Gdyby Bob Woodward i Carl Bernstein* stanęli przed polskim sądem zostaliby skazani na odsiadkę. W PRL bis władza jest bowiem pod szczególną ochroną.

 

 

Skazany biznesmen ojcem POrażki. „Chuj, dupa i kamieni kupa” i „robimy laskę Amerykanom”. Te dwa zdania stanowią najkrótsze podsumowanie 8 lat rządów koalicji PO-PS. Dzięki Markowi Falencie trafiły na stałe do przestrzeni publicznej.

 

 

29 grudnia 2016 roku sędzia Paweł du Chateau (Sąd Okręgowy w Warszawie) skazał go na 2,5 roku pozbawienia wolności.

Bez zawieszenia.

Jeden z bohaterów tzw. afery podsłuchowej, były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, nie ukrywał swojego zadowolenia z wyroku.

 

 

 

Tymczasem kolportowane w mediach ustne uzasadnienie wyroku (niestety, fragmentarycznie) jako powód tak drakońskiego wyroku podaje:

 

Naczelną i pierwotną motywacją w tej sprawie była chęć wzbogacenia się; Marek Falenta był jedynym pomysłodawcą przestępczego procederu – kontynuował sędzia. Oskarżeni, będąc w pełni świadomi podejmowanych działań, przez długi okres rozmyślnie i konsekwentnie nagrywali rozmowy – powiedział Paweł du Chateau. Dodał, że wykazywali się przy tym „sporą determinacją” i „sprawną logistyką”. Dodał, że „jakakolwiek inna, niż finansowa motywacja” nie znajduje potwierdzenia w ustaleniach podjętych w sprawie.

Według sędziego, nie było intencją procederu nagrywania ujawnienie nieprawidłowości po stronie władzy. Dla Falenty – jak ocenił sąd – był „to sposób prowadzenia biznesu”, w celu postawienia się w lepszej sytuacji biznesowej.

http://www.rmf24.pl/fakty/news-marek-falenta-skazany-w-aferze-podsluchowej-wyrok-dwa-i-pol-,nId,2329910#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

 

 

Jakim cudem upublicznienie słów „chuj, dupa i kamieni kupa” miało postawić Falentę w lepszej sytuacji biznesowej pozostanie zapewne skrytą tajemnicą sędziego du Chateau.

 

Chociaż, kto wie, może pochyli się nad tym zagadnieniem w uzasadnieniu swojego wyroku.

 

Trudno także zgodzić się, że nie było intencją procederu nagrywania ujawnienie nieprawidłowości po stronie władzy.

 

Tymczasem w cytowanym już wyżej tekście czytamy nieco dalej:

 

Sprawa dotyczy nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach.

Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę, szefa CBA Pawła Wojtunika.

W sumie podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań utrwalono rozmowy ponad stu osób; prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97.

Ujawnione w mediach nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.

(op.cit.)

 

 

Jak bardzo standardy oceny zależą od tego, kim jest „nielegalnie” nagrywany (i nagrywający) świadczy tzw. afera Rywingate.

 

22 lipca 2002 roku Lew Rywin złożył propozycję korupcyjną Adamowi Michnikowi. Mimo ujawnienia tego faktu już we wrześniu 2002 (tygodnik WPROST) nic w sprawie się nie działo aż do 27 grudnia 2002 r., kiedy to w „gazecie ludu”** ukazał się tekst p.t. „Ustawa za łapówkę czyli przychodzi Rywin do Michnika” oraz upubliczniono (niepełny) tekst rozmowy nadredaktora z producentem filmowym. O nagrywaniu rozmowy Rywin nie wiedział, wg standardów panujących w Sądzie Okręgowym w Warszawie było to więc nagranie nielegalne.

 

To jednak nie Michnik trafił za kratki, ale Rywin.

 

Jaka z tego nauka dla ludu?

 

Ano taka, że wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie równiejsze.

 

Mówiąc wprost – sędzia  z zamku *** zrobił Sikorskiemu to, co ten wcześniej zrobił Amerykanom.

 

30.12 2016

 

 

______________________________________

* – ujawnili „nielegalne” materiały, w efekcie czego prezydent Nixon podał się do dymisji. Dzisiaj nazywamy to aferą Watergate.

 

** – inaczej: gazeta wyborcza

 

*** – du Chateau