Miasto Sziraz, z ok 1,5 miliona mieszkańców jest dawną stolicą Persji. Leży na szlaku z Suzy do Persepolis, w południowym Iranie u podnóża gór Zagros. Jest szóstym co do wielkości miastem w kraju, ośrodkiem administracyjnym stanu Fars i jednym z głównych ośrodków kulturalnych i przemysłowych. Jest też miastem uniwersyteckim do którego ściągają młodzi z całego kraju.

Na przestrzeni wieków wielokrotnie było przebudowywane. Po rewolucji islamskiej dokonano renowacji wielu znaczących budynków, m. in. cytadeli Karima Chana, łaźni miejskich, Bramy Koranu, oraz Mauzoleum poety Chwaja Kermaniego. Miasto poetów i ogrodów, ale również rejon słynący z winnic, jeden ze szczepów nosi nawet nazwę „sziraz”, terenów roponośnych i energii odnawialnej.


Przywitało nas słońcem i bujną zielenią. Odwiedzamy w pierwszej kolejności słynące z oszałamiających dekoracji lustrzanych mauzoleum Szach Czeraq czyli mauzoleum Króla Światła na cześć jednego z braci imama Rezy. Pielgrzymują tu pobożni szyici przez cały rok, ale nie jest to tylko miejsce modlitw, jest to również miejsce spotkań. Mauzoleum powstało w 12 wieku, a sam meczet o wiele później. Wejście do tego obiektu łączy się z koniecznością założenia czegoś w rodzaju czandoru. Nie zakryta mogła być tylko część twarzy. Ubierające nas kobiety dobrze pilnowały aby strój ten szczelnie okrywał nasze ciała. Był to jedyny obiekt, który zwiedzaliśmy narzucający takie wymogi.

Irańskie przewodniczki na terenie mauzoleum miały stroje podobne do tych jakie noszą niektóre nasze siostry zakonne. Wchodziłyśmy innym wejściem niż mężczyźni. Nie można było fotografować modlących się ani wchodzić do wewnątrz meczetu, gdzie modlili się wierni. Jest tu pochowany jeden z braci imama a więc święty szyicki, co czyni z tego miejsca miejsce święte. Monumentalny dziedziniec, marmurowe posadzki, pozłacane kopuły, miejsca do oblucji, zrobiły na nas Europejczykach niesamowite wrażenie.

Po wyjściu z mauzoleum Szach Czeraq, podziwiając architekturę miasta przeszliśmy do znajdującego się nieopodal bajecznie kolorowego meczetu Nasir al Mulk. Mimo, iż meczety położone są blisko siebie, różnią się diametralnie wystrojem. Nasir al Mulk powstał w latach 1876-1888. Na dziedzińcu znajduje niewielki basenik z wodą. Niesamowicie kolorowe krużganki, sklepienia i kolumny, wyłożone geometrycznymi różnokolorowymi ceramicznymi płytkami, budziły nasz zachwyt. Kompletnie zaskoczył nas widok jaki ujrzeliśmy wchodząc do jego wnętrza. Ponieważ w jego okna są wstawione bajecznie kolorowe witraże, to przenikające je promienie słoneczne padając na ściany i wyłożoną dywanami podłogę tworzą w jego wnętrzu niesamowitą, cudowną kolorowa mozaikę świetlną. Całe wnętrze staje się niesamowicie przytulne i ciepłe, nadając tej budowli niepowtarzalnego uroku.

Żal było opuszczać tak piękne miejsce, ale przed nami kolejny obiekt do zwiedzania, muzeum Narandżestan.

Idąc ulicami miasta oglądaliśmy sklepy pełne owoców i różnego rodzaju towarów dotarliśmy do niego. Znajduje się ono w pałacyku wybudowanym w okresie dynastii Kadżarów. Położone wśród drzew pomarańczowych pełnych dojrzałych owoców, było również wyłożone lustrzanymi dekoracjami. Zachwycało antycznym rzeźbami meblami i malowidłami. W podziemiach muzeum znajdował się sklep z przepiękną biżuterią, ręcznie malowanymi obrazami. Miały jednak jedną wadę, były bardzo drogie.



Po jego zwiedzeniu udaliśmy się do Mauzoleum Hafeza jednego z największych perskich poetów. Hafez to jego pseudonim – oznacza tego co zna Koran na pamięć. Tworzył aforyzmy, erotyki, poematy mistyczne oraz panegiryki na cześć władców. Jego poezja jest tłumaczona na wiele języków świata. Czy na polski też? Nie zdołałam się dowiedzieć. Przeżył 70 lat i tylko raz opuścił Sziraz udając się nad Zatokę Perską.

Mimo, że zmarł w 1392r, jego poezja wciąż rozpala serca i umysły Irańczyków. Z tego co czytałam najlepiej iść do mauzoleum po zmroku, by pod baldachimem gwiazd i blasku księżyca spoglądać na miejsce jego spoczynku i wczuć się w mistyczną atmosferę otaczającą to miejsce. Niestety program tego nie przewidywał. Jednak to co zobaczyliśmy również nas zachwyciło.

Grobowiec Hafeza usytuowany jest w środku pięknego pomarańczowym parku. By do niego dojść musieliśmy udać się alejką w kierunku szerokich schodów po przejściu których znaleźliśmy się przy grobowcu otoczonym wysokimi kolumnami. Mauzoleum jest skromne, jednak mimo to przepiękne, zachwycające każdego swoją prostotą i bijącym od niego magnetyzmem. Wieczorami jest tłumnie odwiedzane przez Irańczyków.

Przy grobowcu spotkaliśmy grupkę mężczyzn ubranych w dziwne uniformy. Szerokie szarawary i koszule w kolorze granatowym lub oliwkowym. Jak się okazało byli to Gruzini. Oprócz nas nie było wielu zwiedzających. Robimy zdjęcia, żeby uwiecznić nasz pobyt w tym niezwykłym miejscu.

Na terenie Mauzoleum znajduje się piękna biblioteka i księgarnia w której znajdują się zarówno dzieła Hafeza jak i innych perskich i irańskich twórców. Zrobiła ona na mnie niesamowite wrażenie. No i oczywiście był też sklep z pięknymi irańskimi wyrobami, obrazami, biżuterią. No cóż. Poezja, poezją, ale biznes musi się kręcić.

Następnie odwiedziliśmy słynne ogrody Eram, które są wpisane razem z innymi ośmioma ogrodami kraju na listę UNESCO, będące ulubionym miejscem spacerowym mieszkańców miasta i turystów. Jadąc naszym autokarem do tego miejsca podziwiamy wspaniałe współczesne budynki. Aż się wierzyć nie chce jak takie wysokie monumentalne budowle mogą utrzymać się na tych skalistych wzgórzach.

Podziwiamy po drodze też słynną Bramę Koranu, która żegna wędrowców opuszczających miasto. Brama symbolizuje irański zwyczaj, że jak ktoś z domowników wyjeżdża, to rodzina trzyma nad głową wyjeżdżającego Koran, by szczęśliwie powrócił do domu.

Słońce było jeszcze wysoko na niebie i dość mocno przygrzewało, gdy dotarliśmy do bram tego rajskiego ogrodu. Jest on najpiękniejszym ogrodem jaki widziałam w Iranie. Piękny pawilon a właściwie pałacyk przy którym znajduje się basen i fontanna prezentował się pięknie w blasku słońca. Z radością pozowaliśmy przed nim do zdjęć. Mozaiki na ścianach pawilonu przedstawiały sceny z życia władców. Chodząc po wypielęgnowanych alejkach podziwialiśmy różany ogród oraz drzewo odporne na suszę. Siedząc i odpoczywając w cieniu i wśród egzotycznych drzew, krzewów i kwiatów podziwialiśmy ten wspaniały ogród.

Następnie udaliśmy się pod twierdzę Karim Chana początkowo dowódcy wojskowego a później założyciela dynastii Zandów panujących w Persji jedynie przez 44 lata. Twierdza ta położona jest w samym centrum starożytnego Sziraz. Mahammad Karim Chan objął władzę w 1753 roku i uważany jest za jednego z najlepszych władców Iranu. Uniezależnił on kraj od Mongołów i Turków. W roku 1766 uczynił Sziraz stolicą państwa i rozpoczął przebudowę tego miasta. Za jego panowania powstały mauzolea wybitnych poetów, oraz inne wspaniałe budynki użyteczności publicznej. Budowa tej fortecy też rozpoczęła się w 1766 r i była przewidziana jako rezydencja prywatna władcy.

Po obaleniu dynastii Kadżarów w latach 30 XX wieku rozpoczął się jej powolny upadek. Twierdzę przerobiono na więzienie. Znajdujące się w niej freski i witraże ulegały powolnej dewastacji. Po roku 1971 nadal mieściło się tutaj więzienie i biuro policji. Dopiero w roku 1977 rozpoczęto prace rekonstrukcyjne twierdzy i udostępniono ją zwiedzającym. My do środka nie wchodziliśmy, bowiem trwał w niej remont, podziwialiśmy ją z zewnątrz. Jej charakterystyczną cechą jest krzywa wieża, która z uwagi na niestabilność gruntu jest nieco odchylona od pionu.

Spod twierdzy udaliśmy się do sławnego meczetu Wakil z przylegającym do niego starożytnym bazarem. Meczet ten zachwyca swoją wielkością oraz pięknymi ornamentami na ścianach i sklepieniach jak również bardzo ciekawymi kolumnami, które zachwycają swoją prostotą. Trwał w nim remont i część budowli otoczona była rusztowaniami,co jednak nie przeszkadzało nam aż tak bardzo w zwiedzaniu.


Prosto z meczetu przeszliśmy do przylegającego do niego bazaru znanego z wyrobów ludowych, słodyczy i przepięknej architektury samego bazaru, którego sklepienia są zbudowane tak, że zimą jest w nim ciepło a podczas upalnych dni dawało ochłodę kupującym i sprzedawcom.

Zanim jednak dokonaliśmy zakupów zjedliśmy posiłek w jednej z restauracji mieszczących się na bazarze. Była to typowo irańska restauracja z ciekawym wystrojem. Ściany i sufit były wyłożone ceramicznymi obrazami ukazującymi sceny z życia mieszkających tu ludzi, polowań, ludowych obrzędów, gry na starożytnych instrumentach muzycznych.

Po posiłku mieliśmy nareszcie czas wolny i mogliśmy pobuszować po stoiskach robiąc zakupy. Irańskie słodkości mocno przypadły nam do gustu, zwłaszcza chałwa, której ojczyzną jest właśnie Iran. Kupiliśmy szafran, sumac specyficzną irańską przyprawę. Ponadto 3 gatunki miodu w tym jeden z południowego Iranu o ciemnej barwie i bardzo gęstej konsystencji, oraz różne gatunki herbat u nas nieznanych. Jedna z nich wygląda tak jakby była zrobiona z naszych polskich wysuszonych chabrów, podobno dobra na serce. Nie mogłam dogadać się ze sprzedawcą co to jest za roślina. Nazwa w ich języku nic mi nie mówiła, a na angielski była nieprzetłumaczalna.

Nie sposób nie wspomnieć o pięknej irańskiej biżuterii. Jak każda kobieta uwielbiam takie rzeczy i z wielką ciekawością i błyskiem w oku je oglądałam. Najbardziej podobały mi się irańskie turkusy, których tutejsza nazwa brzmi firaze. Jednak największe wrażenie zrobiły na nas przepiękne ręcznie tkane obrazy. Gdybyśmy ich nie dotknęli, to trudno byłoby nam uwierzyć, że są tkane dywany w formie obrazu. Zaskoczyło nas to, że przedstawiały ludzi i zwierzęta których eksponowanie islam zakazuje. Niektóre były nawet o nieco frywolnej treści.

Wieczorem wraz z mężem udaliśmy się na spacer po mieście i sklepach w celu nabycia płyt z typową irańską muzyką. Nie było to łatwe, bowiem nie ma tutaj tak jak u nas sklepów muzycznych lub księgarń z płytami. Jest to towar w sprzedaży półoficjalnej. Pytani przechodnie o możliwość kupna, chętnie udzielali nam odpowiedzi. Wszyscy wiedzieli o niewielkim kantorku, gdzie dwaj młodzi chłopcy za niewielką cenę nagrywali pirackie płyty z pożądaną przez nas muzyką. Ale żeby tam dotrzeć musieliśmy przemierzyć pieszo sporą część miasta. Przy okazji w jednej z księgarń nabyliśmy mapę Iranu na której nasz przewodnik Farid wyrysował nam szczegółową trasę naszej podróży.

Nasz polski przewodnik Marcin zakomunikował nam przykrą dla nas wiadomość, że nasz irański przewodnik Farid opuszcza naszą grupę w związku ze swoim wyjazdem do Austrii, a następnie do Skandynawii w celach służbowych. Jako menadżer irańskiej firmy turystycznej udawał się na targi turystyczne na których miał nadzieję na zawarcie kontraktów z firmami turystycznymi innych krajów. Było nam smutno, bowiem był bardzo sympatycznym, miłym człowiekiem. Wymieniając adresy, numery telefonów i namiary na f.b. ze smutkiem go pożegnaliśmy ale z nadzieją, że kiedyś się jeszcze spotkamy. Naszym nowym irańskim przewodnikiem został Amir, który okazał się również sympatyczny i miły. Towarzyszył nam będzie do końca naszej podróży po Iranie.

Jutro kolejny dobrze zapowiadający się dzień. Musimy pokonać trasę 450 km ale za to zobaczymy perełkę świata antycznego – Persopolis
Foto: Liliana Borodziuk,Zdzisław Borodziuk