Nowy miesiąc w kalendarzu, a więc sięgnąć należy do godzinek księcia de Berry i zawartego w nich kalendarza. I jest – majówka w XV-wiecznej Francji.

Było oto zwyczajem późnośredniowiecznych wyższych sfer, by w pięknych, słonecznych dniach miesiąca maja udawać się na wycieczki do tryskającego świeżą zielenią lasu. Zrywano gałązki dla ozdobienia dworskich siedzib. Słuchano muzyki wygrywanej przez grajków. Spędzano czas na łonie natury. Świadectwa takich rozrywek odnajdziemy w literaturze rycerskiej i w dziełach sztuki, takich jak ta miniatura.
Oczywiście były to rozrywki – jakby to później powiedziano – „klasy próżniaczej”.

Klasa próżniacza… a dzień 1 maja. Nie sposób uciec od krótkiej refleksji. Niewątpliwie cholernie niebezpiecznej. Ale co tam. Nie ma to jak narazić się wszystkim 😜

Oczywiście daleko jeszcze było w czasach, które ukazuje nam piękna francuska miniatura, do realiów świata Thorsteina Veblena, Roberta Owena i Eduarda Bernsteina oraz do wydarzeń, które posłużyły za impuls do nadania dacie 1 maja takiego znaczenia, jakie ma ona obecnie; co nie znaczy ma się rozumieć, że i tamten XV-wieczny świat nie posiadał – całkiem zresztą podobnych – społecznych problemów.

„Święto pracy” nam dziś wciąż jeszcze kojarzy się przede wszystkim z „epoką słusznie minioną” – co zrozumiałe, z racji na to, jakim kuriozum były jego masowe i „dobrowolne” obchody w Polsce Ludowej. Jednak w rzeczywistości geneza święta sięga czasów znacznie wcześniejszych, bo schyłku XIX w. Wprowadzono je w 1890 r., dla upamiętnienia wydarzeń o kilka lat wcześniejszych, kiedy to podczas protestów w Chicago (1-4 maja 1886 r.), w starciach z policją, zginęło co najmniej kilkanaście, a przypuszczalnie raczej kilkadziesiąt osób.
A z jakiego to powodu potraktowano demonstrantów tak brutalnie? W jakiej sprawie protestowali? O co walczyli?
Otóż o to, co dziś nam wszystkim wydaje się czymś zwyczajnym. O ośmiogodzinny dzień pracy. Również o godne zarobki (z tym i do dziś nierzadko bywa różnie).
Ciężki był to czas. Kapitalizm nawet jeszcze u schyłku XIX stulecia nie był wciąż przyjaznym zwykłemu człowiekowi systemem. Późniejsze wielkie wydarzenia dziejowe – w dużej mierze niestety tragiczne – stopniowo nadały mu znaną dziś milutką „ludzką twarz”. Ale demony tamtych młodych lat kapitalizmu nie śpią. Podnosiły już łeb nie raz; także i nie tak znowu dawno – w okresie „ustrojowej transformacji” – w naszej ojczyźnie. A bezwstydnie w wielu miejscach na świecie trzymają go wysoko i obecnie.

Trudne sprawy. Śmierdzą okropnie polityką. Z jej płytkim i instrumentalnym podejściem do historii, które ogromnie przeszkadza historykom w obiektywnym, rzetelnym, swobodnym opisywaniu minionych wydarzeń. Najrozmaitszych wydarzeń…
Osobiście wolę więc kierować swój wzrok w tamto odległe – choć z całą pewnością również dalekie od doskonałości – barwne jednak i piękne… średniowiecze.

Na powyższych ilustracjach:
„Bardzo bogate godzinki księcia de Berry”, fragment karty kalendarza na miesiąc maj; ok. 1410 r., Francja.
Zamieszki w Chicago, 4 maja 1886 r. (tzw. Haymarket Riot); ilustracja z nowojorskiego czasopisma „Harper’s Weekly” z tamtego okresu.
Thorstein Veblen (1857-1929) – ekonomista i socjolog, profesor kilku amerykańskich uniwersytetów, krytyk kapitalizmu, twórca pojęcia „klasy próżniaczej”, jak też pierwszej definicji „czasu wolnego”.