Wszystkim osobniczkom z macicami i osobnikom bez tego „przyrząda” (to neologizm tow. S. Szpurek powstały przy przeżuwaniu trawy) znanym jest od dawien dawna dualizm człeczej natury związany ze spirytualizmem ( nie mylta ze spirytualiami) oraz tzw. przyziemnym materializmem.

Zadajmy sobie zatem pytanie, czym jest sfera spirytualna inaczej określana synonimicznie jako sfera duchowości. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy określić, że jest to zdolność człecza do pogłębionej refleksji nad własnym jestestwem, czyli prozaicznie rzecz ujmując bytem, zdolność do posiadania samoświadomości oraz dążenie do rozwoju tejże duchowości. Duchowość człecza może być takoż rozumiana jako pogłębione życie religijne. Ex definitione obejmować zatem musi światopogląd oraz kompetencje intelektualne do zrozumienia samego siebie. Duchowość oznacza paralelnie również posiadanie świadomie ukształtowanego wymiaru moralnego życia wewnętrznego. Przywołana duchowość człowieka stanowi zatem o jego swoistym imperatywie kategorycznym (vide: I. Kant) jako centralnym systemem sterującym człeczym żywotem.

Jest takowoż swoistym modus vivendi i operandi zarazem. Bez takowoż instrumentarium człecza istota po prostu stałaby się wyłącznie bezkształtną masą mięśni udekorowaną na rusztowaniu zwanym człeczym szkieleterem.

Zaliczyliśmy sferę spirytualną, pora się zatem zmaterializować, (aleć nie zdematerlizować) i omówić po prostu człeczą prozę codziennego życia.

Truizmem, banałem, wyświechtanymi określeniami musi się po prostu bezwzględnie przedstawiać nam na co dzień sfera materialna człeczego bytu, czyli kolokwialnie rzecz ujmując najzwyklejsza proza życia.

Ta proza wyznacza nam, a właściwie w formule imperatywu kategorycznego nakazuje!!! realizować codzienne czynności takie jak spożywanie pożywienia, odpoczynek i sen, praca, wychowywanie potomstwa, utrzymywanie kontaktów międzyludzkich, czy też oddawanie się czynnościom sprawiających niebywałą człeczą radochę.

Konsumpcja przyjemności w postaci wykwintnych potraw i napitków, lektury książek i czasopism, spektatorska oglądalność przedstawień teatralnych względnie filmowych, czy odczuwanie uciech seksualnych są wielce pożądanymi elementami naszej codziennej egzystencji. Prawdopodobnie, nawet ze strony „totalsów” negujących w trakcie swojego codziennego prawie wszystkie wdrażane w życie jego naturalne aspekty; nie napotkamy racjonalnej negacji powyższej konstatacji odnoszącej się do konsumpcji przyjemności.

Nie bez kozery zatem niezwykłą popularnością cieszy się powiedzonko: abyśmy infinitywnie pozostawali osobnikami (czkami) młodymi i to zarówno duchem jak ciałem, zdrowymi i na dodatek wielce ubogaconymi dobrami materialnymi. Nic dodać, nic ująć !! Życzeniowo zatem rzecz ujmując człecza egzystencja w tymże wymiarze winna stanowić uniwersalny wzorzec z Sevres ludzkiego bytu obejmujący zarówno pierwiastek spirytualny jak i materialny.

Skoro napomknęliśmy o elemencie człeczej egzystencji, to również winniśmy jesteśmy w tym miejscu co nieco napomknąć o bliskoznacznym określeniu egzystencjalizmu.

Egzystencjalizm to jeden z najważniejszych prądów filozoficznych XIX i XX wieku, którego prekursorem był Duńczyk S. Kierkegaard, który jeszcze w XIX wieku wskazywał, że istota ludzkiego życia jest całkowicie niepoznawalna. Według tegoż filozofa posiada ona aprioryczny wymiar tragiczny, ściśle związany z odczuwaniem metafizycznego, animalnego wręcz lęku. Jego następczym epigonem był słynny Niemiec Martin Heidegger, który w 1927r. opublikował słynne dzieło: „Bycie i czas”.

Kolejny słynny egzystencjalista to francuski filozof Jean Paul Sartre. Rozpropagował on cele i założenia tej filozofii w swoich tekstach filozoficznych oraz literackich. Do kompletu tego nurtu filozoficznego zaliczamy także niemieckiego psychiatrę (z wykonywanej profesji) Karla Jaspersa parającego się kwestiami filozoficznymi.

Jak to od wiek wieków w człeczej egzystencji bywało także tenże kierunek filozoficzny doznał swoistej dychotomii, albowiem formuła egzystencjalizmu wyznaczała jej zarówno deistyczny jak i ateistyczny kształt.

M. Heidegger a także J. P. Sartre – zapiekły wyznawca komuchowstwa reprezentowali ateistyczną wersję egzystencjalizmu, natomiast K. Jaspers i S. Kierkegaard jego wersję deistyczną.

Jak sama nazwa nam definiuje, kwintesencja filozofii egzystencjalnej obejmuje pojęcie ludzkiej egzystencji, którą aksjomatycznie uznaje się za element istniejący w sposób obiektywny od zarania ludzkości, aż do jej ostatecznego unicestwienia. Egzystencjalizm charakteryzuje się głęboko ukorzenionym aspektem pesymistycznym. Zgodnie z apriorycznym założeniem Heideggera i Sartre’a Bóg nie istnieje, a ludzkie życie i śmierć są wręcz definicją absurdalności. Człowiek odczuwa bowiem permanentną obawę przed śmiercią, która stanowi wszak ostateczne człecze unicestwienie. Elementem uzupełniającym tej filozofii wg Sartre’a jest również obrzydzenie wynikające z konieczności wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoje życie. Te negatywne elementy egzystencji winny zostać zniwelowane poprzez codzienny trud i mękę, czyli wykonywanie codziennych prozaicznych czynności zarówno w zakresie spirytualnym jak i materialnym.

Aksjomatem jest stwierdzenie, że człowiek jest istotą w pełni wolną i dlatego też w konsekwencji to on sam decyduje o wyborze swojego postępowania. Do człeka należy zatem wybór, czy opowie się on po stronie DOBRA czy ZŁA. Nigdzie jednak nie istnieją wskazówki, jak należy w sposób optymalny, a zarazem uniwersalny postępować, ponieważ zarówno w świecie zewnętrznym, jak i w swoim wnętrzu istota ludzka nie potrafi znaleźć adekwatnego punktu odniesienia wzglednie oparcia. Brak Boga oznacza, że ulegają atrofii wszelkie moralne nakazy (vide: I. Kant oraz konkluzja Fiodora Dostojewskiego: „Jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno”, albo: hulaj dusza, diabła nie ma). Tym samym akt wyboru zyskuje w egzystencjalizmie wymiar heroiczny – mimo świadomości jego bezsensowności, człowiek wybiera dla siebie określoną drogę życia. Istota ludzka niejako samą siebie kreuje według własnej niezwykle trudnej do zweryfikowania wizji.

Rekapitulując z pełnym przekonaniem musimy stwierdzić, że człecza materia ujęta definicją komplementarności takich pojęć jak corpus i animus (ciało i dusza) w pełni koreluje z wyżej przedstawionymi wywodami w poruszanej kwestii. Człecze istnienie po prostu opiera się na dwóch wzajemnie uzupełniających się filarach odzwierciedlających stan określonej spirytualności oraz paralelnego pierwiastka materialistycznego.

Bez wątpienia uznać należy, że co najmniej od antycznych czasów istnieje niezwykle mocne człecze zapotrzebowanie na zaspakajanie doznań pozamaterialnych takich jak wiara, kultura, sztuka czy sport. Znając takowe człecze pragnienia ówcześni władcy pragnąc je skutecznie zaspokoić zgodnie z zasadą: panem et circenses organizowali olbrzymie amfiteatralne widowiska z udziałem gladiatorów i dzikich zwierząt. Śmierć zadana im na arenie stanowiła dla spektatorów ilustrację wspaniałej wręcz zabawy i powodem do frenetycznych uniesień dając tym samym ewidentny dowód na to, że duch animalności w człeczych powłokach nie sczezł, a nawet ma się nieźle. Nie poniewierajmy dalej jednak antycznego człeka, albowiem paralelnie następował wówczas znaczący wzrost „produkcji” elementów kultury i sztuki. Nazwiska słynnego greckiego rzeźbiarza Fidiasza, względnie poetów i pisarzy jak Homer, Eurypides, czy Sofokles, a także Rzymian Horacego i Owidiusza zapisały się złotymi zgłoskami w dorobku kulturalnym człeczej cywilizacji. Powstawały i utrwalały się na każdym z kontynentów ziemskiej planety różnorakie nurty religijne obejmujące rzesze swoich wyznawców.

I tak to wszystko funkcjonuje w w/w aspektach do dnia dzisiejszego ulegając rzecz jasna stosownym, a nieuniknionych modyfikacjom… i takoż nadal powyższe zjawisko trwa mać.

Tempus fugit i zanim dobrze spojrzeliśmy retrospektywnie w nasze bieżące dzieje, aktualnie z należytą powagą musimy pochylić nad już 40-letnią (tak, tak !!!!!) tragiczną rocznicą rozpoczęcia wojny polsko-jaruzelskiej. Dnia 13 grudnia 1981r komuszy dyktator, oddany sercem i duszą moskiewski rab Wojciech Jaruzelski wydał słynny dekret o stanie wojennym. W rezultacie tegoż stanu śmierć nie tylko na wskutek strzałów oddawanych przez zbrodnicze ZOMO i milicjanierię, ale także w wyniku skrytobójczych mordów jak np. w odniesieniu do ks. J. Popiełuszki poniosło wiele osób. Tysięczne rzesze działaczy solidarnościowych pozbawionych zostało wolności w wyniku eufemistycznego określenia internowania.

Rozpoczęły się drakońskie polowania na antysocjalistyczne „czarownice” w wyniku czego nawet za posiadanie nie marychy względnie haszu, ale nielegalnej z punktu widzenia komuszego reżimu ulotki można było doświadczyć daleko idącej restryktywności „wadzy ludowej”. Ewidentnym nadużyciem i propagandową wręcz hucpą było komusze określanie osobników bez pardonu odziewanych w wojskowe kamasze jako rzekomo LUDOWE Wojsko Polskie. Na mocy bandyterskiego komuszego ustawodawstwa młody człowiek funkcjonujący w TYMKRAJU miał przez okres 2 lat !!! być wyłączonym ze świadczenia swoich społecznych usług i otrzymywania stosownego wynagrodzenia !!!!, a w zamian otrzymywał żołd stanowiący ekwiwalentność 20 paczek papierosów. Tak, tak właśnie tak; realizowane było socjalistyczne zniewolenie młodego pokolenia.

To w 1970r na rozkaz ober gnoma tow. Władzia Gomułki – protoplasty BORYSŁAWA bandyta sowiecki, czyli generałek Wojtuś Jaruzelski wydał rozkaz do rozstrzeliwania bezbronnych robotników w Gdański i Gdyni. Wysnuwając logiczną konstatację należałoby stwierdzić, że „ludowa wadza” dokonała samobójczego unicestwienia i atrofii, albowiem strzelała sama do siebie. Paradoks, to zbyt mało powiedziane…. to ludobójcza zbrodnia za którą żaden bandycki komuch nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Wtłaczano temu młodemu pokoleniu propagandowe, komusze farmazony o konieczności dokonania internacjonalistycznego rzekomo obowiązku od wyzwolenia tłamszonych przez bezwzględny kapitalizm Duńczyków, bądź Belgów. Pozbawieni oni byli wszak funkcjonowania ichnich PEWEXÓW w których mogliby nabywać za ruble transferowe wysokiej jakości dobra materialne wytworzone w krajach socjalistycznych, czyli takowych które wyłącznie miłują pokój i o niego walczą, a zwłaszcza ………….… o przedpokój.

Czy ktoś jeszcze pamięta takową instytucję jak PEWEX i wskazać dawny adres takowego sklepu??????

Funkcjonuje do dnia dzisiejszego niestety w polskim społeczeństwie zdewiantowany komuszo osobnik bez macicy, bywszy pułkowniczek LWP niejaki Adaś (blisko imienna zgodność z Szechterem przypadkowa) Mazguła. Tenże Mazgaj skazany za nieumyślne pozbawienie życia swojego przyjaciela, hiperaktywny KODZIARZ orzekł jako wybitny ałtorytet polactwa, że stan wojenny to było po prostu ex definitione KULTURALNE WYDARZENIE.

Unikając całkowicie zbędnej repetycji co do zachowania i funkcjonowania tejże komuszej kreatury odsyłam do mojego artykułu z dnia 01.12.2017r opublikowanego na łamach Pressmanii pt. Adam Mazguła- arbuz, czy chory człowiek ??

Należy sądzić, że bezbłędnie funkcjonująca hinduistyczna filozofia karmy o czym w nieodległym czasie miał możność przekonać się często, gęsto molestujący podwładne kobiety redaktorek, bywszy bywalec saloonuf polactwa K. Durczok jak i zadufany w sobie do imentu rozumny inaczej polityk Jarek Gowin, aktualnie wracający do zdrowia w krakowskiej psychuszce; także i Mazgajowi wystawi adekwatny rachunek.

Skoro temu zdewianowanemu komuchowi (aleć nie tylko jemu, bowiem polactwo mu szczerze kibicuje) stan wojenny kojarzy się z kulturą; to po prostu raz na tydzień dawniejsi spektatorzy, czyli naoczni świadkowie tego haniebnego czasu, pałowani po jądrach, bici po głowie i torturowani winni tego bydlaka zaprosić na wektorowo zmienne „kulturalne” widowiska i zgodnie z używanym na co dzień kulturalną wymową lamparciej lesby zastosować temu skończonemu łajdakowi zwyczajny wpierdol!!!

Nie fizyczny, ale intelektualny wpierdol połączony z ostracyzmem należny jest odmóżdżonym przez Adaśka Szechtera tzw. katolom tj. osobnikom (-czkom) niby postępujących w zgodzie z wymaganiami Pisma św. i naukami Kościoła, aleć jednak w pełni w istocie rzeczy aprobujących wywody i przekonania takich kreatur jak tenże Szechter, czy hyrzy ruj, znaczy się fuhrer polszewii.

Nawet po bliskich spotkaniach trzeciego stopnia połączonych z obmacywaniem się i całuśnością w biedronokowym stylu i to bez wazeliny, czego mieliśmy możliwość naocznego obcowania tymże katolom żadna czerwona lampka się w łepetynie nie zaświeciła. Przykre, aleć haniebnie prawdziwe. No cóż, to nie jedna, aleć dwie górne kończyny zanurzone w nocniku pełnego ekskrementów.

Nie tylko nocnik winien jako konieczny przyrząd pozostawać w gotowości bojowej i na tzw. podorędziu.

Takoż zwierciadło winno spełniać wobec katoli służebną rolę jako teoretyczną konstrukcję pozwalającą niczym św. Paweł dokonać autentycznego nawrócenia.

Czas ku temu właściwy, bowiem to już końcówka ad venio………..

Infinitywne pytanko: czy słychać jakowyś dźwięk tłuczonych luster???

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

13.12 2021