To ja, tak w literackiej konwencji, bo niestety wprost nie mogę, przedstawię Państwu dzień z życia obrońcy.

Moje „dzisiaj” w pracy zaczęło się od korespondencji, którą jako pełnomocnik otrzymałem z KPRM.

Treść korespondencji po raz kolejny sprawiła (bo nie jest to moja pierwsza tego typu sprawa), że zadałem sobie pytanie: „czy nasze służby weryfikują donosy rzetelnie, czy może niszczą ludzkie życie bez mrugnięcia okiem?”

Przypadek Pana Józefa K., (bronionego przeze mnie dyplomaty), którego kariera została brutalnie zahamowana przez decyzje o odmowie wydania poświadczenia bezpieczeństwa, pokazuje, jak niebezpieczny i nieprzejrzysty potrafi być ten proces.

Prezes Rady Ministrów uchylił zaskarżoną przeze mnie decyzję o odmowie wydania Panu Józefowi poświadczenia bezpieczeństwa (zarówno dla klauzul tajnych, jak i NATO SECRET), przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia przez ABW. Organ II instancji zauważył rażące uchybienia w uzasadnieniach ABW, brak wyczerpującego wnioskowania oraz konieczność poszerzenia materiału dowodowego.

Pan Józef K., w dniu, w którym otrzymał decyzję o odmowie poświadczeń bezpieczeństwa, pełnił wysoką funkcję w placówce zagranicznej RP. Został natychmiast odwołany. Pewnego dnia przyszedł po prostu do pracy i już go do niej nie wpuszczono.

Stając w obliczu ciężkich i niejasnych zarzutów, z honorem wziął urlop bezpłatny, dbając o dobro służby. Oczywiście dla naszego państwa nie ma to żadnego znaczenia (bo przecież kogo obchodzi los Pana Józefa?), jednak dla niego była to sprawa wagi najwyższej.

Pełnomocnik Pana Józefa K., czyli ja, od początku wskazywał na naruszenia prawa – w tym na fakt, że ze względu na utajnienie uzasadnień, klient był pozbawiony realnej możliwości obrony przed zarzutami, których szczegółów nawet nie znał. Jednocześnie wskazał, że jedyną przyczyną „przygody” Pana Józefa K. z ABW był donos z konkretnego źródła, w żaden sposób nie zweryfikowany przez prowadzących postępowanie, niezbyt rozgarniętych, funkcjonariuszy tej służby; ci nie zadając mu pytań, kazali mu opowiedzieć czy się kontaktował z obcymi służbami, czemu mój Klient oczywiście zaprzeczył. Kiedy poprosił o konkretne pytania, zapytał skąd w ogóle taki pomysł, że on miałby się z obcymi służbami kontaktować, funkcjonariusze nie odpowiedzieli i zakończyli rozmowę.

Następnie wydano wspomnianą przeze mnie decyzję.

Czy to jest rzetelne postępowanie? Czy my naprawdę żyjemy w kraju, w którym donos natychmiast niszczy komuś życie?

Odpowiedź na to drugie pytanie jest niestety twierdząca.
Pan Józef K. złożył w zeszłym roku odwołanie. Decyzję uchylono i – znając życie – postępowanie potrwa jeszcze co najmniej rok, dwa.

Jaki jest wniosek dla dyplomatów? Nie warto się wychylać! Trzeba zamykać oczy nawet na największe podłości. A jak już każą ci coś zrobić niezgodnego z prawem to nie bądź jak Beata B. u Wawrzyka – weź lepiej urlop chorobowy! Sztuka przetrwania w instytucji mistrzów moralnej zgnilizny sprowadza się do wyboru: albo lojalność wobec własnego sumienia, za którą zapłacisz cenę najwyższą, albo konformizm, który zapewni ci święty spokój w cieniu korytarzy ministerstwa.

Nawet jeśli Pan Józef K. wygra swoją sprawę, nikt nie zwróci mu czasu, nerwów i złamanej kariery. Przyczyną fałszywego donosu (za który nikt i nigdy nie odpowie) do ABW było zgłoszenie do centrali MSZ nieprawidłowości przez Pana Józefa. Te nieprawidłowości zostały następnie potwierdzone (było o nich nawet troche w telewizji), ale ci, którzy za nie odpowiadali, zapowiedzieli, że Pan Józef już kariery w MSZ nie zrobi.

Mieli rację skurczybyki!