To co przedstawię o Instytutu Pamięci Narodowej – miałem okazję zaprezentować tylko część swoich poglądów na ten temat w audycji Macieja Wolnego w Telewizji Polsce (25 lutego 2021) – będzie taką generalną oceną działalności IPN-u, nad którą powinni się zastanowić ci, którzy go nadzorują. I wyciągnąć z tej oceny wnioski. Także w kontekście wyboru Prezesa, który to wybór niebawem nastąpi!!!!

W przestrzeni medialnej głośno się dzieje w sprawach IPN-u, gdy zdarzą się jego przedstawicielom jakieś niefortunne wypowiedzi bądź decyzje. To zafałszowuje obraz tej potrzebnej Polsce i Polakom instytucji.

Nie pamięta się o tym, że IPN prowadzi bardzo rzetelną działalność w zakresie odbrązawiania historii Polski Ludowej. Bez IPN-u mielibyśmy do czynienia z kultem tego okresu na co wpływ mają niektóre media. Banalizują one bądź fałszują takie podstawowe fakty np. jak: wojnę komunistów ze społeczeństwem polskim – szczególnie w okresie stalinizmu, opresyjną rolę komunistycznej bezpieki, media przedstawiające lukrowany obraz czasów Gierka, fałszujące sposób przekazania władzy przez komunistów koncesjonowanej opozycji, kreujące fałszywych bohaterów (Wałęsa), bądź w obrazie tych, którzy się w pewnym momencie opamiętali zatajające te fragmenty ich życiorysu, które kładą się cieniem na ich biografii (by nie wdawać się w jakąś większą wypowiedź przypomnę postać zmarłego tragicznie Jana Lityńskiego. W jego wizerunku na potrzeby chwili, ale to będzie już normą, unika się przedstawienia jego działalności w czerwonym harcerstwie i Związku Młodzieży Socjalistycznej. Oczywiście przykładów takich spraw i takiego podejścia do dziejów jest znacznie więcej. Tu wskazałem tylko na niektóre kierunki merytoryczne i ideowe tego zjawiska.

Jest kilka obszarów w działalności IPN-u, które należy podkreślić, a niektóre z nich docenić. Pierwsza z nich to działalność naukowa (badawczo-publikacyjna), w ramach której podejmowane są te problemy badawcze, których poza IPN-em prawie nikt nie podejmuje, bo albo nie ma politycznej odwagi, by to zrobić, albo też ze względu na stanowisko środowiska naukowego (kwestia awansów zawodowych, parametryzacji dorobku naukowego) obawia się, że może to mu zaszkodzić. Przykładem tego typu działalności pracowników IPN-u są publikacje: prof. Rafała Łatki o kardynale Gulbinowiczu, czy Tomasza Domańskiego o książce Dalej jest noc Barbary Engelking i Jana Grabowskiego. I to nie jest tak, że są jakieś w IPN zakazane tematy świadczy o tym działalność badawcza dr Martyny Grądzkiej – Rejak zajmującej się trudnymi tematami, z punktu widzenia polskiego, odnoszącymi się do relacji polsko-żydowskich po II wojnie światowej. Standardem jest natomiast rzetelne wyjaśnianie i opisywanie dziejów Polski Ludowej, w tym np. komunistycznej bezpieki, o czym świadczą publikacje prof. Filipa Musiała itd.

Drugi obszar aktywności IPN-u to sprawy edukacyjno – wydawnicze. Jako przykład solidności, jak również dydaktycznego dostosowania tego pierwszego elementu do potrzeb – głównie szkolnych odbiorców, trzeba wymienić Teki edukacyjne IPN-u, a w drugim przypadku Biuletyn IPN itd. Przykładowo teraz przygotowywana jest w krakowskim oddziale teka dotycząca działalności komunistycznej bezpieki po II wojnie światowej, która prostuje zakłamania i niedomówienia dotyczące tego organu występujące choćby w podręcznikach historii. W Biuletynie zaś publikowane są ważne przyczynki faktograficzne możliwe do wykorzystania w syntezach. Są one oparte na solidnej podstawie źródłowej i dowodzą fachowości warsztatowej ich autorów.

Trzecia obszar funkcjonowania IPN-u, który chcę podkreślić, to działalność archiwalna. Jeżeli ktoś doprowadzi do likwidacji IPN-u lub jego przekształcenia w stricte instytut badawczy – to będzie w tej materii przeogromna strata. Powołam się na przykład pionu archiwalnego w Krakowie, które naprawdę funkcjonuje wzorcowo. Aktywnie przejmuje materiał źródłowy, którego nie chcą archiwa państwowe, a zakładowe chętnie by zniszczyły. Oczywiście są w tej ogólnej archiwalnej działalności IPN-u – archiwizacja i udostępnianie – braki np. ciągle niewystarczająca digitalizacja materiałów, dzika anonimizacji danych dotycząca tajnych współpracowników i nawet esbeków. Ale generalnie archiwizacja to jest wielka wartość IPN-u. Co stałoby się z materiałami zdeponowanymi w archiwach oddziałów i delegatur IPN-u? Pewnie przejęłyby je formalnie archiwa państwowe. Ale te, bez odpowiedniej kadry nie poradziłyby sobie z tym zadaniem. Oczywiście można przejąć tych, którzy chcieliby przejść do archiwów państwowych z dotychczasowego pionu archiwalnego IPN-u, ale pozostaje jeszcze problem prawny. IPN nie kieruje się takimi samymi zasadami archiwizacji, jak archiwa państwowe. Dotyczy to choćby przejmowania dokumentacji, jej poszukiwania i przechowywania oraz brakowania. Może także wyczucia ważności materiału.

Koniecznie trzeba też wspomnieć o działalności upamiętniającej, honorującej osoby zaangażowane w działalność niepodległościową i antykomunistyczną. To także jest ogromny pozytywny wysiłek IPN-u. Nie wyobrażam sobie, aby poza IPN-em można było poszukiwać grobów i ciał zamordowanych przez komunistów żołnierzy niepodległościowego podziemia.

No i na koniec zostawiłem sobie działalność śledczo-lustracyjną. Niestety ta jest moim zdaniem najsłabsza – odnosi się to i do tego, że IPN nie posiada tu odpowiednich – ujmę rzecz metaforycznie – zębów, tylko taką sztuczną szczękę. Nie dostarczono mu odpowiednich prawnych narzędzi, a część z nich na skutek praktyki stosowania została totalnie pozbawiona egzekucji. Tu wymienię tylko kilka:
1. ustawa o IPN- zwłaszcza art. 37 w powiązaniu z art. 36 chroni bardziej sprawców (ubeków/esbeków, różnych kategorii OZI) niż ich ofiary,
2. ustawa lustracyjna w powiązaniu z kuriozalnym orzeczeniem TK, nakazującym uznanie za Osobowe Źródła Informacyjne bezpieki tych konfidentów, którzy spełniają określone kryteria – i to wszystkie naraz, choćby podpisane zobowiązanie, udowodnienie, że ktoś w wyniku donosów został bezpośrednio skrzywdzony itd.
3. ustawa dezubekizacyjna – ona się jeszcze czkawką odbije w przypadku przejęcie władzy przez postkomunistów, lewaków i totalsów. Będą chcieli zrekompensować rzekome rentowe i emerytalne szkody funkcjonariuszy aparatu represji Polski Ludowej. Ale oczywiście za ten stan prawny odpowiada pisowska większość parlamentarna, która nie chciał słuchać rzeczowych uwag i sugestii. A minister Zieliński uważał się za merytoryczne guru, a jest po prostu dyletantem w tej kwestii.
4. ustawa o dekomunizacji przestrzeni publicznej – co z tego, że IPN wydaje tu komunikaty, oświadczenia a nawet stanowiska, kiedy np. władze samorządowe, wyższych uczelni nic sobie z tego nie robią. I nie ma w tej sprawie możliwości egzekucyjnych – choćby pociągnięcie do administracyjnej odpowiedzialności włodarzy tych instytucji.
Ale chodzi również o to, że w ramach tych wąskich ram legislacyjnych pion śledczy IPN-u funkcjonuje dość opieszale. Słabe np. jest pozyskiwanie materiału dokumentacyjnego – nielegalnie przejętego przez różne osoby. Podam przykład szefa esbecji z Bielska – Białej, który niezgodnie z nawet ówczesnym prawem, przejął ponad 11 tys. mikrofilmów na przełomie 1989/1990 roku i rzekomo je zniszczył (podpisał jakiś świstek papieru, że to zrobił), za co otrzymał symboliczną karę, a korzyści z ewentualnego posiadania tych mikrofilmów są przeogromne. Tu IPN powinien wznowić śledztwa w tej sprawie. Pewnie podobnych przypadków jest więcej.
Kolejna sprawa zaniedbana przez pion śledczy IPN-u, to śledztwa w sprawie mordów na ks. Jerzym Popiełuszce, Stanisławie Suchowolcu, Sylwestrze Zychu, Stefanie Niedzielaku i innych tajemniczo wykończonych – przez esbeckie komanda śmierci – osobach związanych a antykomunistyczną opozycją np. Joannie Kempińskiej ze Śląska, Jacku Zejdlerze itd. Tu powinny być powołane specjalne merytoryczne zespoły do wyjaśnienia tych spraw. Ale potrzebny jest też materiał dowodowy, który z pewnością mają byli funkcjonariusze bezpieki. Dla nich był i jest to glejt bezpieczeństwa. Pion śledczy IPN-u powinien je poszukać.

Reasumując – IPN w tym kształcie, pod dobrym kierownictwem naprawdę niezależnym jest nie tylko potrzebny, ale i konieczny. Powinien dostać narzędzia do walki ze złogami komunizmu, a wtedy nie pojawią się głosy jego likwidacji.

I tu wkraczamy w kolejną sprawę, która została wywołana przez nominację na p. o. Dyrektora Oddziału we Wrocławiu dra Tomasza Greniucha, czyli dymisję obecnego i wybór kolejnego Prezesa IPN-u. Ale zanim do tego przejdziemy, przedstawmy stosunek do tej nominacji. Dr Tomasz Greniuch mógłby być – moim zdaniem – pracownikiem IPN-u. Świadczą o tym jego rzetelne prace poświęcone ogólnie Narodowym Siłom Zbrojnym i w szczególności Henrykowi Flamemu „Bartkowi”. Niektórzy uważają, że w ogóle nie powinien tam pracować. Ja mam inne zdanie na ten temat. On przynajmniej z punktu widzenia naukowego nie sprzeniewierzył się zasadom warsztatowym historyka, jak inni pracownicy IPN-u.

Ale czym innym jest jednak kwestia jego nominacji na eksponowane kierownicze stanowiska: Delegatura IPN w Opolu i Oddział we Wrocławiu. Tu musi być uwzględniona także postawa polityczna. W zasadzie każdy Prezes IPN-u, mimo formalnego spełnienia idiotycznego warunku konkursu na stanowisko Prezesa IPN-u (niebycie członkiem partii politycznej i związku zawodowego), był politycznie określony i zaangażowany. Każdy, ale pewnie najmniej właśnie obecny Prezes IPN-u, który choć jest pupilkiem prof. Ryszarda Terleckiego, odpowiadającego za IPN w środowisku prawicy, to jednak poglądów politycznych dr Szarek pewnie nie ma, albo skutecznie je ukrywa. Moim zdaniem nieposiadanie poglądów politycznych nie jest żadną wartością. Wartością jest czynienie z nich oręża w dobrej sprawie, tak np. jak robił to św. pamięci prof. Janusz Kurtyka. Choć i jemu trzeba także wypomnieć niezbyt fortunne działania w zakresie ram legislacyjnych funkcjonowania IPN.

Natomiast w przypadku dra Tomasza Greniucha – jego poglądy są kwalifikowane jako nazistowskie – problem jest bardziej złożony. Każdy, kto miał udział w jego nominacji znał jego przeszłość polityczną, z tym niechlubnym gestem hitlerowskiego/rzymskiego pozdrowienia. Specjalnie to łączę, aby wykazać, że w tym elemencie politycznej osobowości Tomasz Greniuch okazał się zwykłym historycznym idiotą. O jego innych poglądach nie mogę się wypowiadać, bo są one mniej zdefiniowane i zobrazowane. Salut rzymski, także widziany w okresie międzywojennym na uroczystościach wielkich polskich patriotów, choćby na pogrzebie Wojciecha Korfantego, przez fakt związku tego gestu z niemieckimi nazistami, z ich zbrodniami, nabrał po II wojnie światowej zdecydowanie odmiennego znaczenia, niż tylko oddanie honorów i gest pozdrowienia. Greniuch powinien to wiedzieć – nie tylko jako historyk, ale też zwykły człowiek. Obrona tego gestu, uczynionego przez niego w czasach młodości, trąci śmiesznością i jest tragiczna. Nie można przejmować wszystkiego z danej tradycji, by się legitymizować. Niektóre znaki identyfikacyjne tej tradycji powinny być wymazane. Taki gest wykonany przez Greniucha na pewno. I same przeprosiny już nie wystarczą. Wykonał gest będąc świadomym znaczenia tego gestu – przeszedł bowiem podstawową edukację historyczną, a można mniemać, że i bardziej rozwiniętą (skończył studia historyczne). I tylko głęboka ekspiacja z tego powodu może mu przywrócić zdolność obywatelskiego funkcjonowania. Powtarzam głęboka ekspiacja.

Ale w związku z nominacją Greniucha najwięcej pretensji mam do Kolegium IPN-u. Dopiero po kilku dniach od jego odwołania wydało oświadczenie, w którym nie odnosi się rzeczowo do problemu (tak np. jak na w ramach tzw. twitterowej i facebookowej historiografii robi to członek Kolegium prof. Cenckiewicz, rzeczowo oceniający działalność polityczną i naukową dra Greniucha), ale Kolegium wskazuje, że Prezes Szarek pominął je i nie poprosił go o zaopiniowanie kandydatury dra Greniucha. To jest taki trochę piłatowy gest. Szarek nie powołał dra Greniucha na Dyrektora wrocławskiego oddziału, tylko na pełniącego obowiązki szefa tego oddziału. Do tego formalnie miał prawo. A kolegium już wtedy powinno zareagować, a nie wtedy, gdy mówiąc kolokwialnie: mleko się rozlało. Ale Kolegium przecież już wydało opinię o Greniuchu, gdy mianowano go szefem opolskiej delegatury. Wtedy też podniósł się medialny opór i nic przez te dwa lata Kolegium nie robiło. Szarek mógł przypuszczać – nieco naiwnie – że Kolegium nie zmieni swojej pozytywnej opinii o szefie opolskiej delegatury, a sprawa już nieco przyschła. Ale ja i tak bym Greniucha nie mianował. Poza tym Kolegium jest nie tylko od organizacji konkursu na stanowisko prezesa IPN-u, ale także od bieżącej oceny działalności tej instytucji. Reagowania na nią. I tego zabrakło.

Audycja z TV wPolsce.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.