Kilka uwag o faszyzmie, komunizmie i Żydach:

Istnieje przekonanie o rzekomej fundamentalnej antynomii między komunizmem a faszyzmem. W suflowanej przez lewicowych akademików narracji faszyzm był bowiem ideologią prawicową opartą na esencjalizmie, co leżało u źródeł jego zbrodniczego charakteru, natomiast komunizm był ideologią lewicową, która „z natury” jest wolna od esencjalizmu, a jej zbrodnie dają się wyjaśnić a to koniecznością walki obronnej z „reakcją”, a to „odchyleniami od idei” spowodowanymi cechami osobowymi przywódców.

Jednym słowem:

– faszyzm jest „zły z natury”, bo opiera się na antyegalitarnym, wykluczającym esencjalizmie. Skoro tak, to nie jest prawdziwie egalitarny, zatem po prostu NIE JEST SOCJALIZMEM. Jest odrębną ideologią prawicową (czyli przeciwną egalitaryzmowi) o zbrodnicznym charakterze, gdyż implicite postuluje „oczyszczanie” społeczeństw z elementu obcego narodowo lub rasowo.

– komunizm jest „z natury dobry” bo postuluje pełny egalitaryzm, ale jak każda ideologia polityczna jest podatny na „błędy i wypaczenia” spowodowane czynnikiem ludzkim. Niezależnie od tych PRZYGODNYCH wad – komunizm JEST SOCJALIZMEM WŁAŚCIWYM. Komunizm jest ideologią inkluzywną, która nie opiera się na żadnym esencjalizmie (narodowym czy rasowym), ale wskazuje na realne źródło problemów społecznych, którym jest nierówność w zakresie własności, w szczególności w zakresie własności środków produkcji.

Moim zdaniem jednak można na te sprawy spojrzeć inaczej:

– faszyzm jest socjalizmem „intensywnym” – jest socjalizmem narodowym,

– komunizm jest zaś socjalizmem „ekstensywnym” – jest socjalizmem międzynarodowym.

Przypominam znaczenie słów:

Mówimy o jakiejś właściwiości, że jest ekstensywna, kiedy jej wartość zależy od wielkości układu oraz mówimy, że jest intensywna, kiedy od wielkości układu nie zależy.

W takiej perspektywie zarówno faszym jak komunizm są wariantami ideologii socjalistycznej, przy czym faszyzm sam siebie ogranicza, twierdząc, że „historyczny naród”, jako pojęcie syntetyczne oznaczające pewien kontener zakreślający powszechnie odczuwaną wspólnotę losu, jest właściwą bazą społeczną dla realizacji postulatów egalitarnych socjalizmu, podczas gdy komunizm domaga się objęcia swoimi ramami całej ludzkości.

Widzimy tutaj, że w takim ujęciu faszym jest właściwie „realistycznym” podejściem do socjalizmu. Realizacja idei socjalistycznej jest w nim możliwa w ramach narodu i nie potrzebuje on ciągłego „rozszerzania się”, aby tę ideę w pełni zrealizować, podczas gdy w komunizmie idea socjalistyczna nie może się zrealizować w pełni dopóki nie obejmie całej ludzkości niszcząc po drodze wspólnoty narodowe i ich odrębne kultury.

W takim świetle faszyzm nie jest „integralnie zły” – to raczej właśnie różne „ekscesy” doprowadziły go do zbrodni. Takimi ekscesami była np. obecna w hileryzmie „podmiana” komponentu narodowego na rasowy, czy osobowe (wodzowskie) cechy przywódców w rodzaju Hitlera i Mussoliniego. Można tu np. zauważyć, że projektem faszystowskim była przecież utworzona przez d’Annunziego Republika Carnaro – jakże odmienna w charakterze od hitleryzmu.

Wydaje mi się, że przyczyną, dla której w hitleryzmie nastąpiła podmiana charakterystycznego dla wczesnego faszyzmu komponentu narodowego na rasowy była „oświeceniowa” potrzeba przeniesienia ciężaru ideologii z „syntetycznej” (a zatem dyskursywnej) kategorii narodowej (vide „Czym jest naród” – E. Renan, 1882) na kategorię w ówczesnym pojmowaniu „obiektywną” i „naukową”, czyli na „analityczną” kategorię rasową, co pozwoliło na zastosowanie „naukowych” metod walki z „elementem obcym rasowo”, w szczególności z Żydami.

Pozostaje zatem pytanie, czy antysemityzm jest niejako „wpisany” w faszyzm, czy jest raczej zjawiskiem szerszym, które ma głębokie źródła – także w obrębie samej ideologii socjalistycznej?

W eseju „Anti-Jewish Tredns in French Revolutionary Anarcho-Syndicalism” Edmund Silbermer wskazuje na głębokie przekonanie wielu wczesnych francuskich socjalistów, że nie dość, że kapitał żydowski stanowi ważną część „klasy wyzyskiwaczy”, to jeszcze z pomocą żydowskich związków zawodowych prowadzi proceder, który używając chwytliwych haseł internacjonalizmu prowadzi do rugowania robotników francuskich z ich miejsc pracy na rzecz taniej żydowskiej siły roboczej z Europy Wschodniej a w efekcie – do niszczenia bazy związkowej francuskich socjalistów. Oburzenie budziły też promulgowane przez lewicę żydowską idee, Nawet sam będący Żydem bliski współpracownik utopijnego socjalisty Henri de Saint-Simona, francuski historyk Daniel Halévy (który z czasem przeszedł na jawnie prawicowe pozycje) pisał:

„Nikt z nas nie pomyślałby o traktowaniu Żydów jako wrogów naszego kraju, gdyby zgodzili się żyć jako zwykli obywatele, zajmując się jakimkolwiek honorowym rzemiosłem, wykonując swoje praktyki religijne i wnosząc do ogólnej kultury tyle, ile tylko mogą; ale niestety żydowscy intelektualiści uważają się za małych Mesjaszy, a ich naród czuje się zobowiązany do wspierania ich w ich przedsięwzięciach. Aby mieć prawo nazywać się architektami wielkich przemian, żydowscy pisarze zaciekle walczą z duchowym dziedzictwem społeczeństwa, do którego zostali przyjęci przez przypadek migracji. Takie przedsięwzięcia nie mogą nie wzbudzać uzasadnionego gniewu. Naród tak nisko upadły, że z czystej złośliwości poświęciłby depozytariusz swoich tradycji żydowskim szydercom oczywiście zasługiwałby na najgorsze katastrofy.”

Na przełomie XIX i XX w. Georges Sorel, uważany za „duchowego ojca faszyzmu” francuski socjalista działający pod wpływem idei Marksa, Proudhona i Bretona, przekonany wówczas (później przeszedł na pozycje bolszewickie), że konflikt klasowy może być rozwiązany poprzez pragmatyczne włączanie przedstawicieli proletariatu w instytucje państwa napisał:

„Żydzi wykazują niebywałą sprawność w zdobywaniu kluczowych 'społecznych cytadeli’: uniwersytet, gdzie francuskie tradycje były tak dobrze zachowane, jest teraz ich własnością; stają się dominujący w armii; patronują modernistom, teraz tak licznym w Kościele. Ci, którzy nie chcą się poddać ich kontroli, są zniesławiani. Wszystko to powoduje silną reakcję ze strony Francuzów. Obrona kultury francuskiej przez ludzi takich jak Charles Maurras (i jego Action Française) może rzeczywiście zagrozić pozycji Żydów, jeśli sami nie uciszą swoich intelektualistów.”

Możemy tu wprost zauważyć, że dokładnie te same „idee postępowe”, jakie wówczas gorszyły nawet dużą część francuskich socjalistów są przyczyną obecnej „rewolucji konserwatywnej” obserwowanej w krajach Zachodu. Z jakichś powodów nawet ówcześni socjaliści nie mieli wątpliwości, że idee te promulgowane są szczególnie mocno przez środowiska żydowskie. Przez środowiska postępowe zostało to naznaczone jako „antysemityzm”.

Zasadniczo – w tej krytyce Żydów, jako wektora postępowości nie chodzi wprost o ich stosunek do socjalizmu jako idei politycznej. Chodzi tutaj raczej o to, że są oni nośnikami idei liberalnej, co dostrzegł już Karol Marks w „O kwestii żydowskiej”:

„Przede wszystkim stwierdzamy, że tak zwane prawa człowieka (droits de l’homme), w odróżnieniu od praw obywatelskich {droits du citoyen), nie są niczym innym jak prawami członka społeczeństwa obywatelskiego, tj. człowieka egoistycznego, człowieka oderwanego od siebie samego i od wspólnoty. Oddajmy głos najradykalniejszej konstytucji – Konstytucji z 1793 r.: Déclaration des droits de l’homme et du citoyen:

Art. 6. Wolność jest to prawo czynienia wszystkiego, co nie szkodzi innym. Granice, w których każdy może się poruszać bez szkody dla innych, wyznaczone są przez prawo, tak jak granica dwóch pól – przez miedzę. Chodzi o wolność człowieka jako izolowanej, zamkniętej w sobie monady.”

Jednak na zarzut, że nienawiść do Żydów jest spowodowana ich esencjalnym egoizmem, wyznawaniem przez nich kultu pieniądza i pogardą wobec wszystkich, poza ich własną, tradycji Marks odpowiada, że nienawiść ta jest de facto przeniesieniem na Żydów tego, czego narody chrześcijańskie boją się powiedzieć o sobie samych:

„Żydostwo utrzymało się obok chrystianizmu nie tylko jako religijna krytyka chrystianizmu, nie tylko jako ucieleśnienie wątpliwości co do religijnego pochodzenia chrześcijaństwa, lecz w równej mierze dlatego, że praktyczny, żydowski duch, że żydostwo utrzymało się w samym społeczeństwie chrześcijańskim, a nawet doszło w nim do szczytu swego rozwoju. Żyd, będąc szczególnego rodzaju członkiem społeczeństwa obywatelskiego, jest tylko szczególnego rodzaju przejawem żydowskości społeczeństwa obywatelskiego. Żydostwo utrzymało się nie wbrew historii, lecz dzięki historii. Społeczeństwo obywatelskie z własnych trzewi rodzi Żyda wciąż na nowo. Żyd wyemancypował się na sposób żydowski, nie tylko dlatego, że zdobył sobie siłę, jaką daje pieniądz, lecz i dlatego, że dzięki niemu, choć również i bez niego pieniądz stał się potęgą światową, a praktyczny duch żydostwa stał się praktycznym duchem narodów chrześcijańskich. Żydzi wyemancypowali się o tyle, o ile chrześcijanie stali się Żydami. Sprzeczność między polityczną siłą Żyda w praktyce a jego politycznymi prawami jest właściwie tą samą sprzecznością, jaka zachodzi między polityką a potęgą pieniądza w ogóle. Podczas gdy w idei polityka góruje nad siłą pieniądza, to w rzeczywistości stała się ona jego niewolnicą.”

Marks błyskotliwie wykazuje, że antysemityzm jest de facto wyparciem tego wszystkiego, co społeczeństwo kapitalistyczne musi ścierpieć z tytułu wszechobecnej władzy pieniądza, która jest realizacją liberalnej definicji wolności i zauważa nawet, że:

„Żydostwo osiąga szczyt swego rozwoju wtedy, kiedy ukształtowało się w pełni społeczeństwo obywatelskie, lecz ono dojrzało w pełni dopiero w świecie chrześcijańskim. Tylko pod panowaniem chrześcijaństwa, które wszystkie narodowe, naturalne, moralne i teoretyczne stosunki zamienia w rzecz czysto zewnętrzną dla człowieka, mogło społeczeństwo obywatelskie zupełnie oderwać się od życia państwowego, mogło ono zerwać wszelkie wiezie łączące człowieka z ludźmi i sprawić, by miejsce tych więzi zajął egoizm, egoistyczna potrzeba i by świat ludzi rozbił się na świat zatomizowanych, wrogich sobie jednostek. Chrystianizm powstał z żydostwa i znów się w żydostwo przeobraził. […] Gdy społeczeństwu uda się znieść empiryczną istotę żydostwa, handel i jego przesłanki, z tą chwilą Żyd stanie się niemożliwy, ponieważ zabraknie przedmiotu dla jego świadomości, ponieważ subiektywna baza żydostwa – praktyczna potrzeba – nabędzie cech ludzkich i zniesiony zostanie konflikt między indywidualnym, konkretnym bytem człowieka a jego bytem gatunkowym. Społeczna emancypacja Żydów jest emancypacją społeczeństwa od żydostwa.”

Mamy tu zatem odpowiedź na pytanie o przyczynę tak chętnie przyjmowanych przez Żydów postaw skrajne marksistowskich: jedynie likwidacja kapitalizmu i przejście „społeczeństwa obywatelskiego” do komunizmu pozwoli na usunięcie problemu antysemityzmu. W komunizmie Żyd nie będzie już „Żydem” – przedmiotem ciągłej nienawiści ze strony większości.

Marks mówi zatem, że nie możemy mieć pretensji do Żydów, że za sprawą swojej genalogii okazali się najlepiej przystosowani do realiów kapitalizmu, że stali się jego ikoną, oraz że nie możemy mieć do nich pretensji, jeśli chcą ten kapitalizm obalić i zbudować komunizm, gdyż jest to dla nich jedyna droga do wyzwolenia się spod ciężaru antysemityzmu.

To, że musi się odbyć na trupie państw narodowych i ich kultur jest niejako fatum historii i nawet jeśli za sprawą jakiegoś zdarzenia Żydzi zostaną unicestwieni, to logika kapitalizmu doprowadzi do ich „wymyślenia na nowo” w jakiejś innej postaci „kozła ofiarnego”.

Jak widzimy, kwestie szczegółowe dotyczące tego, czy tak szczególne umocowanie Żydów i ciągnących się za nimi idei w „społeczeństwie obywatelskim”, jak też samego kształtu założeń tego „społeczeństwa obywatelskiego” wyrażonych w pojęciu „praw człowieka” są tu jak gdyby poza dyskusją – są one pogrzebane pod ogólnohistoriozoficzną teorią rozwoju społecznego znaną właśnie jako marksizm. Sufluje on pewien determinizm postępu i we własnej logice przedstawia określone rozwiązania jako nieuchronne, gdyż żadne inne nie rozwiążą sprzeczności jego poprzednich etapów. W teorii Marksa Żydzi sią jak gdyby naturalnymi „bohaterami postępu” i stąd wynika ich szczególne umocowanie w historii oraz wynikający z tego antysemityzm. „Koniec historii” będzie zatem końcem Żydowstwa i problemu antysemityzmu i będzie nim komunizm. Sami Żydzi są tu, co jest na swój sposób przedziwne w kontekście reszty teorii Marksa, jak gdyby niezmienni. Ich skrajnie egoistyczna natura jest tu cechą narodową, o której nie ma nawet sensu dyskutować, gdyż jest jak gdyby esenencją żydostwa, niemniej – właśnie do niej nie można mieć żadnych pretensji, gdyż domagać się od Żyda, aby stał się bardziej ludzki, to jak gdyby to samo, co domagać się od niego, aby wyrzekł się swojej religii. Ta paskudna esencja żydostwa pojawia się u Marksa w wielu miejscach w opisach Żydów i ich języka, co doprowadziło niektórych do uznania, że Marks sam był Żydem-antysemitą, lub – jak twierdzą inni – że uległ pokusie wyładowania swojego obrzydzenia do ówczesnego kapitalizmu poprzez zdemonizowanie samego żydostwa będącego tego kapitalizmu epitomem.

Ciekawe jest też, że Marks stwierdza w „O kwestii żydowskiej”, że „nowoczesne społeczeństwo obywatelskie” rozwinęło się w pełni jedynie w Stanach Zjednoczonych, natomiast w Europie, gdzie wciąż w kulturze żywa jest pamięć systemu przedkapitalistycznego – społeczeństwo obywatelskie nie jest jeszcze w pełni gotowe. Zauważa zarazem, że właśnie w USA, które są państwem od początku realizującym prymat pieniądza jako podstawę stosunków społecznych a ustrojowe ramy Republiki są wolne od religijnie umocowanej moralności – problemu antysemityzmu w jego czasach właściwie nie było. Trudno zatem zrozumieć, czy to sam kapitalizm jest przyczyną rodzących antysemityzm sprzeczności, czy raczej właśnie ta „pamięć przedkapitalistycznych stosunków”, którą – jeśli sądzić po wspomnianych wcześniej wypowiedziach różnych autorów – Żydzi usilnie chcą zniszczyć suflując wszędzie wrogi miejscowym tradycjom „kosmopolityczny modernizm”.

Tak czy inaczej – warto zauważyć, że antysemityzm wydawał się Marksowi kompletnie naturalny w świetle roli, jaką Żydzi odegrali w nadaniu kapitalizmowi najbardziej odpychającego kształtu a krytyka atysemityzmu odbywa się zasadniczo na gruncie jego refleksji, że trudno mieć do nich pretensje o to, że właśnie taką rolę historyczną odegrali, skoro takie miejsce dla nich stworzono w czasach przed kapitalizmem. Jednak skoro tak, to antysemityzm jest co najwyżej tak samo paskudny jak „żydostwo” w opisanym przez Marksa kształcie. Trudno zatem stawiać faszyzmowi zarzut, że jest „wylęgarnią antysemityzmu”, skoro jedyna różnica między poglądami Marksa a Sorela sprowadza się do tego, że dla Marksa Żydzi oprócz tego, że są „królami kapitalizmu”, to są też „posłańcami internacjonalistycznego komunizmu”.

Stąd twierdzę, że eksces hitleryzmu jest nadużywany i posłużył do wytworzenia skutecznego knebla, za pomocą którego nie można już nawet zająknąć się o wpływie poglądów zrodzonych w żydowskich głowach na społeczeństwa Zachodu z perspektywy pewnego dystansu uwidaczniającego istnienie szerszej „ideologii żydowskiej” – w sensie zbliżonym, do tego, jak Marks mógł pisać np. o „ideologii niemieckiej”, którą krytykował. Byłoby to zapewne od razu uznane za coś skrajnie antysemickiego! Dziś jedynym tolerowanym kontekstem dla „ideologii żydowskiej” jest bowiem syjonizm.