Po poprzednich atakach terrorystycznych we Francji niemal zawsze następowała „dogrywka” – czyli uderzenia końcowe w kolejnych dniach, niekiedy związane z identyfikacją sprawców przez policję i ostateczna z nią konfrontacja. Możliwe, że teraz będzie tak samo. Za organizacją tej operacji najpewniej stało co najmniej kilka dodatkowych osób zapewniających obsługę logistyczną zaplecza, które teraz mogą zostać oddelegowane na pierwszą linię walk w celu złamania (dobicia) ducha narodu francuskiego.

Pamiętajmy też, że atak w Paryżu poprzedziło zgładzenie nad Synajem 224 osób na pokładzie rosyjskiego samolotu, aby więc podtrzymać efekt psychologiczny wojny totalnej o zasięgu obejmującym wiele „niewiernych” narodów możemy oczekiwać w najbliższych dniach podobnego uderzenia o charakterze para-militarnym na terytorium Włoch (na 99% Rzym) lub Wielkiej Brytanii (Londyn). Ta seria wcale się nie skończyła, siła oddziaływania propagandy wymusi spektakularny ciąg dalszy.

Niewątpliwie francuska odsłona tej wojny dowiodła, że w zasięgu Państwa Islamskiego może znaleźć się każdy cel w Europie. Polska także. Szkoda, że szefowie służb specjalnych w naszym kraju jak zwykle mówią nam: „Polacy nic się nie stało…”. Tylko tym razem to nie piłka, a „kulka” jest w grze.

Autor: Kazimierz Turaliński