Należę do pokolenia, które doskonale pamięta, jak coroczne opady śniegu zaskakiwały drogowców. Bo przecież od kwietnia do listopada śniegu na lekarstwo, aż w końcu w grudniu robiło się biało. A drogowcy myśleli, że dalej będzie jak nie przymierzając we wrześniu czy innym październiku.

Tym razem opady, i to deszczu, zaskoczyły służby miejskie w Warszawie.

– Opady, które wystąpiły w dniu 29 czerwca, rozkładały się na przestrzeni całej Warszawy z różnym natężeniem. Najintensywniejszy opad stwierdzono, na podstawie pomiarów MPWiK, w rejonie Śródmieścia. Zarejestrowane tam opady wynosiły od 40 do 53 litrów na metr kwadratowy. Należy jednak zauważyć, że największe natężenie wystąpiło w godzinach pomiędzy 15.50, a 17. W ciągu pierwszej godziny spadło w tym rejonie od 30 do 46 litrów. Był to deszcz klasyfikowany jako nawalny, rzadko spotykany w Warszawie, co potwierdził w wywiadzie dla TVN24 Grzegorz Walijewski, rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – tłumaczy Karolina Gałecka, rzeczniczka Urzędu m.st. Warszawy.

– Tak duża ilość opadu, w krótkim czasie, spływająca do sieci kanalizacyjnej, doprowadziła do jej przepełnienia. Właśnie w takich wyjątkowych sytuacjach, gdy mamy do czynienia z gwałtownymi zjawiskami pogodowymi, aby zapewnić odbiór ścieków, kanały te posiadają tzw. urządzenia odciążające, czyli przelewy burzowe. Pomimo ich dość szybkiego zadziałania – pierwszy przelew wystąpił już po około 20 minut od wystąpienia pierwszego opadu – intensywność opadów spowodowała przeciążenie sieci i występowanie lokalnych podtopień, w rejonach najsilniejszego deszczu. Należy zauważyć, że takiej ilości opadu przy tak ogromnej intensywności nie jest w stanie przyjąć żadna sieć kanalizacyjna, w taki sposób by nie powodować zastojów lub zalewisk – podkreśla rzeczniczka.

https://wiadomosci.onet.pl/warszawa/dlaczego-warszawa-zostala-zalana-po-burzy-ratusz-wyjasnia/dp7mpe1

No i proszę. Żadna sieć kanalizacyjna nie byłaby w stanie przyjąć opadów w takich ilościach. No bo niby nic wielkiego – podane ilości oznaczają, że w ciągu 70 minut spadło od 30 do 46 mm wody.

Rocznie w Warszawie notuje się ok. 501 mm. Jak widać w ciągu 70 minut spadło nawet 9,2% rocznego opadu.

Niemniej, jak zauważył rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Grzegorz Walijewski, taki opad nie był czymś niezwykłym w Warszawie. Zdarza się, choć niezbyt często.

Jeśli więc zdarza się, to miasto powinno być gotowe na jego przyjęcie. Po to m.in. płacimy podatki, by nawet najgorsza, jednak spodziewana pogoda, nie zamieniała stolicy w Wenecję, dodatkowo „upiększoną” fontannami szamba.

Jeśli można się zgodzić z rozlewiskami, przy czym ich występowanie powinno być odległe od ulic czy skrzyżowań, to jednak t5lumaczenie – że takiej ilości opadu przy tak ogromnej intensywności nie jest w stanie przyjąć żadna sieć kanalizacyjna, nijak się ma do dalszych wyjaśnień warszawskiego Ratusza.

W cytowanym artykule padają obietnice rozbudowania sieci.

Inteligentny system odprowadzi opady i ścieki

– To innowacyjne rozwiązanie wykorzystywane, m.in. w Tokio, Dreźnie, Filadelfii czy Minneapolis, które umożliwi scentralizowane i zautomatyzowane zarządzanie infrastrukturą kanalizacyjną na terenie całej Warszawy. Celem inwestycji jest usprawnienie transportu ścieków oraz nadmiaru wód opadowych, w szczególności ograniczanie skutków deszczy nawalnych – informuje Karolina Gałecka.

Jak to ma funkcjonować? – Działanie systemu będzie polegać na centralnym sterowaniu pracą układu odbioru ścieków na terenie całego miasta w sposób zautomatyzowany. Dzięki dostępnym danym, gromadzonych i przetwarzanych w czasie rzeczywistym, system będzie w stanie reagować na nagłe zjawiska pogodowe i odpowiednio sterować przepływem ścieków (w tym wód opadowych), jak również gromadzić je w kolektorach i zbiornikach retencyjnych, minimalizując ryzyko wystąpienia lokalnych podtopień oraz ograniczając pracę przelewów burzowych kanalizacji ogólnospławnej – tłumaczy rzeczniczka.

(op. cit.)

Czyli jednak można inaczej, a nie tylko zwalać na niespotykane anomalie pogodowe, by w kolejnym zdaniu dodać, że się zdarzają co jakiś czas.

Tłumaczenie Ratusza jest po prostu oburzające. Przecież było wystarczająco dużo czasu (i pieniędzy) na to, aby potrzebne prace zacząć wdrażać już za pierwszej kadencji HGW.

Ale po co, skoro nie padało?

A jak nie wyszło, to można przecież zwalić na anomalie pogodowe, najwyraźniej spowodowane m.in. odmową przyjęcia do Polski uchodźców z Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji. Jak wyjątkowo trafnie zauważyła profesorzyna Magdalena Środa – oni nie jadają wieprzowiny, a zatem emisja gazów cieplarnianych byłaby mniejsza.

A wtedy nie byłoby tyle deszczu i nikogo nie zalałoby w stolicy.

I tak po prawdzie winien powodzi w Warszawie jest PiS.

Idąc dalej tym tokiem myślenia dochodzimy do kolejnego wniosku.

Znów próbuje się odgrzebywać awarię najdroższej na świecie oczyszczalni ścieków Czajka, dzięki której warszawiacy „użyźnili” nawet Bałtyk.

A przecież to ewidentna wina PiS-u. Gdyby ludzie nie dostawali 500+ wtedy mieliby mniej na jedzenie. A to oznaczałoby, że przeciętny warszawiak szedłby do wygódki dwa razy… rzadziej (nomen omen) niż teraz.

I kanalizacja sprostała by zadaniu.

Jak widać istnieje pilna konieczność głosowania na Rafała Trzaskowskiego. Rządy PiS, a już szczególnie Andrzej Duda jako prezydent, doprowadzili do wielkich katastrof.

Nie może bowiem tak być, by ludziom się w d…ch przewracało od 500+.

Przykład Warszawy świadczy, że żadna kanalizacja tego nie wytrzyma.

1.07 2020

fot. pixabay