Na początku rejsu orkiestra grała „Uśmiechnij się, Polsko”. Kapitan zapewniał, że to będzie nowoczesny liniowiec, z europejskim GPS-em, przejrzystymi pokładami i załogą, która już nigdy nie będzie przypominać poprzednich marynarzy. Pasażerowie klaskali. Wypłynęli.

Potem ktoś zauważył pierwszą dziurę w burcie.

— To tylko drobny przeciek — uspokajał bosman.

Potem drugą.

— To wina poprzedniego armatora.

Potem trzecią.

— Nie siejmy paniki.

Aż w końcu w maszynowni zaczęło chlupotać tak głośno, że nawet orkiestra przestała się słyszeć.

Na jednym pokładzie trwa awantura wokół ochrony zdrowia. Gdzie zwykły pacjent czeka miesiącami, okazuje się, że dla niektórych istnieją szybsze windy, lepsze drzwi i bardziej miękkie fotele. VIP-y płyną szalupami ratunkowymi, podczas gdy reszta dostaje instrukcję: „prosimy cierpliwie czekać na swoją kolej”. A gdy wybucha skandal, kapitan zwołuje konferencję prasową i obiecuje, że od teraz wszystkie wiadra będą miały certyfikat uczciwości.

Na drugim pokładzie trwa niekończąca się seria afer, które znikają z pierwszych stron szybciej, niż pojawiają się nowe. Wczorajszy skandal przykrywa dzisiejszy, a dzisiejszy ma szczęście tylko do jutra. Statek nie tonie gwałtownie. On tonie metodą administracyjną — komisja za komisją, konferencja za konferencją, zapewnienie za zapewnieniem.

W mesie załogi trwa konkurs na najlepsze oświadczenie. Pierwsze miejsce zajmuje: „wyciągniemy konsekwencje”. Drugie: „sprawę wyjaśni prokuratura”. Trzecie: „nie ma zgody na takie praktyki”. Publiczność pyta tylko jedno: skoro nie ma zgody, to dlaczego tyle czasu były?

Na mostku kapitańskim wszyscy mają lornetki. Problem polega na tym, że każda skierowana jest w inną stronę. Jedni wypatrują winnych sprzed lat. Drudzy udają, że obecne fale to tylko efekt złej pogody. Tymczasem morze nie interesuje się konferencjami prasowymi. Woda ma tę nieprzyjemną cechę, że wpływa do środka niezależnie od narracji.

Najzabawniejsze jest jednak to, że za każdym razem, gdy od burty odpada kolejna deska, rzecznik zapewnia, iż to element planowanej modernizacji. A pasażerowie coraz częściej zastanawiają się, czy przypadkiem nie kupili biletu na rejs „Titanic 2.0”, tylko z lepszym działem PR.

Na końcu orkiestra gra dalej. Nie dlatego, że wierzy w szczęśliwe zakończenie. Po prostu nuty jeszcze nie zamokły.

A statek?

Jeszcze płynie.

Ale coraz bardziej przypomina korek unoszący się na oceanie własnych obietnic.