W całej Polsce odbywają się masowe imprezy organizowane  spontanicznie przez młodzież, grupy rekonstrukcyjne, organizacje społeczne – ku czci niezłomnych żołnierzy, walczących do końca o Niepodległą Polskę. Ścigani przez komunistyczną bezpiekę, coraz bardziej osamotnieni kończyli albo zastrzeleni w obławach jak dzikie zwierzęta, albo w katowniach UB.  Zamilczani przez lata, często pochowani w bezimiennych mogiłach mieli zostać na zawsze zapomniani.

Ostatni żołnierz zbrojnego podziemia – Józef Franczak „Lalek” zginął w obławie 21 października 1963 r. Prokurator polecił pozbawić zwłoki głowy i zakopać zdekapitowane ciało w bezimiennym dole. Dopiero w wolnej Polsce Lalek doczekał się godnego pogrzebu. Podobnie zresztą jak inni bohaterowie zbrojnego podziemia, walczący po 1945 r. o wolną Polskę.

Jeden z nich – Zdzisław Broński napisał słowa, które mogą być mottem całego pokolenia: „Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności. Jeśli walczymy i ponosimy ofiary, to dlatego, że chcemy właśnie żyć, ale żyć jako ludzie wolni, w wolnej Ojczyźnie”.

Chyba największy polski, współczesny poeta – Zbigniew Herbert poświęcił „Niezłomnym” przepiękny wiersz – „Wilki”:

„Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy”

Stąd biegi zorganizowane w niedzielę ku czci „Żołnierzy wyklętych” odbywały się pod hasłem „Tropem Wilczym”.

Bez wątpienia pamięć o „Żołnierzach Wyklętych” towarzyszyła nam – którzyśmy w 1980 r. rozpoczynali pokojową rewolucję „Solidarności”.  Choć wiedzieliśmy, że walka zbrojna nie ma szans i wybraliśmy metodę walki bez użycia przemocy, choć próbowaliśmy różnych dróg – nawet wchodzenia do oficjalnych organizacji, wykorzystywania każdej szczeliny systemu, to przecież pamięć o ICH bohaterstwie zawsze nam towarzyszyła. Ci co przeżyli często nam osobiście byli z nami jak gen. Antoni Heda  „Szary”, wieloletni więzień komuny, skazany  w 1948 r. czterokrotnie na karę śmierci (wyrok zamieniono na dożywocie) – aktywnie wspierający „Solidarność” w latach 1980-81, potem uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW.

W „Solidarności” jednym z aktywnych działaczy był Antoni Kopaczewski – lider Solidarności Rzeszowszczyzny, syn żołnierza niezłomnego Antoniego Kopaczewskiego ps. „Lew”, zastrzelonego przez UB w obławie w 1946 r. Był to symboliczny „łańcuch pokoleń”. Metody się zmieniły, ale ciągle chodziło nam o to samo – o wolną Polskę.

Dziś, pamięć o „Żołnierzach Niezłomnych”, wyklętych przez komunę powraca społeczną falą. Odbywają się msze, manifestacje, marsze i biegi. Pokolenie późnych wnuków śpieszy się oddać chwałę bohaterom, którzy oddali życie za wolność nas wszystkich. To znaczy – „Żyjemy! Nie zapomnieliśmy o Waszej ofierze z najwyższej- złożonej z Waszego młodego życia.” „Uskok” miał 37 lat kiedy zginął. Miał przed sobą życie. A przecież gdyby podpisał, gdyby wydał kolegów dożyłby późnych lat.  Wybrał wierność.

W tym samym czasie, kiedy Polacy masowo czczą tych, którzy zachowali honor, na ulice kilku polskich miast wyszły manifestacje „Komitetu Obrony Demokracji” w obronie Lecha Wałęsy.

Lech Wałęsa – co bez żadnej wątpliwości wynika z dokumentów zgromadzonych w IPN, a wcześniej wynikało ze świadectw jego kolegów ze Stoczni – współpracował z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, donosił na kolegów, brał za to pieniądze. Potem SB pomogła mu w karierze związkowej, za co Wałęsa – „Bolek” – rewanżował się a to „wzmacnianiem lewej nogi”, a to usłużną polityką wobec Rosji.

Trudno o większy kontrast miedzy dwoma imprezami, które przetoczyły się przez Polskę w niedzielę 28 lutego. Tu – biegi na cześć żołnierzy, którzy walcząc o wolność woleli śmierć niż zdradę, tam walka o „demokrację” pod szyldem gościa, który za kapowanie na kolegów brał esbeckie pieniądze.

Z jednej strony – bezdyskusyjni bohaterowie, o których poznajemy chwalebną prawdę po latach.  Z drugiej – błazen, bufon i ludzie, którzy go bronią. Przed czym? Przed ujawnieniem prawdy.

Jak widać – bohaterowie polegli, a błaznów ci u nas dostatek!

Autor: Janusz Sanocki
Poseł Niezrzeszony