Chińska rakieta Long March 10B zaliczyła udany dziewiczy lot i wyniosła ładunek na orbitę. Najważniejsze wydarzyło się jednak po starcie: główny człon rakiety zamiast spaść do oceanu, jak dotąd, wrócił w kontrolowany sposób i został złapany siatką na statku na Morzu Południowochińskim. To pierwszy taki odzysk w historii Chin. Do USA wciąż im daleko; SpaceX ląduje rakiety od 2015 roku i testuje już Starshipa; ale kierunek i tempo są jednoznaczne: Pekin metodycznie zamyka dekadę zaległości, a ponowny lot tego samego członu zapowiada jeszcze w tym roku.

I żeby nie było złudzeń co do „cywilnego” charakteru programu: rakietę zbudował państwowy CASC, ten sam koncern, który projektuje systemy do zwalczania Starlinka. Ta sama technologia wyniesie satelity cywilne i wojskowe. Technologia nie jest neutralna. Nawet nazwa nie jest neutralna: Long March (Długi Marsz) to hołd dla mitu założycielskiego KPCh, rocznej ucieczki Armii Czerwonej Mao przed wojskami Czang Kaj-szeka (1934–35), którą propaganda KPCh przekuła w heroiczny epos.

A Europa nie ma nawet własnej rakiety wielokrotnego użytku. To dopiero długi marsz. Ale spokojnie: zajmujmy się dalej Zielonym Ładem.

Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw