Mały czy też drobny przedsiębiorca poza krótkim okresem pod koniec PRL (ustawa Wilczka) ciągle czuje, że zamiast podmiotu praw i obowiązków jest jedynie obiektem drenażu przez rozmaite instytucje z biurokratycznym molochem ZUS na czele. Zjawisko na tyle mocno tkwi w mentalności kolejnych pokoleń urzędników że można chyba zaryzykować twierdzenie – III RP programowo przeszkadza w utworzeniu tzw. klasy średniej, która jako najmniej zależna od władzy ze wszystkich grup społeczeństwa jest ostoją demokracji na całym świecie.

Zamiast klasy średniej, niezależnej od rządów i dlatego niebezpiecznej dla każdego układu, mamy jej surogat w postaci warstwy urzędników osiągających zarobki równe, a czasem nawet przewyższające możliwe do osiągnięcia na równorzędnych stanowiskach w Niemczech, nie wyłączając Bawarii.

Co jednak nie oznacza, że zarobki takie dostępne są dla wszystkich urzędników.

Kto jednak ciekawy niech wejdzie na strony dowolnego starostwa powiatowego w Polsce i popatrzy na deklaracje majątkowe osób umieszczonych na kierowniczych stanowiskach w szeroko pojętym obszarze pomocy społecznej.

 

Potem niech przeliczy na euro i zapyta jakiegoś zadowolonego z siebie emigranta ile zarabia.

1.

Teoretycznie jednak Polska dosłownie w ciągu paru chwil może przeistoczyć się w państwo prawne, jak głosi nam art. 2 Konstytucji.

 

I wcale nie trzeba zmieniać prawa. Wystarczy tylko złamać solidarność urzędniczą.

2.

Kolejna akcja ZUS wymierzona w przedsiębiorców, którzy skuszeni wszechobecną reklamą dali się skusić na tzw. tańszy  wariant.

 

Czyli praca w Polsce, ZUS w Anglii.

 

Pisałem o tym sporo.

Gdyby jednak krajowy moloch-monopolista próbował wykazać oszustwo i dla przykładu próbował uszczknąć co nieco z miliardów złotych, jakie  trafiły do kieszeni pośredników… Skromnie oceniłem to na ok. 3.000.000,- GPB (funtów brytyjskich) miesięcznie.

 

Ale nic z tego. Wydrenowani z kasy muszą teraz zdobyć pieniądze na niezapłacone składki wraz z odsetkami.

Czasem kwota ta przekracza 100.000,- zł.

 

Pikanterii sprawie dodaje fakt opłacenia składek na ubezpieczenie społeczne w Wielkiej Brytanii, gdzie są one wielokrotnie niższe niż u nas.

 

ZUS jednak żąda okazania druku E-101, który to dokumentuje ustawodawstwo w zakresie ubezpieczeń społecznych.

A w zasadzie dokumentował, bo został wycofany z obiegu wiele lat wcześniej, niż jego okazania zaczął domagać się rodzimy moloch.

3.

No i co z tego, ktoś powie. Skoro takie wymogi stawia prawo, to przecież stara rzymska zasada głosi, ze nieznajomość prawa szkodzi (Ignorantia iuris nocet).

ZUS jedynie przestrzega wiążących Polskę ustaw. Trzeba płacić i nie szemrać.

4.

Tymczasem takie podejście, aczkolwiek bardzo wygodne dla każdego urzędnika, nijak się ma do obowiązującego prawa.

Oto bowiem ustawodawca, jeszcze za czasów siermiężnej komuny (w 1960 roku!) uznał, że w stosunku z urzędem każdy obywatel jest ciemny niczym przysłowiowa tabaka.

I nakazał go pouczyć.

 

Kluczem dla prawidłowego działania administracji (w tym ZUS) jest więc art. 9 Kodeksu postępowania administracyjnego, nakładający na organ obowiązek pouczenia obywatela o przysługujących mu prawach oraz obowiązkach.

 

W 1990 roku Naczelny Sąd Administracyjny określił to jasno:

Organy administracji nie mogą w postępowaniu przez siebie prowadzonym powoływać się na zasadę ignorantia iuris nocet dla uzasadnienia swoich działań i rozstrzygnięć (wyr. NSA w Warszawie z 17.1.1990 r., I SA 28/89).

 

Ta zasada nie uległa zmianie przez kolejne dekady.

Artykuł 9 KPA znosi bowiem zasadę powszechnej znajomości prawa przez obywateli i nakłada na organy administracji publicznej obowiązek informacji prawnej w toku postępowania (wyr. NSA w Poznaniu z 17.3.1994 r., SA/PO 3383/93).

 

W 2013 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu postawił kropkę nad i:

 

Art. 9 KPA stanowi odwrotność zasady ignorantia iuris nocet. Regulacja ta została wprowadzona po to, aby z uwagi na nieznajomość prawa strona nie poniosła szkody (II SA/WR 497/13).

5.

Informacja przekazywana przez organ administracji publicznej jest oświadczeniem wiedzy osoby sprawującej funkcję organu albo pracownika urzędu organu. Przedstawiciele doktryny podnoszą, że co do zasady oświadczenie to nie wywołuje bezpośrednich skutków prawnych, lecz może mieć wpływ na realizację określonych uprawnień i obowiązków adresata informacji (W. Taras, Prawny obowiązek informowania, s. 67).

Strona postępowania, zwracając się do organu o informację, przyjmuje udzieloną informację za zgodną z prawdą, kierując się zasadą zaufania obywateli do organów państwa (wyr. NSA z 3.2.2011 r., II GSK 41/10).

6.

 

A teraz najważniejsze.

Bezczynność organu w wykonywaniu obowiązku informowania stron stanowi naruszenie prawa (B. Adamiak, w: B. Adamiak, J. Borkowski, Komentarz, 2009, s. 65–66; wyr. NSA z 9.11.2006 r., I OSK 6/06, CBOSA). Zasada z art. 9 KPA znajduje zastosowanie do wszystkich czynności podejmowanych przez organy administracji publicznej (wyr. WSA w Warszawie z 14.1.2005 r., IV SA/WA 219/04).

7.

Pamiętamy jednak, że odwołanie od decyzji ZUS jest tylko merytoryczne. Sąd nie będzie badał naruszeń formalnych, tylko każe w praktyce udowodnić, że nawet najbardziej arbitralna decyzja Organu jest merytorycznie zła.

Uchybienia dotyczące złego poinformowania, albo wręcz jego braku, nie za bardzo pomogą, jeśli nawet jakimś cudem byłyby brane pod uwagę przez sąd.

8.

Dlatego musimy opuścić sferę cywilistyczną i szukając rozwiązań wkroczyć w karnoprawne regulacje.

Już nawet pobieżna lektura Kodeksu karnego wskazuje rozwiązanie.

 

Art. 231 § 1:

Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego,

podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

 

 

Słusznie zwraca się uwagę w literaturze, że gdy funkcjonariusz publiczny, będący wyposażony przez państwo w pewien zakres uprawnień i obowiązków, zawodzi zaufanie, którym został obdarzony, w następstwie czego instytucja publiczna, którą reprezentuje nie działa w sposób wymagany prawem, to godzi w ten sposób w wyrażoną w Konstytucji zasadę, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa (Cz. P. Kłak, Podmiot przestępstwa nadużycia władzy – potrzeba nowelizacji?, [w:] Granice kryminalizacji, pod red. S. Pikulskiego, M. Romańczuk-Grąckiej, Olsztyn 2013, s. 363).

Przestępstwo to zagraża prawidłowemu funkcjonowaniu instytucji państwowych i samorządu terytorialnego, podważa zaufanie do systemu władzy, a także wywołuje szczególne poczucie niesprawiedliwości u obywateli (D. Mocarska, Nadużycie władzy przez funkcjonariuszy Policji w świetle przeprowadzonych badań kryminologicznych, [w:] Tożsamość polskiego prawa karnego, pod red. S. Pikulskiego, M. Romańczuk-Grąckiej, B. Orłowskiej-Zielińskiej, Olsztyn 2011, s. 463).

Na gruncie prawa administracyjnego wykazanie przestępstwa pozostającego w związku z decyzją rodzi obowiązek wznowienia postępowania.

Dla interpretacji art. 145 § 1 pkt 2 KPA nie ma znaczenia fakt, czy przestępstwo wywarło wpływ na treść decyzji. Nie musi bowiem istnieć związek pomiędzy treścią wydanej decyzji a przestępstwem (brak znaczenia prawnego, czy przestępstwo miało wpływ na treść rozstrzygnięcia) – powinien jedynie zachodzić związek przyczynowy między przestępstwem a wydaniem decyzji. Taka interpretacja wynika z porównania art. 145 § 1 pkt 1 i 2 KPA (zob. B. Adamiak, w: B. Adamiak, J. Borkowski, Komentarz, 2012, s. 554; zob. także R. Gałęski, Wpływ zachowań korupcyjnych, s. 78).

W przypadku ZUS musimy wnieść o ponowne rozpatrzenie sprawy w trybie art. 83a ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

I choć to droga przez mękę na dzień dzisiejszy wydaje się jedyną.

9.

Przedsiębiorcy, i to dość masowo, opuszczali ZUS przechodząc jako ubezpieczeni do innych krajów Unii Europejskiej.

Nie tylko do Wielkiej Brytanii, ale także do krajów nadbałtyckich, Niemiec, Czech, Słowacji i Węgier.

 

Każdorazowo wypisanie z ZUS było łączone z informacją, dlaczego tak się robi.

Jednak Organ rentowy mimo posiadania pozytywnej wiedzy nie pouczał o obowiązku starania się o wycofany obecnie z obrotu druk E-101.

Przyjmował druki wyrejestrowujące i przez kilka lat milczał, a kiedy kwota wpłacona pośrednikom była odpowiednio duża zaczął upominać się o swoje.

Jednak milczenie ZUS miało ten skutek, że liczba osób ubezpieczających się zagranicą lawinowo rosła.

Dzisiaj zagrożeni pauperyzacją są nie tylko oni, ale także ich rodziny, gdyż współmałżonek odpowiada solidarnie za zobowiązania wobec molocha.

 

Gdyby przed laty wiedzieli, że mają otrzymać druk E-101, wtedy nie byłoby afery większej niż paliwowa.

 

Ktoś jednak zadecydował o ukryciu tej informacji.

 

Kto?

Problem bowiem dotyczy ok. 50-60 tys. osób  z terenu całej Polski.

Wraz z rodzinami jest to grupa porównywalna ze sporym miastem.

To również oznacza, że żadna prokuratura w kraju nie jest w stanie zakończyć takiego śledztwa przed nadejściem terminu przedawnienia.

Odpowiedzi wymaga również pytanie dotyczące braku najmniejszej choćby próby skorzystania z przepisu art. 412 Kodeksu cywilnego:

Sąd może orzec przepadek świadczenia na rzecz Skarbu Państwa, jeżeli świadczenie to zostało świadomie spełnione w zamian za dokonanie czynu zabronionego przez ustawę lub w celu niegodziwym. Jeżeli przedmiot świadczenia został zużyty lub utracony, przepadkowi może ulec jego wartość.

 

Jeśli więc faktycznie ZUS ma rację i praca na terenie Wielkiej Brytanii itp. istniała jedynie na papierze to cel niegodziwy jest aż nadto widoczny.

 

Po te pieniądze należałoby więc ruszyć wraz z całą omnipotencją służb fiskalnych i prokuratorskich.

 

Ale w III RP jest inaczej.

 

Ludzie biedni, zmuszeni do korzystania z szeroko reklamowanego tańszego wariantu ubezpieczeń są ścigani z całą bezwzględnością Państwa.

Natomiast ci, którzy przez 6 lat „zdjęli” z Polaków około 1,5 miliarda zł (1.500.000.000,- zł) spokojnie cieszą się swoim bogactwem.

 

Kto stoi za aferą ZUS?

 

Kto ochrania bezpośrednich sprawców?

 

Gdzie były transferowane pieniądze pobrane w zamian za tzw. ubezpieczenie w Anglii?

 

Na te pytania powinna odpowiedzieć powołana w tym celu Komisja Sejmowa.

 

22.03 2017