Polityka jest jak rywalizacja sportowa, w której wszyscy są na dopingu. Nawet ci, którzy mają pilnować, aby dopingu nie było, też są na dopingu. I można oczywiście wystartować w zawodach jako jedyny „niepodkręcony”, ale potem nie ma co lać łez, że się przegrało. Zbliżają się wybory prezydenckie. Wybór jak zwykle u nas praktycznie żaden.

Bo kogoż tam mamy?

Biedroń – który jest uosobieniem wszystkich patologii umysłowych jakie świat widział, bezjajeczny Kosiniak bez kręgosłupa i bez charyzmy, Hołownia, który nudzi coś o przekierowaniu energii sporu we wspólne działanie. Swoją drogą to ja nie wiem co się tylu tych energetyków ku*wa nabrało w tej polityce. Jak nie energia kosmiczna w Wadowicach, to zaś energia w ogólnopolskiej. Tauron ich deleguje czy ki ciul? Jest jeszcze Blend-a-med Kidawa, która bez kartki ani rusz, no i nasz Duduś – póki co dla mnie jedyna opcja, no bo inne to dno i metr mułu (może poza Hołownią, bo on przynajmniej jest oczytany i potrafi mówić składnie).

Ale marzę o takim kandydacie jak „Putin”. W cudzysłowie naturalnie. O prezydencie POLSKI z „dużymi jajami”, twardym, nieustępliwym i kierującym się bezwzględnie interesami Polski, a nie dającym kupra szwabikom czy brukselce. Zabrzmi to mocno, ale czekam na takiego sku*******, który chwyci za mordę ten powoli coraz bardziej zniewieściały naród.

Kiedyś aspiracja do bycia „zachodem” to było coś. Dziś „zachód”, poza Ameryką, to synonim słabości, braku wartości, braku kręgosłupa, zasad i płytkiego konsumpcjonizmu, który skończy się tym, że dojadą nas inni i skończy się Europka.

Czy doczekam kiedyś kowboja kandydującego na prezydenta? Ehh chciałbym, ale na razie słabo, oj słabo . . .

Autor: Niepoprawnie Zdroworozsądkowy