Pamiętacie te czasy, gdy ludzie głosowali z nadzieją, że politykę da się jeszcze naprawić? Że może naprawdę przyjdzie ktoś „spoza układu”, kto nie tylko nie będzie kradł, ale nawet nie będzie się łasił do stołków, nie będzie pchał pociotków na ciepłe posadki, nie będzie handlował ideałami jak cebulą na bazarze? Pamiętacie te pełne zachwytu oczy, gdy Hołownia wchodził do Sejmu jak Jezus do Jerozolimy – niesiony na ramionach entuzjazmu, z aureolą „zmiany” nad głową?
No to otwórzcie oczy. Bo ta „zmiana” to dziś polityczny kosz na odpady. I to dosłownie.
Hołownia miał być „inny”. „Spoza układu”. „Nowa jakość”. „Światło w tunelu”. Słyszeliście to wszystko. Pytanie tylko, co dostaliście? Nową jakość? Tak, jeśli za nową jakość uznać kolesiostwo o zapachu perfum z Rossmanna, podlane sosem z Instagrama i przykryte papierową etykietką „etyka w polityce”.
Dostaliście typowego celebrytę zamienionego w marszałka Sejmu. Człowieka, który zredukował urząd marszałka do studia nagrań i sceny do relacji na żywo z „gabinetu zmiany”. Który bardziej dba o ton światła w kadrze niż o treść ustaw przechodzących przez salę plenarną. A wszystko to podlane lukrem: „dialog”, „wspólnota”, „mosty zamiast murów”. Brzmi pięknie – dopóki nie zobaczycie, że za tymi mostami prowadzi się stara dobra ścieżka do komunalnych synekur.
Weźmy Radom. Miasto, które najczęściej pojawia się w wiadomościach, gdy ktoś z polityków odleci w kosmos absurdu. Tym razem mamy jednak coś szczególnego: oto były kandydat z list Hołowni – facet zajmujący się wcześniej sprzedażą torebek i pasków – trafia prosto do zarządu miejskiej spółki od śmieci. Radkom – brzmi dumnie, ale to żadna rewolucja. To klasyczne przetasowanie: swój przegrywa wybory, ale przecież nie zostaje na lodzie. Dostaje wiceprezesa. A co z pracownikiem z 10-letnim stażem? Wyrzucony. Z dnia na dzień. Osiem miesięcy przed emeryturą. Bez uzasadnienia. Bez litości.
I nie, to nie przypadek. To nie marginalna sytuacja. To jest system. System Trzeciej Drogi, który działa dokładnie tak samo jak system każdej innej partii, tylko z lepszym PR-em. Zamiast Misiewiczów – „eksperci od mody skórzanej”. Zamiast „naszych z komitetu” – „nasz człowiek z Instagrama”. Zamiast nepotyzmu – „proces rekrutacyjny z rekomendacją”.
Hołownia to nie „świeży powiew”. To przeciąg po Petru. Z tym samym scenariuszem, tylko odświeżonym językiem. To Petru 2.0 z katolickim rodowodem, który miał przywrócić powagę Sejmu, a przywrócił tylko kabaret – tym razem na kółkach, z objazdową trupą „etyki i wartości”.
Kiedyś śmialiśmy się z Platformy, że rozdaje stołki „krewnym i znajomym królika”. Potem robili to wszyscy. A teraz robi to Hołownia – tylko z większą gracją. Z uśmiechem. Z okładką „Polityki”. Z komentarzem w „Newsweeku”, jak to „trudne jest wdrażanie standardów w tak zepsutym systemie”.
Otóż nie. To nie system jest zepsuty. To wy go właśnie zasiedliliście. Z butami, ze skórzaną teczką, z napisem „PSL 2050”.
Tak kończy się wiara w politycznych jednorożców. Myśleliście, że to będzie nowa opowieść? Nie. To była tylko nowa wersja „Misia” Barei. „Projekt pokoleniowy”? Raczej pakiet startowy dla nowej fali cwaniaków. Cwaniactwo 3.0, kompatybilne z TikTokiem i narracją „jestem normalnym chłopakiem z TVN-u”.
I nie łudźcie się – to nie jest koniec. Trzecia Droga to tylko przystanek. Teraz będą tworzyć nową partię – dla zawiedzionych Szymkiem, rozczarowanych Platformą i zdegustowanych Lewicą. Nowe szyldy, nowa „misja”, nowe twarze – ale ten sam stary numer: weź głosy naiwnych, zamień na stanowiska, a potem opowiadaj o „potrzebie powrotu do zaufania w polityce”.
Hołownia, jak każdy dobrze wyszkolony produkt PR-u, zrobił jedno: sprzedał iluzję zmiany, a kupił realną władzę. I dokładnie tak ją wykorzystał. Nie do reformy. Do rekonstrukcji układu. Z nowym kolorem, z nową muzyką, ale z tym samym menu: „stołek, dla mnie, na wynos”.
Zostaw komentarz