No i wreszcie wiadomo, o co chodzi. Dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym tylko wtedy, gdy pojawia się w wyniku spalania węgla kamiennego.

Raptem trochę ponad pół roku temu Klub Jagielloński ostrzegał wieszcząc zarazem nadejście nowej zielonej ery:

Dwutlenek węgla to prawie 80% gazów cieplarnianych emitowanych przez człowieka. Powstaje on głównie w wyniku spalania paliw kopalnych węgla, ropy i gazu. Jak pisała Ilona Jędrasik w artykule Albo klimat, albo węgiel, spalanie węgla odpowiada za ok. 25% światowej emisji CO2. W Polsce ta wartość rośnie do jednej trzeciej. A jak wygląda miks energetyczny w innych krajach? Elektrownie węglowe funkcjonują w 78 państwach, z czego 14 z nich planuje całkowite odejście od węgla, jednak 16 krajów, które obecnie nie posiadają elektrowni węglowych, zamierza je wybudować. Można zauważyć, że wysiłki innych na rzecz dekarbonizacji są niweczone przez tych, którzy jednak decydują się wytwarzać energię z węgla.

Tymczasem o wpływie węgla na ekosystem przypominał Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change, IPCC) – ciało doradcze ONZ, które analizuje badania naukowe dotyczące klimatu i konsekwencji jego zmiany. Wynika z nich, że rezygnacja z węgla jest niezbędna, jeśli chcemy zatrzymać zmianę środowiska i ograniczyć wzrost temperatur do 1,5 stopnia Celsjusza. Jedną z konsekwencji zmiany klimatu, odczuwalną również w Polsce, są ekstremalne zjawiska pogodowe: wichury, burze, susze, gwałtowne opady i zmiana temperatury.

https://klubjagiellonski.pl/2020/06/08/odejscie-od-wegla-to-nie-opcja-a-koniecznosc/

Najwyraźniej dwutlenek węgla jest złem największym i trzeba robić wszystko, by go się pozbyć. Co prawda rośliny są innego zdania, ale póki co żaden z ekspertów ONZ nie pofatygował się na rozmowy choćby z rosnącą na polu kapustą, o drzewach już nie wspominając.

Najnowszy artykuł opublikowany na der Onet wskazuje jednak, że niekoniecznie spalanie jest be. Zależy, co się spala.

Jacek Frączyk w tekście zatytułowanym Bijemy rekordy zapotrzebowania na energię, ratują nas dostawy z Niemiec. Tymczasem darmowy surowiec mamy pod ręką wskazuje, gdzie leży przyszłość polskiej energetyki:

Polska gospodarka się rozwija, a co za tym idzie – zużywa coraz więcej prądu. A tymczasem utrudnienia urzędowe powodują, że nie wykorzystujemy wielu źródeł potencjalnie taniej energii. Chodzi między innymi o energię ze spalania odpadów. Obecnie miasta dopłacają, żeby ktoś od nich odpady zabrał, a w Polsce nie ma gdzie ich spalać, choć wartość energetyczna jest na poziomie węgla kamiennego.

Frączyk najwyraźniej zdążył już zapomnieć, ile to w Polsce spłonęło śmieci. Szczególnie dużo nt. temat mogliby powiedzieć mieszkańcy Zgierza oraz nieodległej Łodzi. Wszak to tam właśnie spłonął największy w Europie stos odpadów. Ocenia się, że w ciągu tygodnia do atmosfery trafiło 10 razy więcej dioksyn, węglowodorów alifatycznych i aromatycznych itp. niż krakowskie piece wytwarzają w ciągu… 25 lat.

Oczywiście nie tylko oni. Stosy płonęły w całej Polsce.

Na fali ognia, jak można by było dzisiaj powiedzieć, oPOzycja zaczęła rozgłaszać fejk njusa o PiS-ie, który zaprosił mafie śmieciowe do Polski.

Nikt jednak nie zadał sobie trudu, by przyjrzeć się papierom, jakie posiadały ciężarówki zwożące odpady choćby do Zgierza.

Tymczasem wszystko odbywało się lege artis – na papierze funkcjonowała tam bowiem hypernowoczesna linia technologiczna, nie mająca równych sobie w całej Europie.

Pisałem już o tym:

Polak potrafi, prawda? Z odpadów zrobić coś. A nawet COŚ.

Zupełnie niczym najbogatszy ongiś śląski magnat Karol Godula, który odkupiwszy hałdę za 50 talarów odzyskał dzięki nowatorskiej technologii żelazo wartości 2500 talarów. Przy kosztach własnych rzędu 100-150 talarów.

Takim hiciorem miała być dla Green-Tec Solutions sp. z o. o. oraz jej młodziutkiej właścicielki (rocznik 1997) rewelacyjna linia technologiczna, która jednak zdaniem biegłego powołanego przez prokuraturę nie mogła działać w praktyce.

Twórcą linii był człowiek wcześniej karany za wyłudzenie ok. 5 mln złotych dotacji unijnych na równie fikcyjną instalację służącą odzyskiwaniu ze śmieci cennych surowców bądź też produkowania z nich użytecznych prefabrykatów.

Dwa lata temu słynna była też sprawa oświęcimskiej firmy N-Recykling sp. z o. o. Ta z kolei miała równie nowatorską technologią się posługując przerabiać odpady plastikowe (a więc głównie PET-y) na paliwa.

W tym celu przyznano jej dotację unijną w wysokości… 16 mln zł.

Wybrali połowę.

http://pressmania.pl/polska-prawie-liderka-nowych-technologii-utylizacji-niebezpiecznych-odpadow/

Praktycznie każdy duży transport śmieci do Polski wjeżdżał z papierami, których nie mógł kwestionować żaden patrol.

Może tylko kontrole, wywalające sterty śmieci i szukające tego, co jest głęboko ukryte pod wierzchnimi warstwami mogłyby przynieść efekty. Ale nie w każdym przypadku. Poza tym infrastruktura Państwa, żadnego Państwa w UE, nie jest przygotowana do takiej masowej akcji.

Jacek Frączyk jednak macha nam chorągiewką optymizmu. Okazuje się, że śmieci, które zatruwają okolicę (i nie tylko, jak dowodzi przypadek Gorlic) powinny… zastąpić węgiel.

Żurnalista der Onet pisze wyraźnie:

Śmieci lepsze niż węgiel?

Co ciekawe, odpady mają właściwości energetyczne porównywalne z… węglem kamiennym. Wartość opałowa węgla, podawana w MJ/kg (mega dżulach na kilogram) waha się od około 10 MJ/kg dla węgla brunatnego przez 17-19 MJ/kg dla niskokalorycznego węgla kamiennego, 20-25 MJ/kg dla węgli średnio kalorycznych, aż po 25-30 MJ/kg dla wysokokalorycznych węgli kamiennych. A materiał przetworzony ze śmieci, czyli tzw. RDF (Refuse Derived Fuel), składający się z płatków folii, drewna, zatłuszczonego papieru i tworzyw sztucznych pociętych na kawałki o wymiarach od 3 do ok. 8 cm ma wartość energetyczną od 10-22 MJ/kg.

RDF nie wymaga przy tym wydobywania z wielkich głębokości po wysokich kosztach, jak robi wiele polskich kopalń. Wystarczy odpady komunalne odpowiednio przetworzyć.

W procesie produkcji RDF-u pozbywamy się części organicznej znajdującej się w zmieszanych odpadach komunalnych. RDF to zatem nic innego, jak pozostałości po sortowaniu odpadów komunalnych, które nie nadają się do ponownego wykorzystania – wskazali eksperci Fortum. Normy emisji dla RDF są tak restrykcyjne, że węgiel brunatny przekracza je sześciokrotnie. RDF to zatem także paliwo dużo bardziej przyjazne dla środowiska. Ponadto, RDF to paliwo lokalne, a jego dostępność jest związana z codziennym funkcjonowaniem ludzi, a nie konkretnymi miejscami na mapie (kopalniami – red.). Oznacza to niskie koszty transportu i ogromne korzyści środowiskowe dla mieszkańców dodali.

RDF ma niską zawartość chloru – 0,7 proc., a zawartość siarki porównywalną z węglem kamiennym – około 1 proc. Węgiel brunatny ma od 0,6 do 6 proc. siarki, a kamienny średnio 0,83 proc. siarki. W przeliczeniu na GJ energii jest to surowiec 3 razy tańszy niż węgiel brunatny i 5 razy tańszy niż węgiel kamienny. Dla miast surowiec ma nawet wartość ujemną. Niektóre płacą nawet ponad 200 zł za tonę, żeby ktoś odpady energetyczne (frakcja energetyczna) od nich w ogóle odebrał i spalił.

No miodzio po prostu. Środowisko skorzysta, a na dodatek c.o. będzie nas kosztować taniej. No i ta ciepła woda w kranach w cenie… zimnej.

Dlatego Polsce potrzeba jak najwięcej spalarni, w których będzie wytwarzana energia ze śmieci.

Jak na razie poziom wykorzystania krajowych śmieci (odpadów energetycznych) sięga 8-10%. Czyli powinniśmy mieć 10 razy więcej spalarni, niż mamy.

Powiedzmy, że faktycznie ziści się marzenie ekologów. Oznacza to, że w miejsce energetyki węglowej, która przecież ma być likwidowana z uwagi na produkowanie supertrucizny środowiskowej – gazu cieplarnianego CO2 wybudujemy energetykę śmieciową. Zamiast węgla będzie w niej gorzeć materiał przetworzony ze śmieci, czyli tzw. RDF (Refuse Derived Fuel), składający się z płatków folii, drewna, zatłuszczonego papieru i tworzyw sztucznych pociętych na kawałki o wymiarach od 3 do ok. 8 cm.

Nie wiem, jak Wy, ale ja jeszcze w szkole podstawowej uczyłem się, że spalaniu towarzyszy emisja dwutlenku węgla. A już na pewno, gdy płonie papier i tworzywa sztuczne, których atomy węgla są częścią składową.

Idea „zielonych” wygląda więc następująco – zły, powodujący efekt cieplarniany dwutlenek węgla pochodzący ze spalania węgli kamiennego i brunatnego zastąpimy przyjaznym dwutlenkiem węgla pochodzącym ze spalania papieru i plastików.

Od dawna wiadomo, że dowodzenie toksyczności dwutlenku węgla (jego większe stężenie powoduje wzmożony wzrost roślin, więc jest korzystne dla środowiska) świadczy o aberracji umysłowej.

Art Jacka Frączyka dowodzi powyższej tezy jak mało który argument.

Jest jednak jeszcze jedna strona medalu. Oto jeśli okaże się, że faktycznie dojdzie do rozbudowy energetyki śmieciowej w Polsce, nie damy rady zahamować transportów śmieci z całej Europy, a nawet świata. Bo nagle okaże się, że „nasze” są zbyt mało energetyczne i dlatego potrzebna jest domieszka, taki wsad, z okolic Düsseldorfu, Hannoveru czy też południa Sycylii.

I będą ściągali je na zapas tak, by polskim firmom oraz mieszkańcom nie brakło ciepła, gdyby przez przypadek zabrakło odpadów o odpowiednich parametrach.

I bardzo szybko okaże się, że zgromadzone zapasy wystarczą na dekadę grzania i to pod warunkiem, że takie zimy jak ostatnich kilka dni w lutym będą trwały jak w czasach PRL – od końca listopada do połowy marca.

A wtedy Polska stanie się jednym potężnym wysypiskiem śmieci wypuszczającym w niebo ekologiczny dwutlenek węgla.

Zaiste, wizja godna pędzla największych miszczów sztuki malarskiej.

Że taki scenariusz jest prawdopodobny świadczy przykład istniejącej ongiś w Gliwicach firmy GUMEX sp. z o.o. Zajmowała się przerobem odpadów gumowych (oczywiście ściągniętych z Niemiec) na granulat, którym następnie pokrywano m.in. korty tenisowe. Cały problem polegał na tym, że zgromadzono zapasy wystarczające na ok. 200 lat produkcji 24/7. Bo nie planowano zwiększenia zatrudnienia czy parku maszynowego. Jedyny liczący się zarobek firmy, a raczej jej prezesa, stanowiła opłata za przyjęcie śmieci. Cała reszta to było przykrycie.

.

18.02 2021

.

Cytaty nieoznaczone inaczej pochodzą ze strony:

https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/rekord-zapotrzebowania-na-moc-ratowal-nas-import-energii-z-niemiec/tejl2z0

fot. UM Łódź