Demoralizacja Polaków sięgnęła górskich szczytów i oceanicznych głębin. Wychowywanie obywateli przy pomocy bata, srebrników i napiwku doszło do perfekcji. Wszystko co władze robiły miało i ma zawsze rację, chociaż jest bezprawne. Prawo było i jest łamane nagminnie! Ponadto jest taki gąszcz aktów prawnych, że obywatel nie jest w stanie się w nich orientować, a władze manewrują tak nimi, żeby zawsze mieć rację, a „2 -choć nie mają rację, to patrz punkt 1: władze zawsze mają rację!”

Lata komunizmu, rusyfikacji Polski zrobiły swoje! Spójrzmy na kłamstwa np. pakt Ribbentrop-Mołotow, czy Katyń i hasło „mądra polityka partii”, której było wszystko podporządkowane! Dzięki bezczelnie agresywnej propagandzie władz większość społeczeństwa nie ma pojęcia o tym, co to było jak to było.

Moralność dawno zaginęła! Polityk, ksiądz, naukowiec, k…a i złodziej wie, że o forsę chodzi i po trupach do władzy!
Stanowiska i układy dają to, co potrzeba, by dobrze żyć. Durnie na ogół wszędzie awansują, bo mądrzeniem się, życia bonzów nie komplikują!

A teraz do rzeczy: co rozumiem przez bastiony komunizmu? Wszystkie najważniejsze, lukratywne stanowiska władzy obrośnięte tysiącami personelu. Kto na nich jest. Zrozumiałe, że rodziny, krewni i swoi. Siedzą na nich latami! I jeśli nawet zmieni się boss, to zmieni parę osób w swoim najbliższym gronie, a korzeń zła zostanie! Nauczeni klaskania będą bić brawa, bo przecież boss forsą rządzi i choć mogą myśleć o nim inaczej, to będą go chwalić i od trudnych spraw chronić.

Dlatego wszystkie kłopotliwe sprawy, będą maskować, tuszować, by mógł się życiem delektować i im dobre ochłapy ze stołu pańskiego serwować.
Napiszcie coś kłopotliwego bossowi… Nigdy się o tym nie dowie, a petenta się spławi i mu byle co napisze, powie.
Przecież już w 1996 roku uchwalono sprzeczną z Prawami Człowieka ustawę dzięki której parlamentarzysta może, ale nie musi nawet pisemnie odpowiadać na pisma, skargi, petycje obywateli, ma ich rzekomo „legalnie” w …………..tylnej części ciała!

Tak, że nawet jeśli ten polityk inaczej od poprzedniego mówi, to szybko mówić przestanie, zresztą, on może tylko garnitur zmienił i nadal jest takim jakim był draniem.
Czy ktoś z gminu coś mu zrobi…? Nic! Bo środki masowego przekazu są w łapach władzy, a tam cwani dziennikarze myślą o łapówach, a nie o narażeniu się i utracie dostępu do koryta.

A zatem w bastionach komunizmu siedzą doświadczeni cwaniacy!

Przez minionych 36 lat represjonowania mnie nikt mnie nic nie pomógł, żadnej rady nawet nie dał. Prawnicy nawet nie mieli na to ochoty, czasu. Ani ci komunistyczni bandyci, ani ci rzekomi z Solidarności, bo się okazuje, że w większości są jeszcze gorsi, bo dotarli do świętej krowy i chcą jak najwięcej z niej dla siebie udoić!

Wyrzucony z LWP za mój antykomunizm pomagałem walczącym ludziom pracy, angażowałem się pisaniem artykułów, wierszy nawet na masówce je wygłaszając itd. I dam teraz przykład Solidarnościowca nazywał się Antoni Kojro, był w stoczni „Nauta” sekretarzem Komisji Solidarności liczącej – jak mi mówił 4 000 ludzi. Zawsze formalnie chętnie mnie przyjmował i załatwiał, ale przyznam, że ciepłoty w tych naszych układach nie poczułem. Miesiąc przed stanem wojennym wydano w tej stoczni mój zbiorek wierszy „Grudzień 1970 – 1981” w tysiącu egzemplarzach. Ale nastał stan wojenny!

Oczywiście kontakty nasze się zerwały! Pomyślałem, że Antek niestety był opozycjonistą i go gdzieś internowali! Te kontakty miałem też ze stoczniami: Lenina, Komuny Paryskiej, Dąbrowszczaków. Wszystkie kontakty się urwały!!! Może kiedyś o tym szerzej napiszę!
Minęło pół roku stanu wojennego i do mych drzwi zapukał Antoni Kojro! Zrobiłem wielkie oczy. W sekundzie moje myśli lotem błyskawicy depeszowały: Nie internowany! Uciekł! Potrzebuje pomocy, a może chce zapytać, czy mnie potrzebna jest pomoc! Ale powoli… przecież nigdy nie podałem mu mojego adresu, więc skąd się dowiedział…?

Wszedł, usiadł i zaczął mówić od razu do rzeczy:
„Franku, wysyłamy statek na próby w morze i on ma do Polski nie wrócić! Może chcesz uciec z kraju, to pomyślałem, że ci to zaproponuję, bo dla Ciebie bym miejsce zarezerwował…”

W lot zrozumiałem, kto go wysłał. Najpewniej kontrwywiad wojskowy, a w ogóle służby specjalne, bo stałem im kością w gardle i nie mieli bata na mnie. Już nie spytałem, czy on też chce uciec…

I tu Antoni stał się dla mnie szmatą, a nie Solidarnościowcem! Takich mógłbym więcej wskazać! Otóż ta szuja nie znała mego bogatego życiorysu to znaczy między innymi tego, że: pracowałem kiedyś w kontrwywiadzie, skończyłem 2 letnią szkołę kadry kierowniczej SW i pracowałem w więziennictwie jako nauczyciel w szkole i jako funkcjonariusz kilka lat, że studiowałem m.in. socjologię, politologię, byłem oficerem LWP pracując nawet w aparacie wojny psychologicznej i przede wszystkim byłem też pilotem wycieczek zagranicznych od 1962 roku i miałem kolegów celników.

Wiedziałem jak są celnicy przygotowani do kontroli i w przypadku statku znają każde miejsce, gdzie mógłby się ktoś ukryć. Czyli oprawcy nie mając na mnie bata chcą, aby sam wszedł w sidła. Rozmowa się skończyła. Powiedziałem jednoznacznie „nie!” i Antek wyniósł się! W czasie stanu wojennego nikt mnie z Solidarnościowców nie pomógł i nie kontaktował się!

Zaczęli pomagać mi ekonomicznie i bardzo Niemcy z RFN-u i ja ich nie prosiłem. Nauczałem prywatnie niemieckiego, tłumaczyłem, pisałem listy dziękczynne szeregu osób i stąd Niemcy dowiedzieli się o mnie i represjonowaniu mnie! Ta pomoc miała dla mnie i mojej rodziny dużą wartość!

Po stanie wojennym liczyłem na pomoc Solidarności ale nikt nie chciał mnie przyjąć, nawet prze telefon porozmawiać, gdy prosiłem o pomoc w zrehabilitowaniu mnie i żadne władze PRL, ani RP na razie w niczym mnie nie pomogły. Dobijałem się i szukam kontaktu od lat z prezydentami, premierami, marszałkami sejmu, ministrami kultury, sprawiedliwości i MON-u, ale nikt nie chce ze mną rozmawiać, bo oni siedzą w bastionach postkomunizmu i oportunizmu, a może i tym żyją, bo dla mnie nikt nie ma czasu.

A na zakończenie stwierdzam, że moja książka: „Kompromitacja… nie tylko Gdańska i… ministra kultury!” jest dowodem w PRL i RP:
– bezprawia władz,
– zakłamania i oszustw ministerstwa kultury, (ale mimo moich prób wicepremier Gliński – minister kultury nie reaguje na moje próby kontaktu z nim!) intelektualistów, a zarazem obnaża deprecjację naszych rzekomych naukowców! (a powinien się tym zainteresować wicepremier Gowin – minister oświaty i szkolnictwa wyższego, ale on niedawno partie zmienił…)
– bezprawia sądów i prokuratur (Ziobro je w poprzednim swoim urzędowaniu dostał ode mnie 2 egz. i nic nie przedsięwziął w tej sprawie)!
– dotychczasowi ministrowie MON (do Macierewicza) sercem byli komunistami i postępowali ze mną tak jak by sobie życzył tego zbrodniarz Jaruzelski! Ponadto dla mnie Siemoniak to był dzieciak, który już świetnie zassał komunizm i oportunizm!

Wtedy chciałem pomóc narodowi i dobrej Solidarności, ale się okazało, że ona od samej góry się skurwiła i tylko z 10 000 000 nazwa pozostała, a Polska się skompromitowała Noblem i doktoratami honorowymi posłusznych służbom rektorów polskich dla durnia i jeszcze Encyklopedią Gdańska, o której napisałem, że jest gówno warta! Przykre ale to prawda!

Franciszek Krzysiak represjonowany do dziś dysydent.

Dobrzy ludzie jeśli chcecie możecie mi materialnie pomóc, zamawiając mnie legalnie jako przewodnika po Gdańsku! Możecie mnie znaleźć w www.trojmiasto.pl – przewodnicy (tam istnieję jako „dr Humor”). Nikt inny tak jak ja prawdziwie Wam nie opowie, a ja jeszcze to i na wesoło zrobię, bo moją dewizą są słowa dwa: „rzeczowość” i „wesołość” nocą i za dnia! A przy okazji przekonacie się, że mam rację w tym, co piszę i mówię!
Uwaga! – Tym, którzy zadzwonią do mnie w ciągu tygodnia i zamówią zwiedzanie u mnie, mówiąc, że przeczytali tego mojego bloga, dam 50% zniżki nawet, jeśli pracę będę miał wykonać za kilka m-cy!

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim Szanownym Czytelnikom zdrowia i spełniania marzeń w naszym kraju, w którym chwasty komunizmu niestety bez przerwy wyrastają.