Dostrzegam charakterystyczny syndrom: tak, jak znaczna część prawicy nie uznaje roli człowieka w ocieplaniu klimatu, tak znaczna część lewicy liberalnej nie dostrzega, udaje że nie dostrzega lub wprost zaprzecza roli ekstremalnych polityk klimatycznych Unii Europejskich w postępującej utraci konkurencyjności gospodarek europejskich, wzroście kosztów utrzymania i wynikającej z tego postępującej pauperyzacji społeczeństwa i jego radykalizacji.

Dla lewicy liberalnej za wzrost kosztów odpowiedzialny jest zawsze kapitalizm i „złe przyzwyczajenia” ludzi, a za radykalizację nastrojów: „skrajna prawica” i rosyjskie „fake newsy”.

W konsekwencji tego podstawowego fałszu, lewica liberalna domaga się ograniczenia wolności słowa i sufluje informacyjne bzdety w rodzaju tego, co poniżej Onet.

W pewnym sensie, obie strony żyją w permanentnej ułudzie, przy czym ta lewicowa ma się o tyle lepiej, że o ile lewica kompletnie nie przeszarżuje, to prawica właściwie nie ma na jej dokonywane taktyką odkrawania plasterków salami poczynania sposobu.

Obecny zwrot prawicowy, który możemy zaobserwować na Zachodzie żadną miarą nie jest żadną „rewolucją konserwatywną”. Na to prawica nie ma dość siły. Jak pisze Sonnet Frisbie z think-tanku „Moning Consult Pro” (link w pierwszym komentarzu) obeserowane w UE wzmocnienie prawicy jest wywołane nie tyle zmianą postaw ideologicznych w społeczeństwach krajów Europy, ale raczej zmęczeniem radykalizmem i tempem progresywnych polityk. Charakterystyczne, że na Zachodzie popularność zyskują głównie nowe partie „tożsamościowe”, na które głosują Ci, którzy nie mogli w obecnym establiszmencie znaleźć partii odpowiadającej ich poglądom.

Poglądy te jednak są ściśle reaktywne – ruch nowej prawicy jest przede wszystkim ruchem sprzeciwu a nie ruchem idei. Stąd charakterystyczna niezborność i trudności w skonstruowaniu wspólnego paneuropejskiego frontu prawicy. Niewątpliwie obecnie dwa zagadnienia ogniskują ten sprzeciw. Jest to „Zielony Ład” zagrażający bezpośrednią perspektywą utraty miejsc pracy (a przynajmniej miejsc „dobrej pracy”, oraz europejska polityka migracyjna, którą coraz liczniejsza część mieszkańców Europy znajduje jako zagrażającą całościowo europejskiemu ładowi społecznemu.

Można sobie jednak łatwo wyobrazić, że jeśli tylko strona liberalno-lewicowa utemperuje swoje radykalne zapędy w tych kwestiach, to te partie sprzeciwu utracą napęd, gdyż nie łączy ich właściwie żadna głębsza idea. Tak naprawdę nie łączy ich nawet religia, często przez liderów, takich jak np. Mateo Salvini, traktowana zasadniczo instrumentalnie.

Z pewnością, do tych aspektów polityki, które raczej łączą niż dzielą polityków europejskiej nowej prawicy jest ich krytyczny stosunek do globalizacji. Zarazem jednak – nie został jak dotąd przez prawicę nakreślony żaden paneuropejski program przeciwdziałania globalizacji. Można chyba powiedzieć, że każdy pojednynczy przywódca nowej prawicy chciałby zachować tu suwerenność w tym sensie, żeby czerpać dla swojego kraju korzyści z wymiany międzynarodowej, nie ponosząc zarazem jej kosztów. Moim zdaniem – brakuje tu spójnej wizji.

Nader charakterystyczny jest stosunek europejskiej prawicy do Rosji. Właściwie tylko kraje naszej części kontynentu sprzeciwiają się powrotowi do „business as usual” z Rosją – a i tu wyjątkiem są Węgry. Dla prawicy na Zachodzie Rosja to nie tylko kraj, z którym można robić dobre interesy, ale też – na swój sposób – przykład „walki tożsamościowej”. Jeśli, co często piszę, liberalny Zachód jest opanowany przez gnostyczną ideę postchrześciajńską, to Rosja – pomimo swoich wszelkich okropieństw – jest podmiotem, który twardo walczy o swoje miejsce w świecie nie dopuszczając do tego, żeby ta gnoza „zatruła” ich prawosławny „russkij mir”.

Z takiej perspektywy Rosja jest owym „katechonem”, który nie whając się ponosić ogromnych kosztów – sprzeciwił się „szatańskiemu” Zachodowi. Można nawet powiedzieć, że sformułowana przez Aleksandra Dugina „czwarta teoria polityczna” jest oryginalnym wkładem Rosji w dorobek historii idei. Jest ona „czwartą teorią” właśnie dlatego, że nie jest ani liberalizmem, ani socjalizmem, ani faszyzmem. Niezależnie od jej jakości – samo to, że putinowska Rosja wydaje się do niej nawiązywać – umocowuje ją jako nowatorski system ideologiczny nadający tradycjonalizomowi nowy sens umieszczając gow w nowych ramach.

Piszę to nie dlatego, że jestem jakimś fanem Dugina, ale dlatego, że największym problemem prawicy na Zachodzie jest właśnie utrata sensu tradycji. Gnostycko pojmowana postępowość po prostu odarła tradycję z wszelkiego sensu. Cywilizacja, kultura i wszystko, co się z tym wiąże zostało zdekonstruowane, obrane jak cebula i wynicowane. Zostało sprowadzone do rzeczy „przygodnych” a zatem nieistotnych, do spraw z którymi można (a nawet należy) się szybko rozstać w imię postępu. Prawica na Zachodzie nie poradziła sobie z tym wyzwaniem i nie znalazła na taką strategię lewicy dobrej odpowiedzi. Spoziera zatem na Rosję, na Dugina jak na swego rodzaju objawienie.

Podsumowując – z jednej strony cieszy mnie, że europrawica jakoś tam rośnie i przynajmniej w wymiarze spraw bieżących będzie (mam nadzieję) stawiać większy opór lewactwu.

Z drugiej jednak strony – czekam na „piątą teorię polityczną”, która tym razem powinna się zrodzić na Zachodzie a nie na Wschodzie. To musi być – moim zdaniem – teoria nowego typu, abstrahująca od wymiaru religijnego. Niechaj i będzie w jakimś wymiarze „postchrześcijańska”, ale z naciskiem na „post”. Sam taki potencjał teoriotwórczy widzę w cybernetyce i teorii systemów, ale zdaję sobie sprawę, że na obecną chwilę może na to być za wcześnie. Z drugiej jednak strony – nie widzę lepszej kandydatury, nie znajduję żadnych innych racjonalnych umocowań, na gruncie których możnaby ocalić sens tradycji kultury w świecie Zachodu. Abym się mylił!

Czytaj więcej.