Ponieważ wiele osób szczerze zaniepokoiło się moim ostatnim wpisem wyjaśniam co następuje:
Przez 16 lat Biełsatu (a i wcześniej), przeżyłam już kilka zmian władzy zarówno rządowej, jak i telewizyjnej i w polskim systemie to prawie za każdym razem oznaczało kłopoty. Jeśli nie zasadnicze, to przynajmniej liczne „upierdliwości” związane z czasem przejściowym. Bywały na przykład czasy, gdy wnioski Biełsatu do decyzji Zarządu – jakieś umowy które przekraczały moje pełnomocnictwa, czekały i 3 -4 miesiące na rozpatrzenie(były ważniejsze sprawy). A telewizja pracuje codziennie… Taki przykładowy drobiazg, a oznacza, że podwykonawcy (często cudzoziemcy nie mający grosza) nie dostają pieniędzy, miesiąc, drugi, trzeci… jak myślicie fajna to jest sytuacja? Wybór jest wtedy tylko taki: albo nie płacić ludziom miesiącami albo kombinować, łamać głowę, naginać przepisy TVP… nieustanne balansowanie na linie.
Obecny Zarząd TVP czyli Mateusz Matyszkowicz (po odejściu Jacka Kurskiego i jego prawej ręki pana Bortkiewicza) dla Biełsatu i naszej misji miał zawsze naprawdę duże zrozumienie. To był „miodowy rok”. Normalny dostęp do prezesa, bez nieodbieranych telefonów. Żadnego podkładania nóg! Co za luksus!
Co więcej, właśnie odchodzący rząd przyznał Biełsatowi całkiem przyzwoity budżet, a obiecał jeszcze zwiększyć go na rok przyszły, ze względu na to, że rozwijamy, z dużym sukcesem, nadawanie w języku rosyjskim. A teraz? Kto wie co z tego wszystkiego będzie? Ponieważ prawie zawsze Biełsat pracuje maksymalnie efektywnie wykorzystując środki, to każde, najmniejsze nawet cięcie jest katastrofą, bo odchudzić daje się u nas niewiele – można tylko likwidować całe przedsiewzięcia, audycje itd.
Gdybym chciała opisać wszystkie trudności na jakie napotykaliśmy przez ostatnie 16 lat z powodu politycznych zawirowań i idiotycznych koncepcji, ludzkich chorych ambicji, prostej zawiści (że niby czemu oni są tacy sprawni, z jakiej racji im się tak udaje i w dodatku tanio…) oraz urzędniczej obojętności – musiałabym napisać książkę.
Wszyscy, którzy mnie znają i czytają co piszę, wiedzą, że mam bardzo konkretne, stanowcze choć może niezbyt partyjne poglądy, raczej nie po linii nadchodzącej władzy. Czy nie powinnam się teraz spodziewać zemsty? I znów stoję w strachu przed kolejnymi „zawirowaniami” i tym co przyniosą. I nie chodzi o to, że obawiam się ze nowy rząd zlikwiduje Biełsat. Nie, to raczej niemożliwe. Tylko że prowadzenie tak już teraz dużej i skomplikowanej no i innowacyjnej instytucji, składa się z dziesiątek szczegółów, z których każdy może się „zaciąć”. A od nich zależy i efektywnośc działania i życie ludzi.
W międzyczasie przychodzą kolejne złe nowiny z Białorusi. O ludziach, którzy dla mnie nie są tylko abstrakcyjnymi liczbami więżniów politycznych, albo nawet nazwiskami, ale konkretnymi osobami, o których się po ludzku martwię. Czasem nawet o nich napisać tu nie mogę, żeby im nie zaszkodzić.
Jednocześnie w międzynarodowym towarzystwie słucham kolegów, którzy „pojęcia o wyobrażeniu” nie mają co to w ogóle jest ta Białoruś i co tam się dzieje, a co do Putina – no to wiadomo, jest zły. Ale trudno, co zrobić.
Czasem nawet ja mam dość. Wówczas jednak zazwyczaj ratuje mnie moje własne „święte wkurzenie” i wsparcie porządnych ludzi wokół.
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz