W poszukiwaniu nowej normalności (odc. 11)

Z kronikarskiego obowiązku, w ciągu ostatniego tygodnia średnia dobowa liczba zdiagnozowanych przypadków wzrosła z 21 847 na 24 544 (wzrost o 12%, w poprzednich tygodniach odpowiednio o 36%, 60%, 70% i 100%). Znów tak samo jak przed tygodniem nie napiszę (jeszcze), że mamy wypłaszczenie krzywej, bo przeciętny odsetek testów pozytywnych wzrósł do prawie 45% (poprzednio 34,8%, wcześniej 26,2%). Jesteśmy w tej konkretnej statystyce światowym liderem (bijemy się o palmę pierwszeństwa z Meksykiem), co samo w sobie dużo mówi o systemie testowania.

Zresztą opowieść o systemie testowania w Polsce to materiał co najmniej na rozdział książki – poświęciłem kilka godzin w tym tygodniu, żeby nieco lepiej zrozumieć rządzące nim prawidłowości i nie doszedłem do żadnych mocnych konkluzji. Moim zdaniem rząd nie fałszuje statystyk, a takie głosy coraz częściej się pojawiają. A nie fałszuję, bo zbieranie danych z powiatów to strasznie skomplikowany proces, w który zaangażowanych jest mnóstwo ludzi. Jeśli byłyby jakieś odgórne wytyczne o skręcaniu statystyk, prędzej czy później wiadomość taka ujrzałaby światło dziennie. Prędzej uwierzę w to, że po prostu nasz system sanitarno-epidemiologiczny jest tak niewydolny, że nie jest w stanie ogarnąć rzetelnego raportowania. I stąd mamy takie kwiatki, jakie mamy.

Wracając jednak do liczb, przeciętna dobowa liczba zgonów wzrosła w 276 do 316 (wzrost o 14,5%, poprzednio 63%, 60%, 35%). Czyli też istotny spadek. Spadł też odsetek zgonów do nowo zdiagnozowanych przypadków (średnia tygodniowa) – przez dłuższy czas wahał się on w okolicach 2,6-2,8%, by w ostatnich dniach spaść poniżej 2%. Między innymi z tego powodu moja zeszłotygodniowa prognoza o 600-700 zgonach w ten piątek się nie sprawdziła. Jakkolwiek to zabrzmi, cieszę się, że się pomyliłem. Pozdrawiam tych, którzy za mój błąd trzymali kciuki (Michał Barcikowski😊)

Ważniejsza dla mnie jest jednak teraz próba zrozumienia, dlatego przedstawione przed tygodniem wnioskowanie okazało się błędne. Przecież wciąż słyszymy historie (i widzimy je w danych) o niewydolności polskiej służby zdrowia, która powinna przekładać się na wzrost, a nie spadek odsetka zgonów. Zwłaszcza, że przy istotnym wzroście odsetka testów pozytywnych, zwłaszcza w ostatnich dwóch tygodniach, można by zakładać wzrost liczby chorych, których nie wykazujemy w statystykach.
Oczywiście można przyjąć wyjaśnienie, że ten skok dopiero przed nami, ale z rozmów z lekarzami, czyli na podstawie dowodów anegdotycznych (które jednak są dla mnie chyba bardziej wiarygodne niż oficjalne statystyki), można wnioskować, że od kilku dni spada liczba osób zgłaszających się do przychodni POZ z objawami, czego konsekwencje właśnie obserwujemy w szpitalach (zauważalnie mniejszy przyrost nowych pacjentów z COVID-19). To oczywiście tzw. anegdata i mogą być bardzo mylące, ale jednocześnie mamy wstępne dane zgonów w 45 tygodniu. Wiemy już, że dane oficjalne dane za 44 tydzień zostały zaktualizowane i mówią o 14 634 zgonach (wzrost o 93%! wobec średniej dla lat 2010-2019). Ale wstępne dane dla 44 tygodnia mówiły o nieco ponad 12 tys. zgonów, a dla 45 tygodnia – „tylko” o 10 tys. Jeśli te dane nie podskoczą o 30-40%, co wydaje się jednak mało prawdopodobne, to mielibyśmy kolejny dowód, że ta fala epidemia powooooooli wygasa. Oczywiście ten proces potrwa jeszcze wiele tygodni, ale możliwe, że przeszliśmy już szczyt. O ile te dane się potwierdzą.

Nie jestem żadnym specjalistą od analizy danych epidemicznych, staram się każdorazowo pokazywać publicznie logikę wnioskowania. Ale jestem na takim etapie, że kompletnie nie wiem, co się dzieje. Zaktualizowane dane o zgonach za 45 tydzień coś tam powiedzą, ale czy wiele? Niespecjalnie. Może być tak, że październikowe restrykcje przyniosły spodziewane rezultaty. Ale wiemy też, że z ich przestrzeganiem było różnie. Może być i tak, że powoli dochodzimy do zbiorowej odporności. Jeśli istotnie nie doszacowaliśmy liczby przypadków z drugiej połowy października, a to możliwe, to COVID-19 mogło już przejść z 20% populacji. Ale to wciąż za mało, zresztą badania z innych państw pokazują, że ta odporność stadna okazywała się przeważnie znacznie niższa, niż się spodziewano. Świetnym przykładem jest mój ulubiony case – Szwecja. Miesiąc temu ogłoszono tam, że dzięki przyjętej przez nich strategii nie czeka ich druga fala, bo zbudowali odporność zbiorową. I co? I właśnie przez Szwecję przetacza się druga fala, dynamicznie rośnie liczba zarażonych i zgonów, kolejne regiony wprowadzają restrykcje. Trzeba sobie zresztą powiedzieć, że o tej odporności to my wciąż relatywnie niewiele wiemy, upłynęło za mało czasu, żeby coś autorytatywnie stwierdzić.

Zresztą już w całej Europie wirus się rozhulał – podobno ogniskiem drugiej fali okazała się Hiszpania i stamtąd zmutowana wersja wirusa trafiła na resztę kontynentu. Ale podobnie jak wirus, w ostatnim tygodniu przez Europę przetoczyła się fala optymizmu w związku z doniesieniami o skutecznej szczepionce. Nie będę ich komentować, zainteresowanych odsyłam do wywiadu z prof. Pyrciem z UJ (link w komentarzu). Jedno nie ulega jednak mojej wątpliwości – nawet jak wiosną będziemy mieć tę szczepionkę, i ona będzie super, to dopiero jesień 2021 to realny termin jej powszechnego zastosowania. A to oznacza, że musimy być gotowi na trzecią falę. Wstrzymajmy się z otwieraniem szampanów.

Ostatni wpis był wyjątkowo długi, to ten będzie krótszy, bo nie mam już siły na więcej. Prawda jest też taka, że dziś w głowie mam same pytania, a niespecjalnie odpowiedzi. W ogóle dużo się dzieje – wygrana Joe Bidena, awantura o praworządność, no i skandale w polskim Kościele, o rewolucji społecznej nie wspominając. Jak mawiał klasyk😊, wiele rzeczy dzieje się tak, jak się dzieje, bo wiele rzeczy dzieje się naraz. W ostatnich dniach udzieliłem kilkunastu komentarzy do tych wycinkowych spraw, ale myślę sobie, że gdzieś tam musi być jakaś klamra (klamerka?), która to wszystko jakoś spina, pewnie w nieoczekiwany sposób. Potrzeba jednak czasu, żeby to zobaczyć. Podejrzewam, że tydzień do kolejnego wpisu to za mało, ale 2020 rok nauczył nas, że tydzień to cała wieczność. Oby przyniósł więcej odpowiedzi niż pytań. Dobrej nocy!

Autor: dr Marcin Kędzierski