Przykro to pisać, ale kupno kolekcji Czartoryskich to kolejna bezsensowna decyzja podjęta przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Nie dość, że politycy partii rządzącej rozdają pieniądze w ramach programu 500+, od niedawna zaczynają ułatwiać kupno mieszkań klasie średniej, to teraz jeszcze bawią się w narodowych marszandów. Słusznie zauważają towarzysze z partii Razem na swoim profilu na Facebooku, że cała sprawa jest grubymi nićmi szytą aferą, w której na pewno ktoś chce nas oszukać. Intelektualni spadkobiercy największych zdobyczy bolszewizmu przestrzegają, że „szlachta nie pracuje” i co oczywiste, nie mogła uczciwie zdobyć tych dzieł sztuki. Ponadto wzbogaciła się na krzywdzie chłopów, wykorzystując ich niewolniczą pracę, a „(…) potomkowie chłopów nigdy nie otrzymali odszkodowań za lata pańszczyzny”. Dlatego trzeba to napisać wprost, zakup „kolekcji Czartoryskich”, do tego znacznie poniżej jej realnej wartości, jest prawdziwym skandalem. I jest to skandal wymierzony prosto w serce chłopstwa i ludu pracującego miast i wsi.

Nie przekonują was marksistowskie rozważania wysnuwane z ducha Hegla o pogłębiającej się alienacji? Nie dostrzegacie, że przez tego typu decyzje coraz bardziej zatracacie wolność i możliwości twórcze? To może przemówią wam do rozsądku konkretne przykłady. Zamiast kolekcji Czartoryskich można było:

  • Kupić pięć portali internetowych dla bezdomnych. Po co bezdomnym portale? Takich pytań nie powinno się zadawać. To są sprawy, do których po prostu trzeba podchodzić z empatią, a nie z kalkulatorem.
  • Zorganizować aż 50 koncertów Madonny. Gwiazda mogłaby wystąpić w każdym większym polskim mieście. Może i nawet gdzieś w Polsce wschodniej?
  • Zbudować 1/8 Stadionu Narodowego, oczywiście bez kosztów gruntu i kwot odszkodowań, które trzeba było zapłacić podwykonawcom.
  • Obsługiwać systemy informatyczne ZUS-u przez niemal cztery miesiące. Całkowity, roczny koszt obsługi systemów informatycznych ZUS to ok. 800 milionów złotych.
  • Rozpocząć kolejne przygotowania do budowy elektrowni atomowej. Na poprzednie Polska Grupa Energetyczna wydała 182 miliony, ale niespecjalnie się dotychczas cokolwiek udało. Nikt poza Aleksandrem Gradem nie był z tych przygotowań zadowolony.

A może tak, zamiast tego przyciężkawego humoru i kiepskich żartów spróbowałbyś, drogi prawicowy publicysto, choć raz z sensem napisać cokolwiek? Bez odwoływania się do pojęcia własności, bez dysput na temat przewagi wszystkiego nad mentalnością bolszewicką. Napisz po prostu i wytłumacz po co państwu polskiemu takie dzieła, skoro kolekcja i tak była już de facto niemal naszą własnością? Jaki w ogóle pożytek płynie z posiadania dzieł sztuki przez państwo? Po cóż to komu?

Odwołajmy się w tym miejscu do wielkiego teoretyka sztuki, znakomitego profesora Uniwersytetu Lwowskiego, Romana Ingardena:

Jest z pewnością bardzo trudno określić naturę człowieka. Wykracza on poza wszelkie ramy nadawanych mu określeń przez swoje czyny, czasem bohaterskie, a czasem straszliwe, przez niezmierną różnorodność swego charakteru i zamierzeń, jakie usiłuje realizować, przez nie dającą się wyczerpać nowość swych dzieł i przez podziwu godną zdolność do regeneracji po każdym prawie swym upadku. Wszelkie wysiłki, by objąć pełnię jego istoty określeniem zadowalającym i adekwatnym, okazują się daremne. (…) Natura ludzka polega na nieustannym wysiłku przekraczania granic zwierzęcości tkwiącej w człowieku i wyrastania ponad nią człowieczeństwem i rolą człowieka jako twórcy wartości. Bez tej misji i bez tego wysiłku wyrastania ponad samego siebie człowiek zapada z powrotem i bez ratunku w swoją czystą zwierzęcość, która stanowi jego śmierć. ” – pisał wybitny polski filozof.

Zadaniem człowieka, tak jak je rozumie Ingarden, jest przekraczanie zwierzęcości. Tworzenie własnego świata, dostosowywanie go do swoich potrzeb i kreowanie rzeczywistości. Poprzez rozwój poszczególnych elementów tworzących naszą cywilizację, inwestycję w kulturę, sztukę, filozofię, teologię, literaturę realizujemy wartości moralne i estetyczne, które wynikają z naszej potrzeby przekraczania tego, co jest. I jednocześnie mamy do czynienia z odpowiedzią, bo przecież świat wykreowany ma na nas wpływ. Podejmujemy więc wyzwanie rzucone przez świat i stajemy się siłą twórczą pragnącą wartości, która realizuje swoją wolność o tyle, o ile wytwarza kulturę i obcuje z kulturą. Za tę kreację jesteśmy odpowiedzialni jako twórcy wspólnoty, która ma ambicje być także wspólnotą wartości. Odzwierzęcamy się jako jednostki, jako społeczeństwo i jako naród. A to przecież jest rzecz bezcenna, zwłaszcza po tylu latach planowanego zezwierzęcania, za które odpowiedzialni są przecież ideowi spadkobiercy partii Razem.

Autor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz, publicysta, bloger.

Artykuł pierwotnie opublikowano na portalu wPolityce.pl