Na Soborze w Konstancji Paweł Włodkowic nie ograniczał się do oskarżeń o zbrodnie czy bezprawne wojny. Uderzył znacznie głębiej – w samą wiarygodność Zakonu Krzyżackiego.
Zwrócił uwagę na pozornie drobny szczegół. Krzyżacy nosili nazwę Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny w Jerozolimie, ale… gdzie był ten szpital?
Jak wskazywał Włodkowic, zakon powstał przy szpitalu w Akce, a nie w Jerozolimie. Zarzucał więc Krzyżakom, że powołują się na nazwę i tradycję, których nie potrafią udowodnić. Był to mistrzowski chwyt prawniczy – skoro nawet fundament, na którym budowali swój autorytet, budzi wątpliwości, to jak można bezkrytycznie wierzyć ich roszczeniom wobec innych narodów?
To nie była zwykła polemika. To było rozbieranie przeciwnika na części przy pomocy logiki, prawa i faktów. Włodkowic nie potrzebował obelg. Wystarczyły mu precyzyjne argumenty.
Nic dziwnego, że do dziś uchodzi za jednego z najwybitniejszych polskich prawników średniowiecza i prekursora prawa narodów. Pokazał Europie, że nawet najpotężniejszy zakon można pokonać nie mieczem, lecz siłą rozumu.
Czasem jedno dobrze postawione pytanie potrafi być groźniejsze niż cała armia.
Zostaw komentarz