Przyjęta przez Sejm głosami kompromitacji 13 grudnia „ustawa praworządnościowa” tak naprawdę ma zagwarantować dominację w sądach wyższego szczebla zwolennikom obecnej władzy. Jest zatem wbrew treści stricte polityczna.
Po nieudanym ciągle zamachu na Trybunał Konstytucyjny przyszła pora na sądy. Jak informuje polskojęzyczny Onet:
Sejm uchwalił „ustawę praworządnościową” mającą uporządkować status sędziów powołanych w latach 2018-2026.
Ustawę poparło 231 posłów, przeciw było 200, a sześciu wstrzymało się od głosu. Teraz przyjęte przez Sejm przepisy trafią do Senatu.
Regulacja przygotowana przez resort sprawiedliwości dotyczy przywrócenia „prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa przez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa podjętych w latach 2018-2026”.(…)
Przygotowana przez ministerstwo sprawiedliwości „ustawa praworządnościowa” ma na celu uporządkowanie statusu „nieprawidłowo powołanych” sędziów. Przepisy przewidują pozbawienie mocy prawnej uchwał Krajowej Rady Sądownictwa dwóch poprzednich kadencji — podjętych od 2018 r. do maja 2026 r. — i zawierających wnioski o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego. Wyjątkiem mają być uchwały poprzednich KRS dotyczące „początkujących sędziów”.
Istota proponowanych rozwiązań sprowadza się m.in. do zasady, że stanowisko sędziowskie objęte na podstawie uchwały KRS od marca 2018 do maja 2026 r., z dniem wejścia w życie ustawy stawałoby się wolnym stanowiskiem i postępowanie w sprawie powołania do pełnienia urzędu sędziego na tym stanowisku byłoby przeprowadzane ponownie.
Jedynie sędziowie powołani po raz pierwszy mają się ostać. Dodać należy, że obecna „praworządna” KRS działa na podstawie tych samych przepisów prawa, jak poprzednie.
Zatem jedyny wyróżnik jest następujący – poprzedni skład KRS był ustalony głosami Zjednoczonej Prawicy, a zatem ex definitione był niepraworządny.
Praworządność jest wtedy, gdy decyduje Tusk i jego ferajna. 😉
Patrząc na to z perspektywy ostatniej dekady (z małym hakiem) widać wyraźnie progresję w działaniach Tuska.
W 2015 roku, kiedy już do rządzących dotarło, że czeka ich utrata władzy, rzutem na taśmę spróbowali opanować Trybunał Konstytucyjny i wybrali doń sędziów na zapas.
Teraz mądrzejszy o te doświadczenia Tusk postanowił sprawę sądów załatwić na tyle wcześniej, aby Prawica, która nieuchronnie zajmie miejsce niedouków i nieudaczników, tworzących obecny „żond” nie mogła dokonać rozliczeń Tuskowej patowładzy.
Swoi sędziowie nie dadzą zrobić krzywdy różnym takim Czarzastym, Tuskom, Apelbaumom czy innym Łąckim.
A poza tym za pomocą sądów i Trybunału będzie można blokować prawicową władzę.
I pewnie Tusk miałby rację, gdyby nie jeden szczegół, jaki umknął mu podczas kręcenia tej intrygi.
Otóż zgodnie z Konstytucją Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od Sejmu, Senatu oraz rządu (art. 173), orzeczenia sądowe wydawane są w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej (art. 174), postępowanie jest dwuinstacyjne (art. 176), zaś wymiar sprawiedliwości w Polsce sprawują (art. 175 Konstytucji):
- Sąd Najwyższy
- Sądy powszechne (sądy rejonowe, okręgowe i apelacyjne)
- Sądy administracyjne (wojewódzkie sądy administracyjne oraz Naczelny Sąd Administracyjny)
- Sądy wojskowe.
Tusk przeoczył tylko jedno. Otóż przeoczył on jeden z najbardziej obecnie spychanych do lamusa przepisów Konstytucji:
Udział obywateli w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości określa ustawa.
(art. 182)
A zatem zostawmy mianowańców Tuska na stanowiskach. Ale przyszły Sejm, w którym Prawica będzie miała zdecydowaną większość, może uchwalić nową ustawę o ustroju sądów powszechnych.
I wzorem USA (ale i…. Rosji, pomijając II RP itp.) będziemy mieli sądy przysięgłych. Nie ławnicze, co było i jest parodią realsocjalistyczna takiego rozwiązania.
Sędzia – tuskowy mianowaniec będzie mógł jedynie określić zakres kary zgodnie z kodeksem. O winie zaś zadecydują losowo dobrani członkowie społeczeństwa.
A zatem skończy się chodzenie do sądu „po wyrok”, ale zacznie dochodzenie sprawiedliwości.
Przy okazji takie rozwiązanie zakończy walki o KRS, albowiem ideologiczność sędziów nie będzie miała znaczenia.
I to byłoby na tyle, jak mawiał śp. profesor Jan Tadeusz Stanisławski.
22.10 2026
Zostaw komentarz