Red. naczelnemu Onet marzy się federacyjna Unia Europejska. W artykule „Albo zbudujemy stany zjednoczone Europy, albo Europy nie będzie” już w samym tytule zawarta jest manipulacja. Bo nawet jeśli UE się rozpadnie, to Europa zostanie. W jakim kształcie to już inna sprawa.
Autor wylicza argumenty za federalizacją np. będzie silniejsza gospodarczo i ekonomicznie. Będzie miała większą armię gotową dać odpór Rosji w przypadku agresji. To wszystko prawda,
Węglarczyk pomija jednak niewygodne dla swej tezy fakty, że części składowe takiej federacji, czyli obecne suwerenne państwa, tę suwerenność będą miały ograniczoną. Bo taka jest istota ustroju federacyjnego. Będą może miały własne konstytucje, rządy lokalne, parlamenty jak w Niemczech, Austrii czy USA, jednak cała polityka zagraniczna i obronna będzie należeć do rządu federalnego takiego tworu. Zostanie im, na pociechę, polityka wewnętrzna, fiskalna, edukacja i to tylko w tym zakresie, jeśli nie będzie sprzeczna z prawem federalnym .
I jeszcze jedno, owe „kraje” Zjednoczonej Europy mogą być pozbawione prawa secesji czyli wystąpienia jak to ma miejsce w Niemcy, Austria. Nie wiemy zresztą na jakich warunkach mogłoby dojść do federalizacji. I w tym tkwi cały szkopuł. czyli tu jest pies pogrzebany.
Jednak pospekulujmy trochę i załóżmy, że federacyjna UE miałaby ustawę zasadniczą podobną do niemieckiej. Bo nie oszukujmy się, to Niemcy prą do niej i to one ( jeśli powstanie) będę w niej grały pierwsze skrzypce. W obecnej niemieckiej konstytucji, art. 29 mówi wyraźnie, że ustawa federalna może podzielić kraj na nowo. Na nowe landy. Co prawda taka decyzja musiałaby być poprzedzona referendum, a jej wyniki to zawsze niewiadoma to jednak taka furtka w niemieckiej ustawie zasadniczej jest i rząd federalny może z niej skorzystać jeśli taką potrzebę uzna.
Załóżmy, że w konstytucji przyszłych Stanów Zjednoczonych Europy taki artykuł też się pojawi. I co wtedy? Ano to, że rząd federalny takiej Europy z siedzibą w Brukseli mógłby dojść do wniosku, że z ważnych powodów np. gospodarczych, militarnych trzeba na nowo wytyczyć swoje wewnętrzne granice lub utworzyć nowy „kraj” o nazwie np. „Pomorze” złożony z części Pomorza obecnie należących do Polski i Niemiec.
Dziś jednak to tylko political fiction i całe szczęście, że fikcja. Jednak wystarczająco długo żyję na tym świecie by nie wiedzieć, że w polityce, także zagranicznej, nie ma słów „nie” i „nigdy” i coś z tą Unią trzeba będzie zrobić, bo od jakiegoś czasu trzeszczy nam w szwach. Trzeba ją zreformować, ale jak?
Federalizacja jest złym pomysłem. Warto też przypomnieć autorowi, że Polacy głosujący w referendum za wejściem naszego kraju do UE, mieli przed oczyma #związeksuwerennychpaństw, a nie „sajedzinione sztaty Jewropy „. Ich pierwej należałoby spytać o zgodę czy w tak zjednoczonej Europie chcą być. Czy chcą by o polityce zagranicznej i obronnej decydował rząd w Warszawie czy Brukseli?
Mogę się mylić, ale podejrzewam, że znaczna liczba sympatyków UE w Polsce, wybrałaby opcję pierwszą. W Warszawie.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz