Rozmawiałem ostatnio z kilkoma prawnikami, adwokatami i prokuratorami. Wszyscy narzekali na sędziów. Usiłowałem zaprosić jakiegoś sędziego do swojego programu, ale to okazało się być niemożliwe.

Problem z sędziami leży w strukturze tego środowiska i psychice. Istnieją sędziowie – i nie jest ich tak mało -, którzy, uważają się za bezkarnych i cierpią na kompleks boga. To środowisko krewnych i znajomych, które uważa, że ma los ludzki w swoich rękach. Człowiek nie ma szans.

Wszędzie na świecie sędzia jako człowiek podlega tym samym prawom, co współobywatele. U nas sędzia stoi ponad wszystkimi i nikt nie jest w stanie zagrozić jego pozycji.

To piękny i wspaniały zawód, lecz w Polsce został wypaczony całkowicie i stał się jedynie okazją do wzbogacenia się i narzędziem bogatych do walki z konkurencją. Protest środowiska sędziowskiego dotyczy moim zdaniem wyłącznie obrony swojej bezkarności i pozostania całkowicie poza kontrolą państwa.

W Wielkiej Brytanii chodziłem na otwarte rozprawy do Old Bailey (nic lepiej nie uczy języka, jak „żywe” prawnicze spory). Trafiłem na rozprawę, w którym jakiś sędzia był sądzony za wzięcie niewielkiej łapówki. W sentencji wyroku, jego kolega, sędzia prowadzący rozprawę, powiedział, że wyrok musi być większy niż dla zwykłego urzędnika, bo czyn popełniła osoba, której zaufali poddani królowej i nie można pozwolić, by to zaufanie zostało naruszone.

Chciałbym, by tak było w Polsce.