Są narody, które potrafią spojrzeć w lustro historii i powiedzieć: tak, zrobiliśmy zło — i nigdy więcej.
A są takie, które udają, że lustro nie istnieje. Że pękło. Że można je schować do szuflady, a potem zająć się tym, co naprawdę kochają- robieniem pieniędzy.
Niemcy weszli właśnie na nowy poziom moralnego zepsucia — bo trzeba naprawdę cuchnącego zbydlecenia, żeby w domu aukcyjnym wystawiać na sprzedaż pamiątki po więźniach obozów koncentracyjnych.
Tak, dobrze czytacie.
W kraju, który zamienił Europę w gigantyczną rzeźnię, w kraju, który z zimną precyzją przemysłową eliminował ludzi uznanych za podludzi — w tym samym kraju działa sobie aukcja, jak gdyby nigdy nic i wystawia obozowe dokumenty, przedmioty osobiste, pamiątki po ofiarach.
To się nawet nie mieści w głowie.
To nie jest historia.
To jest obrzydliwość moralna i degeneracja człowieczeństwa.
Bo trzeba mieć naprawdę coś złego we łbie, żeby pomyśleć:
„O, zobacz — papiery po człowieku, którego zagłodziliśmy, zdehumanizowaliśmy i unicestwiliśmy… może pójdzie to za dobre pieniądze?”

To są przedmioty ludzi mordowanych, zagładzonych, upokarzanych.
To są ślady ofiar, nie kolekcjonerskie rarytasy.
Niemiecka pamięć — jest tylko wtedy, gdy nic nie kosztuje.
W niemieckiej narracji historycznej od lat panuje schizofrenia. Z jednej strony pełne patosu przemówienia o odpowiedzialności, moralnej lekcji, demokratycznym katharsis. A z drugiej — gdy tylko pojawia się temat realnej odpowiedzialności, realnych pieniędzy, prawdziwych zobowiązań — następuje nagły atak amnezji.
Wystarczy spojrzeć na reparacje wojenne dla Polski.
Niemcy powtarzają jak mantrę, że „sprawa jest zamknięta”, bo podobno w 1953 roku Polska się zrzekła reparacji.Problem w tym, że:

1. To rzekome „zrzeknięcie się” było wydmuszką. Powstało w państwie niesuwerennym, pod kontrolą Moskwy, podpisane nie przez rząd demokratyczny, tylko przez marionetki Stalina.
2. Nie było umowy międzynarodowej.
Nie było ratyfikacji.
Nie było formalnego trybu wymaganego do wiążących traktatów.
3. Dotyczyło NRD, a nie zjednoczonych, współczesnych Niemiec.
4. I najważniejsze: to „oświadczenie” nigdy nie zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw, więc nie miało mocy prawnej.
Niemcy jednak powołują się na nie jak na święty dokument, jakby było to objawienie z nieba.
To wygodne.
To tanie.
To typowo niemieckie.
Naród, który sprzedaje rzeczy osobiste ofiar— poucza innych o moralnościi jeszcze mają czelność stawiać się w roli moralnego kompasu Europy,a nawet opowiadać, że są „narodem, który przeszedł rozliczenie z przeszłością”.
Jak widać — rozliczyli się tak, że dziś mogą handlować pamięcią o ofiarach, jakby to były znaczki pocztowe z czasów Cesarstwa.
Kraj, który zamordował 6 milionów polskich obywateli — Żydów, Polaków, Romów — dziś wystawia pamiątki po nich na licytację.
Nie oddaje ich rodzinom.
Nie przekazuje muzeom.
Nie tworzy miejsc pamięci.
Nie mówi: „to nie nasze, to wam ukradliśmy, proszę, zwracamy”.
Nie.
Zamiast tego Niemcy robią to, co potrafią najlepiej: monetyzują cudze tragedie.
Prawo prawem, a obrzydliwość — obrzydliwością.
Niemieckie prawo -co mnie nie dziwi – dopuszcza sprzedaż takich przedmiotów. Ale moralność nie zawsze da się dopisać drobnym drukiem w kodeksie.
Są czyny tak podłe, tak odrażające, że nie trzeba paragrafów, żeby poczuć do nich odrazę.
Handel pamiątkami z obozów koncentracyjnych to nie jest „brak wrażliwości”.
To nie „niedopatrzenie”.
To jest bolszewickie uprzedmiotowienie człowieka, tylko przeniesione na rynek:
zamiana ofiary w produkt, cierpienia w towar, historii w biznes.
To jest mentalność, która nie zginęła w 1945 roku.
Tylko zmieniła mundur na dobrze skrojony garnitur z Düsseldorfu i nauczyła się mówić o demokracji, prawach człowieka i europejskich wartościach.
Czas skończyć udawać, że Niemcy przepracowali swoją historię.
Kraj, który:
nie zwrócił Polsce utraconych dzieł sztuki,nie wypłacił należnych reparacji,powołuje się na nieistniejące dokumenty i jeszcze handluje pamiątkami ofiar masowych mordów,nie ma prawa pouczać nikogo o moralności.
Nie ma prawa zasłaniać się „pamięcią historyczną”, gdy sam traktuje tę pamięć jako towar.
A my, Polacy, mamy obowiązek mówić to głośno.
Bo jeśli my nie będziemy upominać się o nasze — nikt inny nie zrobi tego za nas, a już politycy tacy jak Tusk to napewno.
Koniec udawania.
Czas na prawdę, nawet jeśli jest ostrzejsza niż stal, którą Niemcy kiedyś rozcinali ludziom życie.I żeby nikt nie mówił, że przesadzam: to nie jest anonimowa historia zasłyszana w internecie.
To nie są „kontrowersyjne doniesienia”.
To jest konkret.
W Niemczech, w domu aukcyjnym Felzmann w Neuss, wystawiono na sprzedaż pamiątki po więźniach obozów koncentracyjnych — dokumenty, przedmioty osobiste, artefakty po ludziach, którzy zginęli w nazistowskiej machinie śmierci.