Ujawniłem się i opowiedziałem, nie po tej stronie, po której „powinienem”. Tak twierdzą moi byli koledzy, bo to oni wyznaczają granice i strony. Przynajmniej tak się im wydaje. Wymagają jedynej tylko interpretacji oraz jedynej filozofii dziejów: ich filozofii. Każdy, kto przeciwstawi się temu, spojrzy krytycznie na siebie i czasy, w które zamieszał się z głupoty, naiwności, niewiedzy, lecz z własnej woli i potrzebował trochę czasu, by to zrozumieć, wyciągnąć wnioski i przynajmniej spróbować naprawić błąd, uznany jest natychmiast za „zdrajcę”, „renegata”, „mazgaja”, „miernotę, plamiącą honor oficera”. Właśnie: Honor!

Na moich spotkaniach z czytelnikami oskarżany jestem o wszystko. O istnienie departamentów sb, o morderstwa z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, o wprowadzenie stanu wojennego, o decyzje, spychające ogromną część ludzi na margines. Ci, którzy zadają mi te pytania z ukrytym w nich oskarżeniem wiedzą dobrze, że moje zawodowe życie zaczęło się formalnie w listopadzie roku 1982, a praktycznie we wrześniu 1984, kiedy po „Kiejkutach” wylądowałem w Wydziale XI Departamentu I, wiedzą, że byłem tylko nic nie znaczącym trybikiem machiny i nic ode mnie nie zależało, ale pytają, bo kogo mają pytać? Jestem chyba jedynym człowiekiem ze strony wówczas przeciwnej, który nie bał się stanąć przed nimi otwarcie, spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć, zwyczajne: „Przepraszam” za winy, których nigdy nie popełnił. Byłem jednak w określonym systemie i tego nie zmienię.

Znów przekroczę „500 znaków”, ale muszę to napisać. Wiecie Państwo już pewnie o co mi chodzi. Dziś na Targach Książki pan Piotr Jegliński zadał kilka pytań panu Turowskiemu, nielegałowi Dep I i autorowi kryminałów. Chciał zadać, bo pan Turowski miał chyba jakąś obstawę. Zobaczycie to zresztą na filmie.

Proszę Państwa, tu na prawdę nie chodzi o zemstę. Pan Jegliński i jego rodzina zniósł wiele szykan ze strony SB oraz był przedmiotem ostrego rozpracowania, przez ludzi w takich rolach, jaką pełnił kiedyś pan Turowski. Nic więc dziwnego, że chce usłyszeć od nich, jak było i zwykłe ludzkie „Przepraszam”. Zamiast tego mamy udowadnianie „walki o Polskę”, „wallenrodyzm” i deprecjację tych, którzy inaczej tą Polskę rozumieli.

Pan Jegliński jest moim wydawcą. Nie wie jednak, że zdecydowałem się napisać te słowa. Nie przeczyta ich pewnie, bo nie odwiedza FB. Uprzedzam „zarzut”, jaki natychmiast zostanie sformułowany pod moim adresem. Napisałem to, jeden z „trzech pisarzy Departamentu I”, jak określił to profesor Sławomir Cenckiewicz i redaktor Cezary Gmyz, bo właśnie honor oficera sprawia, że rozumiem, co chciał pan Piotr Jegliński wszystkim przekazać. Każdy z nas popełnia błędy, ale tylko nieliczni potrafią z tych błędów rozliczyć się, zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Nie myślę o sobie. Mam tylko nadzieję, że pan Turowski, też to zrozumie i odpowie w końcu na pytania pana Jeglińskiego. Ostatecznie, to pan Jegliński był ofiarą, a nie kolejny pisarz z wywiadu PRL.

W uzupełnieniu wpisu.

Wywiad pana Jeglińskiego (tutaj). Warto przeczytać, by zrozumieć konieczność świadomego rozliczenia przeszłości. Nigdy nie uczestniczyłem w akcjach wymierzonych przeciwko życiu lub zdrowiu człowieka, ale odium spada na mnie i na wielu ludzi mnie podobnych, chociaż nikt z nas o tym nie wiedział. Czas w końcu powiedzieć wszystko o tamtych czasach. Dlatego też pan Turowski powinien powiedzieć jak było i dlaczego. Pomoże to przede wszystkim jemu. Ostatecznie, coś z zakonu Jezuitów powinien pamiętać. Ja nigdy nie miałem związków z żadną formacją kościelną, a Biblie znam i często cytuję, bo to „mądra księga”. I dziś mam dla pana Turowskiego (i wielu innych) wspaniały cytat z listu Św. Piotra:

„Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.”