Zamilkli, nie wskazują żadnego guru, który wie jak można było wygrać.
Autor: prof. Romuald Szeremietiew
Polski polityk, publicysta, doktor habilitowany nauk wojskowych specjalista w zakresie obronności (habilitacja „O bezpieczeństwie Polski w XX wieku”), nauczyciel akademicki, m.in. profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej, więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej.
Zostaw komentarz