Do jasnej ciasnej muszę odezwać skoro taka wrzawa wokół Wolnych (?!) Mediów, zawodu dziennikarza i pisaniu prawdy oraz Tylko Prawdy. Tym bardziej, że skoro na tej branży znają się Wszyscy…

Tytuł magistra politologii w specjalności dziennikarstwo prasowe do czegoś mnie zobowiązuje. Najpierw może moje świadectwo. W przyszłym roku upłynie pół wieku od czasu kiedy redagowałem w nakładzie 3 egzemplarzy licealną gazetkę – hapening pt. Ab Rem, czyli Od Rzeczy.

W 1974 roku jako świeży maturzysta zostałem kierownikiem radiowęzła w zawierciańskiej Bawełnie. A więc śmichy chichy sie skończyły! Potem po roku pracy w radiowęzle studia, właśnie dziennikarskie, na Uniwerku Ślaskim gdzie nauczali m.in. redaktorzy Bolesław Surówka, Bronisław Schmidt Kowalski, Kazimierz Zarzycki, Olgierd Wieczorek, Ewa Bober, że Macieja Szczepańskiego jeszcze wspomnę…

1977 rok to praktyka w Ś.P. Wieczorze a także nocna szychta podczas pchania wózka z gazetami na rotacji (prasowa drukarnia na Liebknechta). Wózek był ciężki, ale w ten sposób poznałem Wagę Słowa Drukowanego…

Po studiach ŚP dwutygodnik Budowlani i cały kołowrót różnych redakcji których uzbierało się ponad sto! Był w tej liczbie i incydent z TVP Katowice, gdzie udawałem Wojtka Reszczyńskiego w parodii Teleekspresu, redagowanie gazety polonijnej w Holandii a także zbieranie grzybów w lesie kiedy nie było za co żyć po upadku Dziennika Śląskiego…

Przeszedłem wszystkie szczeble wtajemniczenia od młodszego redaktora przez sekretarza redakcji i naczelnego… Nieobce mi też były długie nocne rodaków rozmowy Pod Prasą, w Kaktusach oraz w licznych piwiarniach chorzowskich…

Więcej grzechów nie pamiętam. 42 lata w zawodzie minęły jak 1 dzień. Ale do rzeczy, czyli tym razem Ad Rem. Moim zdaniem nie ma Wolnych Mediów. Nie jest wolny TVN bo widzi każde źdźbło w oku obecnej władzy, nie jest wolna telewizja państwowa, bo widzi wszystko dokładnie odwrotnie. Podobnie jest w prasie drukowanej.

Mediami i redaktorami rządzi albo polityka i układy, albo po prostu giganty reklamy, które mają swoje widzimisię na każdy temat. Dziennikarz ma swoją partyturę i albo może grać w danej orkiestrze, albo przejść na solowe występy uliczne, które raczej kaskaderskie są.

No dobrze, powie ktoś, ale przecież w dobie Internetu można spróbować samemu pisać co się chce. Mało komu udaje sie jednak przebić na szerszą skalę jak nie ma nazwiska.

I też tutaj są pułapki. 10 lat temu byłem w czołówce blogerów Newsweeka. Udzielał się tu nawet Szymon Hołownia. Niestety, pomimo żółtych kartek niektórzy koledzy pluli na red. Tomasza Lisa, który wreszcie po kilkakrotnej zmianie naczelnych bloga zlikwidował.

Czy dziennikarz ma być Don Kiszotem, który realizuje misję walcząc z wiatrakami, chociaż dziury w kieszeniach? Czy też raczej Synem Koryntu, który robi to za co mu płacą?

Prawda zapewne leży pośrodku. Jeszcze jedno, kim jest teraz dziennikarz? Obecnie może nim zostać każdy samozwaniec, który nie zna ortografii, ale ma wysokie mniemanie o sobie i smartfona.

Zawód nasz podupadł bardzo. O ile w ogóle kiedykolwiek stał wysoko. Dlatego wolę ostatnio pisać WIERSZE. Nawet jak nie wszyscy je rozumieją.