Jednym z narzędzi, które PiS rozważa w celu utrzymania władzy jest zmiana ordynacji wyborczej w wyborach do Sejmu. Miałaby ona polegać na przyjęciu mieszanego systemu wyborczego: w uproszczeniu proporcjonalnego w wielkich miastach oraz większościowego w małych. W ten sposób w małych ośrodkach (np. powiatach) powstałyby jednomandatowe okręgi wyborcze, mniej więcej na terenach, na których wysokim poparciem wyborczym cieszy się PiS.

„Zjednoczona Prawica” liczy na to, że dzięki tej operacji zdobędzie ponad 30 proc. mandatów na obszarach, gdzie będzie obowiązywał system proporcjonalny oraz ok. 80 proc. w jednomandatowych okręgach wyborczych.

Tego rodzaju rozwój wydarzeń miałby – razem, w sumie – dać bezwzględną większość „Zjednoczonej Prawicy”.

Moim zdaniem kalkulacja Kaczyńskiego tylko na pozór wygląda racjonalnie, lecz prezes PiS myli się w trzech kluczowych momentach, nie zakłada trzech gwałtownych efektów społecznych i politycznych.

Po pierwsze, opisany powyżej ruch – zmiana systemu wyborczego – wywołałaby natychmiastowe masowe protesty społeczne, na ulicach demonstrowałoby tysiące ludzi [wtórnie spadają notowania PiS];

Po drugie, taki krok jednoczy opozycję. Opozycja zdałaby sobie sprawę, iż idąc do wyborów parlamentarnych [w ramach takiej ordynacji: mieszanej] nie ma szans;

Automatycznie zjednoczenie opozycji zwiększyłoby szansę na lepsze wyniki w okręgach jednomandatowych i zapewniło miażdżace zwycięstwo na terenach, na których obowiazywałaby ordynacja proporcjonalna;

Jest jeszcze trzeci efekt, którego Kaczyński nie zakłada. Stworzenie małych jednomandatowych okręgów [pokrywających się np. z powiatami], zmieni parametry jakościowe gry wyborczej, co wpłynie na proces głosowania: po prostu radykalnie zmniejszy się czynnik anonimowości wyborczej, co odpolityczni wybory;

Kalkulacja Kaczyńskiego jest błędna. W małych okręgach jednomandatowych wcale nie musi dominować czynnik politycznej preferencji, tożsamości (partyjnego szyldu), lecz jakości kandydata, jego walory personalne oraz powiązania środowiskowe i warunki lokalne. A indywidualna jakość kandydatów PiS jest dużo słabsza niż pretendentów opozycji.

Ps. Gdyby do wyborów opozycja (KO, „Polska2050”, „Nowa Lewica”) szła zjednoczona, oprócz PSL, w małych okręgach jednomandatowych bardzo dużo skorzystają ludowcy, gdyż mają silne struktury oraz mnóstwo działaczy samorządowych. Jeśli jednak wystartują z opozycją, w ramach jednej listy, to ich wyborcy [identycznie, jak w wyborach do Europarlamentu w 2019 roku], odpłyną do PiS.
Kluczowa do wygranej opozycji jest umiejętna konfiguracja, trafiona formuła.

Autor: Roman Mańka
Socjolog, publicysta, pisarz, komentator polityczny, dziennikarz „Halo Radio”, redaktor naczelny czasopisma eksperckiego Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo Rozwój Energetyka (FIBRE). Posiada trzy wielkie pasje: filozofię, socjologię, i piłkę nożną; jest zagorzałym kibicem Realu Madryt. Wykształcenie socjologiczne zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył również Studium Dziennikarstwa Europejskiego prowadzone przez Centrum Europejskie „NATOLIN” w Warszawie. W przeszłości wykonywał zawód dziennikarza śledczego w prasie lokalnej, a następnie ogólnopolskiej: opisywał sprawy z zakresu zorganizowanej przestępczości mafijnej, powiązań klientelistycznych oraz korupcji polityków; pełnił również funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej i szefa działu krajowego. Publikował w Gazecie Finansowej, Home&Market, Gentleman, Onet.pl i Interii. Obecnie jest pisarzem i publicystą, autorem dwóch książek popularno-naukowych: „Strefa tabu. Największe afery III RP” oraz „Moment krytyczny”, a także współautorem jednej pozycji w dziedzinie dziennikarstwa śledczego: „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych” (wywiad rzeka z byłym szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim).