Wieńce, wiązanki, kwiaty, znicze utworzyły szeroki krąg na ulicy Rakowieckiej pod dawnym więzieniem, miejscem straceń wielu istnień czasów stalinowskiego reżimu. Mrok zapadał, kiedy przyjechała asysta honorowa Wojska Polskiego z kwiatami dla Rotmistrza. Leżały tam już kwiaty złożone przez Radę Warszawy, posłankę Anitę Czerwińską, harcerzy. Niezliczenie wiele było członków Stowarzyszenia Motocyklowego Rajd Katyński. Oni przejęli na siebie rolę gospodarzy zgromadzenia. Dzięki nim przybył ksiądz Stanisław Małkowski. Poprowadził wspólną modlitwę za „zabitych o świcie”. Wśród obecnych byli m.in: prof. Chris Cieszewski, Andrzej Ostrowski, bratanek Marii Pileckiej z d. Ostrowskiej, Marcin Kwaśny, odtwórca roli Rotmistrza, bardzo licznie zebrani mieszkańcy Warszawy.

Zabrakło tylko Zofii Pileckiej- Optułowicz.

W jej imieniu przemawiała jej córka. Dziękowała za przybycie tym, którzy przychodzą co roku i tym, którzy pojawili się po raz pierwszy. Prosiła, by nie przeżywać tego dnia, jako tylko wspomnienia Rotmistrza Witolda Pileckiego, ale także tych znanych i nieznanych, którzy podzielili jego los. Rotmistrz zwracał szczególną wagę na koleżeństwo. Bez wsparcia przyjaciół nie byłby w stanie przeżyć najtrudniejszych chwil. Przypominając, że zadaniem Rotmistrza było łączyć a nie dzielić ludzi, nawiązała do Homilii Biskupa Marka Solarczyka. Jego Ekscelencja podkreślił, jak ważną lekturą życia Rotmistrza było dzieło Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”:

Kto idzie za mną, nie błądzi w ciemnościach – mówi Pan. Oto słowa Chrystusa, w których zachęca nas, abyśmy Go naśladowali, jeśli chcemy naprawdę żyć w świetle i uwolnić się od ślepoty serca – czytamy na wstępie.

Ksiądz Stanisław Małkowski, przyjaciel błogosławionego Jerzego Popiełuszki, kończąc „Koronkę do Miłosierdzia Bożego” podyktowanej św. Faustynie przez Chrystusa, przypomniał o „iskrze”, która wyjdzie z Polski i rozpali świat.

Czy tą „iskrą” stanie się wyjątkowa osoba Rotmistrza Witolda Pileckiego, życiem naśladującego Chrystusa?

Wielu z takim przeświadczeniem wracało dziś do domu…