Nigdy nie byłem zwolennikiem socjalizmu, bo od dziecka nie potrafiłem zrozumieć dlaczego wszyscy mamy „nie mieć” po równo.

Kapitalizm polegał na tym, że na rynku zwyciężał ten, kto oferował niższą cenę za zaspokojenie potrzeb jakiejś grupy.

Obecne konsumpcjonizm nakrywa się kołderką kapitalizmu kreując i zaspokajając potrzeby, o których jeszcze wczoraj nie miałeś pojęcia.

Odkąd światowe korporacje w imię niepohamowanego zysku zaczęły wciskać ludziom nowe dobra niszcząc bardziej pomysłową ale biedniejszą konkurencję skończył się kapitalizm.

Jeśli myślisz, że jesteś odporny, bo tylko jesz, wydalasz i oddychasz, to jesteś w błędzie.
Teraz za sprawą „ekologów” wciskają Ci kit, że całe zło na planecie to wina ludzi i musisz za to zapłacić. TY musisz zapłacić za wodę, za energię, za ziemię, którą posiadasz i za śmieci, które ONI produkują. Ponadto wszystkie produkty działają do końca gwarancji (patrz – planowane postarzanie produktu), nie sądzę by Henry Ford projektował samochody by się zaczęły rozsypywać po 8 latach.

Nikt nie mówi o kosztach produkcji i utylizacji produktów „EKO”, są one pomijane. Jeszcze rok temu bez problemu mogłem znaleźć w internecie rzetelne informacje o obciążeniu węglowym produkcji i utylizacji aut elektrycznych i wychodziło to mniej więcej na 15. letnie funkcjonowanie samochodu osobowego z silnikiem diesla. Przy czym czas pracy baterii samochodu elektrycznego to 5-9 lat. Jak to się bilansuje?

Teraz elektronika, która produkowana jest w technologiach nanomilimetrowych i możliwość odzysku surowców z tych układów scalonych jest praktycznie zerowa lub wielokrotnie przekraczająca ich wartość zakupu.

Ceny węgla wystrzeliły w kosmos i nawet tak ekologiczny kraj jak Australia mówi, że ma emisję CO2 w dupie.

Co na to UE?

Sami znajdźcie.

Czy wylewanie szklanką wody przez okno kiedy leje się wiadrami z sufitu zapobiegnie zalaniu mieszkania?

Przestańcie bezmyślnie konsumować. Cukier trzcinowy z drugiego końca świata, wakacje na drugiej półkuli, smartwatch ze Snapdragonem 888 bo nosi go Lewandowski.

Nie liczcie, że ktoś pomyśli za Was. O ile sklepikarzowi zależy na tym by bułka, którą u niego kupicie była smaczna i świeża, bo wtedy pewnie przyjdziecie do niego na zakupy ponownie, to wielkie koncerny mają to w dupie. Czy jeśli powiecie w Makdonaldzie, że Wam nie smakowało, to wierzycie, że poprawią smak? (Może zwolnią faceta od smażenia hamburgera ale nic się nie zmieni.)

Skróćcie łańcuchy dostaw, wpadajcie do lokalnych knajp, kupujcie na ryneczkach i w osiedlowych, doceńcie dobrych mechaników i producentów AGD, którzy stawiają na jakość.
Czy to nie jest bardziej EKO?

I tak to pewnie usuną, bo nie jest zgodne z regulaminem FB. A gdzie wolność słowa?

Autor: Krzysiek Kempisty