Adrian Stankowski, w artykule „Odbudować konfederację obywatelską”, („GPc”, 24.10.2018) napisał „jednym z fenomenów poprzednich (prezydenckich i parlamentarnych), zwycięskich dla obozu patriotycznego kampanii wyborczych był masowy udział i gorąca aktyw­ność tysięcy obywateli, którzy niczym wyborcze mróweczki, każdy na miarę własnych możliwości, wspierali główną narrację. Jedni wieszali zrobione przez siebie banery i plakaty, inni produkowali internetowe memy i filmiki, a wszyscy trzymali kciuki i wysyłali miliony lajków na portalach spo­łecznościowych. (…) „Dziś to obywatelskie pospolite ruszenie niepostrzeżenie rozlazło się do domów”. „część ludzi uznała, że od polityki mają władzę, z drugiej nie widać ze strony polityków wystarczających zabiegów o tę obywatelską aktywność i utrzymanie swoistej konfederacji wolnych obywateli. Czas najwyższy to zmienić”.

Spostrzeżenie słuszne tylko wnioski nie do końca trafne. Uważam, że gwałtowne wygaszenie zaangażowania najbardziej aktywnych zwolenników PiS nastąpiło z chwilą wyrzucenia z rządu przez J. Kaczyńskiego i władze partii B. Szydło, A. Macierewicza i J. Szyszki. Nagle wszyscy mogli zobaczyć, że nie liczy się zaangażowanie, charyzma i popularność. Za ciężką pracę podziękowano im z buta.

Im dłużej prawica rządzi również ja widzę na internetowych forach coraz większą apatię i zanik zaangażowania ludzi ide­owych, dzięki którym prawica przetrwała i zdobyła władzę.

Wyborcy PiS myśleli, że prezydent i rząd tworzą jedną drużynę jednak szybko się okazało, że im dalej od wyborów, tym ich drogi coraz szybciej zaczęły się rozchodzić. Próby odcięcia się od PiS i budowania własnego zaplecza przez prezydenta A. Dudę przy pomocy wetowania najważniejszych reform (o Regionalnych Izbach Obrachunkowych, Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, ustawy degradacyjnej) wielu zniechęciło do prawicy. Mętne tłumaczenie przyczyn zmian w noweli ustawy o IPN, rozjeżdżanie się oficjalnych wypowiedzi rządu o nie wpuszczaniu imigrantów, z coraz większą ich ilością w miastach, mówienie o niezależności polskiego wymiaru sprawiedliwości od Unii gdyż w traktatach kompetencje w tym zakresie nie zostały jej przekazane i coraz częstsze sugestie, że reforma wymiaru sprawiedliwości będzie musiała ulec modyfikacji ,szeregu zwolennikom odbiera chęci do działania.

Wielu miało nadzieję, że PiS przejmując władzę będzie kierowało się słowami z ewangelii według św. Mateusza: Wasza mowa niech będzie: „Tak – tak, nie – nie”. Niestety im dłużej rządzą tym widać coraz większą dychotomię między tym co deklarują a tym co w rzeczywistości robią. Takie działania wpływają demobilizująco na sporą część zwolenników partii.

Podczas ostatnich wyborów samorządowych zaobserwowałam, że na listach wyborczych PiS w Malborku zamiast sprawdzonych działaczy samorządowych znaleźli się ludzie przypadkowi, niezwiązani z partią, których nigdy nie widziałam na zebraniach i uroczystościach.

Moje obserwacje potwierdza Wojciech Mucha, w artykule „Zmierzch Buczkowskich”, („GP”, 03.10.2018, nr 40) pisząc „Jednak sygnały dochodzące z wielu miejsc w Polsce pokazują, że „centrala” PiS ma, co najmniej średnie rozeznanie, co do tego, kto i w jaki sposób wchodzi na listy partii Jarosława Kaczyń­skiego. Lokalni prominenci nie kwapią się do przekazywania informacji „do góry”. Z całej Polski płyną wiadomości o za­stępowaniu ideowych działaczy „swoimi” i „farbowanymi”, których jeszcze niedawno nie sposób było kojarzyć z prawicą.”

Osobiście chciałabym wiedzieć, jakie są kryteria wystawiania kandydatów na listy wyborcze, kto o tym decyduje, jak odbywa się ich weryfikacja, kto i kiedy ją przeprowadza.

Jeżeli usuwa się lub odstawia na boczny tor ludzi, dzięki którym partia przetrwała najtrudniejsze czasy, którzy nie bacząc często na szykany i oczernianie trwali przy niej, to nie dziwmy się, że są rozgoryczeni i mają żal do władz i polityków PiS. Ich zaangażowania i entuzjazmu przypadkowi skoczkowie nie zastąpią, a gdy tylko zaczną się trudności będą pierwszymi, którzy opuszczą jej szeregi. O tym politycy powinni byli wiedzieć jeszcze przed przejęciem władzy, a po jej zdobyciu dbać przede wszystkim o swój żelazny elektorat. Niestety wielu o tym zapomniało.

Entuzjazmu, który został wygaszony nie da się zapalić jak zapalniczki. Łatwo go wygasić ale trudno go rozbudzić na nowo.

Foto:biblioteka mediów