Prosiłbym, by Państwo w trakcie programu na żywo (11 kwietnia, godz. 20:30) nie zadawali pytań i nie podejmowali sporów prawnych. Nie chcę problemu utopić w prawniczym bleble, które jest niczym paragraf 22, a prawnicy udają sprytnych. Ustawa mówi, że po roku 1990 wysługa będzie liczona tak samo (2,6%), ale nie może przekroczyć najniższej sumy ZUS. To powoduje, iż cała moja emerytura (tak cała, bo została całkowicie wypracowana po roku 1990) zostanie zmniejszona dość drastycznie. Jak to mówił „Paragraf 22” „Żołnierz amerykański nie musi podpisywać deklaracji lojalności wobec USA, ale jeśli nie podpisze nie zostanie wpuszczony do stołówki”. Takich idiotycznych dyskusji na temat pozorów obiektywizmu, świadczącym raczej o cynizmie ustawodawcy, chcę uniknąć. Powtarzam też, że popieram konieczność dezubekizacji i rozliczenia PRL od dość dawna i nie zmieniam strony. Zdaję sobie też sprawę, że ta audycja oraz to co napiszę poniżej przyniesie mi dużo kłopotów, z biznesowymi włącznie i stratą możliwości dodatkowego zarobkowania (postarają się o to dziennikarze dawnego mainstreamu, a i kilku „prawicowych” też), bo przecież ci, którzy nie pomyśleli, nie mogą przyznać mi racji, więc muszą pokazać jakim zbrodniarzem jestem. To ludzkie i powszechne w naszym świecie politycznym. Robię ten program, by pokazać zagrożenia i specyfikę służb specjalnych (w moim rozumieniu pojęcia służb specjalnych) i wiem, że PiS chce naprawić to wszystko. Czasem jednak częściowa krytyka naprawiających jest konieczna po to, by naprawa nie zamieniła się w ruinację.

Teraz coś w rodzaju oświadczenia:

Zauważyliście Państwo pewnie dyskusję pod jednym z postów, w której osoba znana mi osobiście sugeruje, że gram i mam zamiar odwołać się od decyzji ustawowej. Chce nawet zakładać się o to publicznie, jakby butelka whisky była warta sprawa większej wagi. Może dla niego. Niech więc, pije ją sobie sam. Podobnie jak w przypadku ujawnienia na moją prośbę akt IPN na mój temat i w tym przypadku spotykam się z działaniami deprecjacyjnymi, jakby moja decyzja miała komuś zaszkodzić. W tej „grze” jest pułapka: jeśli skorzystam z możliwości odwołania, wówczas zostanę oszustem, a jeśli nie skorzystam – wariatem lub oszustem, ponieważ „zapewniono mi byt”. Do tego to zmierza już i tak będzie komentowane później. Nie zapewniłem sobie backupu i dopiero teraz zaczynam go zapewniać, czego nie ukrywam. Nie wiem czy mój biznes wyjdzie, a nawet obawiam się, że ze względu na to co mówię i piszę będę miał ogromne powody i przegram. Trudno. Spróbować muszę. Mogą także ustać inne możliwości, często przez innych przesadzone, również z powyższych powodów. Także trudno. Ten „znajomy” z AW wie o tym dobrze i prawdopodobnie jest elementem działań neutralizujących mnie. Śmieszy mnie to, gdyż ja już nie mam i nie chcę mieć żadnych znajomych z AW, ponieważ i przed wyborami i po wyborach większość z nich, w tym niestety większość moich uczniów, okazała się być małymi koniunkturalistami. W komentarzach owego „znajomego” widać także typową dla AW deprecjację ludzi z zewnątrz. Jesteście dla nich wyłącznie „gawiedzią”, bo tak napisał. Może on rozmawia z gawiedzią, bo ja rozmawiam z ludźmi. Nie dorobiłem się nawet samochodu i jestem dla nich frajerem.

Powtórzę to „na żywo”: w tej ustawie jest przewidziana możliwość odwołania się od decyzji zmniejszającej emeryturę. Nie skorzystam z niej, gdyż w ten sposób przyznałbym całkowicie rację ustawodawcy, a przyznać ją mogę jedynie w części. Nie będę udowadniał własnej niewinności i nie pozwolę się takim odwołaniem zaliczyć do przestępców, ludzi odpowiedzialnych rzeczywiście za represje, tych, którzy po roku 1990 wykorzystali służbę do przekrętów i włąsnego interesu. Odwołaniem, pokażę, że osoby, które zaczęły służyć po roku 1990, a które powinny być figurantami spraw operacyjnych w związku z podejrzeniami o szpiegostwo lub malwersacje, a którym włos z głowy nie spadł (w kilku przypadkach nadal udają, że pracują i to na stanowiskach średniego szczebla zarządzania w AW i mają dostęp do materiałów ściśle tajnych), a nawet awansowały, więc pokaże tym odwołaniem, iż jestem od nich gorszy. Nie wszystko w życiu robi się dla talarów, czego mój „znajomy” psycholog nie jest w stanie zrozumieć.

Nie odwołam się, ale to nie wszystko. Skoro państwo, przedstawiciele społeczeństwa polskiego, którzy płacili podatki na moje utrzymanie, ocenili moją pracę po roku 1990 jednoznacznie źle i mocą ustawy zaliczyli mnie do zbrodniarzy, to oznacza, iż nie mam prawa pobierać od państwa jakichkolwiek pieniędzy. Toteż nie będę odbierał tej resztki, która mi zostanie. Potrafię zrobić tak, by ZER nie mógł mi jej dostarczyć, a na siłę nikomu nikt nic nie wciśnie. Nawet jak pójdę do więzienia za uchylanie się od odbioru emerytury (jest chyba taki paragraf).

W świetle ustawy nie mam prawa też do stopnia oficerskiego, ponieważ pierwszy stopień, podporucznika, a następnie porucznika dostałem jeszcze w SB. Wystąpię o pozbawienie mnie tych pierwszych stopni, co automatycznie pozbawi mnie również i tych, które otrzymałem po roku 1990 i nareszcie przestanę być pułkownikiem, a stanę się „byłym pułkownikiem”, jak antycypowały niektóre media. Nie żartuję. Jestem konsekwentny.

Na koniec, proszę Państwa o powiadamianie o audycji na żywo. Ja nie jestem w stanie konkurować z tabloidowymi pierdołami.

ps. Jestem sam i nie pracuję dla żadnego „koleżeństwa”. To tak na wszelki wypadek, bo pewnie taki argument padnie. I nie staną w mojej obronie żadne służby, ani zachodnie, ani tym bardziej wschodnie.