Jakoś dziwnie  przechodzimy do porządku nad tzw. celebrytami, których wykształcenie umożliwiałoby im co najwyżej zatrudnienie przy prostej pracy fizycznej wykonywanej za pomocą miotły lub łopaty. Tak samo traktujemy niektóre media zbyt często podające bzdury.

 

Paulina Młynarska (de domo), Zbigniew Hołdys – wykształcenie podstawowe.

Nieżyjący już „profesor” Bartoszewski – ledwie matura, złośliwi dodają, że tylko „mała”, czyli przekładając na dzisiejsze realia – ukończone gimnazjum.

Ikona rządów Tuska, minister Jan Antony Vincent-Rostowski, zwany również profesorem, tak naprawdę był jedynie bakałarzem, czyli kimś w rodzaju naszego licencjata.

O omc magistrze Kwaśniewskim nie wspomnę, choć w porównaniu do w/w zabrnął edukacyjnie najwyżej.

A inni?

Najłatwiej rozszyfrować ich po własnych publikacjach.

uid_d8433dc92b9d47b62768f70e2d82abe11326104753417_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355

Paweł Wroński, wysuwany na czołowego „intelektualistę” organu Michnika (gazeta wyborcza), i to takiego znającego się na wszystkim, w piątkowym wydaniu GW pisze o „helikopterowej szarży ministerstwa”.

Oczywiście jak cały KOD jest zdania, że oparte o pochodzącą z końca lat 1950-tych konstrukcję śmigłowce Caracale trzeba kupić mimo tego, że są 2,11 do 2,58 razy droższe niż Black Howk’i, które są konstrukcyjnie o prawie 20 lat młodszej!

Konkretnie: Carakal to wydatek 45-55 mln $ za sztukę, Black Hawk tylko 21,3 mln $.

Black Howki latają w armiach ponad 20 krajów świata, wyprodukowane w ilości ponad 4000 sztuk. To podstawowy sprzęt najpotężniejszej armii świata – US Army. Caracal natomiast wg tej samej GW to śmigłowiec śladowy – ogółem w służbie znajdują się 34 sztuki!

Wrońskiemu i innym chłopakom z Czerskiej wolno mieć własną wizję świata.

Ba, jako publicyście wolno mu nawet postulować kupno działek na Jowiszu czy tez udział w krucjacie w gwiazdozbiorze Aldebarana.

Jeśli uważa, że za przestarzały sprzęt używany na świecie w śladowych ilościach powinniśmy płacić mniej więcej tak, jak za „pendolino”, to jego sprawa i redakcji, która promuje takie poglądy.

Jeśli jednak chce na poważnie brać udział w dyskusji powinien posiąść odpowiednią ku temu wiedzę.

Tymczasem każdy w miarę uważny czytelnik odrzuci głos Wrońskiego jako bredzenie laika.

Ba, nie tyle laika, ale zwykłego cymbała.

I tu dochodzimy do sedna.

Stanowiąca integralną część tekstu Pawła Wrońskiego tabela porównująca Caracala z Black Hawk’iem podaje objętości kabiny ładunkowej.

Tyle, że w…. metrach kwadratowych!

SONY DSC

Tymczasem objętość podajemy w metrach sześciennych, o czym wiedzą dzieci już na poziomie 3 klasy szkoły podstawowej.

Czy to taki mały lapsus, których w historii GW od czasów słynnego tekstu Michała Cichego o Powstaniu Warszawskim co nieco było?

Jeśli jednak Wroński chce być traktowany poważnie, to równie poważnie powinien podawać materiał, który ma ilustrować jego tezy.

Zakładając, że zamiast objętości kabiny ładunkowej chodzi o jej powierzchnię, wtedy dopiero zaczynamy się zastanawiać nad realnością francusko-niemiecko-hiszpańskiej oferty.

Jeśli bowiem podzielimy powierzchnię kabiny ładunkowej przez liczbę transportowanych żołnierzy dla Caracala otrzymujemy 0,55 m2 na osobę.

Black Hawk natomiast potrzebuje 1,02 m2.

Czy to oznacza, że w Caracalach żołnierzy przewozi się na stojąco?

Mniejsza z tym. Paweł Wroński podający objętość w metrach kwadratowych postawił pytanie o swoje wykształcenie.

Jako że to człowiek  starszej już daty (rocznik 1964) musiał zdawać na maturze matematykę.

Dostał ściągę, czy tez tylko udaje, że egzamin dojrzałości ma poza sobą?

Gdzie jednak była korekta w GW?

Przeoczyli, czy nie mieli pojęcia, w jakich jednostkach mierzy się objętość?

Objętość podana w metrach kwadratowych świadczy  więc o dyletanctwie GW.

Nie tylko o poziomie piszących w niej publicystów.

22.10 2016