Podobno każdy kraj w UE ma prawo do prowadzenia własnej polityki. Jak to wygląda w praktyce mogliśmy się przekonać, gdy Martin Schulz przewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicznie zagroził użyciem siły wobec takich krajów jak Polska, jeżeli nie zgodzimy się na narzucone limity imigrantów muzułmańskich.

Z kolei kanclerz Austrii Werner Faymann powiedział w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel”, że należy zastanowić się nad sankcjami dla krajów UE sprzeciwiających się obowiązkowym kwotom imigrantów. Zaproponował, aby opornym obniżać unijne fundusze strukturalne.

Imigranci w przeważającej większości wypadków są w Europie, albo w obozach dla uchodźców poza nią. Zgodnie z rozporządzeniem UE (tzw. Dublin II), wydanym na podstawie art. 78 TFUE, „uchodźca, co do zasady otrzymuje swój status ochronny w pierwszym państwie UE, którego granice przekracza”. Ich życiu nic już nie zagraża. Oni uciekają z Włoch, Grecji, Turcji nie przed śmiercią tylko w celu łatwego życia, więc dlaczego mamy ich przyjmować.

Według traktatu Unijnego decyzja o ilości przyjmowanych imigrantów należy do suwerennej decyzji każdego państwa członka Unii Europejskiej. Ponieważ Polska nie przekazała swoich kompetencji dotyczących przyjmowania uchodźców na poziom UE, w związku z tym Komisja Europejska nie ma żadnych podstaw prawnych, a tym samym kompetencji wyznaczania nam jakichkolwiek kwot. Mimo tego Komisja przy pomocy szantażu próbuje wymusić dla Unii prawo w zakresie nieprzekazanym traktatami integracyjnymi. Nie jest to omijanie prawa, tylko ordynarne jego łamanie.
W związku z tym mam pytanie: Czy jesteśmy suwerennym państwem czy nie? Gdzie jest rząd, prorządowi dziennikarze i eksperci, którzy krytykowaliby te próby szantażu.

Jedyne komentarze, jakie słyszałam to stwierdzenie E. Kopacz, że „Polska jest zbyt ważnym krajem by ulegać presji”, wiceministra spraw zagranicznych R. Trzaskowskiego – „Unia nas nie szantażuje tylko realnie przedstawia sytuację”. Natomiast J. Pitera, odnosząc się do słów Martina Schulza powiedziała: „polityk taki jak on często wypowiada się emocjonalnie i nie należy przywiązywać do nich wagi, bo nie jest to stanowisko Unii”.

Gdy prezydent A. Duda podczas przemówienia w 35. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych w Szczecinie stwierdził zgodnie z prawdą, że Polska „nie jest dziś krajem, o którym można by powiedzieć, że jest państwem sprawiedliwym, w którym obywatele traktowani są równo”, wypowiedź ta spotkała się w prorządowych mediach z nieprawdopodobną krytyką. Na temat tego ordynarnego szantażu wszyscy milczą.

09.09.2015 podczas posiedzenia w Brukseli szef KE Jean-Claude Juncker powiedział: „20 mln potomków Polaków mieszka poza Polską w wyniku emigracji politycznej i ekonomicznej, po wysiedleniach, przesiedleniach podczas bolesnej historii Polski”.

To prawda, że dużo Polaków wyemigrowało, z tym, że Polacy przybywając do kraju, w którym się osiedli nigdy nie przywozili ze sobą terroryzmu i nie narzucali swojej wiary gospodarzom, tylko ciężko pracowali i szybko się asymilowali ze społecznościami, w których żyli.

J. C. Juncker mówi: (…)„Od początku roku prawie 500 tysięcy osób przedostało się do krajów Unii. Liczby robią wrażenie i dla niektórych są źródłem obaw. Ale to nie jest właściwa chwila, by się bać czy obawiać. To czas, by śmiało, w sposób zdecydowany i uzgodniony działać na szczeblu UE. To kwestia humanitarna, kwestia ludzkiej godności” .

Wynika z tego, że nasze bezpieczeństwo po przyjęciu muzułmanów nie jest zagrożone, a strach, który towarzyszy naszemu społeczeństwie nie ma podstaw. Płonące przedmieścia miast Wielkiej Brytanii, Paryża, Sztokholmu, ataki terrorystyczne i fala przestępczości, to tylko wytwór naszej chorej wyobraźni. Widząc, przez co przechodzi Zachód nasze granice powinny być dla nich zamknięte, dzięki czemu oszczędzimy sobie niekończących się problemów i wielu tragedii.

Chciałabym by pan Juncker, powiedział mi, kiedy według niego będzie ta właściwa chwila by się bać, i odpowiedział na jedno proste pytanie: Czy zbiorniki retencyjne zapobiegające powodziom buduje się przed czy w trakcie powodzi?.

J. C. Juncker mówi: (…) „Kraje bałtyckie i Polska to bardzo ważni członkowie UE, dlatego nie powinny wątpić, że w sytuacji zagrożenia ich granic UE będzie z nimi”.

A jak to jest z gwarancjami dotyczącymi integralności granic Ukrainy? W grudniu 1994 roku Ukraina w zamian za nuklearne rozbrojenie otrzymała deklarację respektowania jej suwerenności oraz integralności terytorialnej gwarantowane przez USA, WB, Chiny i Francję. Polegając na tych gwarancjach Ukraina straciła Krym, a Donieck i Ługańsk oderwały się od niej i trwa w nich wojna.
Wł. Cimoszewicz mówi: „pamiętajmy o tym, że za kilka miesięcy Unia będzie podejmowała decyzję o przedłużeniu sankcji wobec Rosji, a nam zależy, by były one podtrzymywane”.

Jak to podtrzymywane sankcji wobec Rosji wygląda widzimy w praktyce. Mimo ich nałożenia za aneksję Krymu i konflikt rosyjsko-ukraiński kilka zachodnich koncernów z Niemiec, Francji, Austrii, WB, Holandii podpisało z Gazpromem intratne kontrakty w sprawie budowy kolejnych dwóch nitek gazociągu Nord Stream 2 na dnie Bałtyku. Najważniejszy jest interes, a nie sankcje i jakaś Ukraina.
Z kolei E. Kopacz mówi:, „kiedy do nas napłynie fala imigrantów ze wschodu będziemy liczyć na solidarność UE”.

My Polacy przerabialiśmy już solidarność Zachodu w 1920 roku, podczas Konferencji Wersalskiej, w 1939 roku i wiemy, na czym ona polegała w Jałcie. Odmówiono nam statusu stałego obserwatora na szczytach Eurogrupy, oraz budowy baz NATO. Znając historię powinniśmy wyciągnąć wnioski, że w sytuacji kryzysowej czy zagrożenia naszych granic, gwarancje będą warte tyle, co papier, na którym zostały zapisane. Ale rządzący oraz wszelkiej maści popierające ją lewactwo udają, że o tym nie wiedzą i bredzą coś o przedłużeniu sankcji i solidarności unijnej. Zastanawiam się czy sami wierzą w to, co mówią.

Uważam, że Polacy w swej zdecydowanej masie, dlatego nie popierają obłędnej polityki imigracyjnej rządu E. Kopacz, ponieważ potrafią wyciągać wnioski z problemów, jakie ma z nimi Zachód. Doskonale zdają sobie sprawę z zagrożeń, jakie niosą z sobą hordy Hunów i dlatego sprzeciwiają się wpuszczeniu ich do swojego kraju.

Chciałabym, żeby mimo szantażu i nieprawdopodobnej europejskiej presji E. Kopacz nie dała sobie narzucić limitów przyjęcia imigrantów, które przekraczają nasze możliwości i zdemolują państwo. Mam nadzieję, że tym razem premier nie wywiesi białej flagi i nie poświęci interesu Polski w imię solidarności z Zachodem, która jak pokazuje historia, działa tylko w jedną stronę.

Myślę, że Polacy nie ulegną medialnej manipulacji i wybory wygra PiS. Z wygraną wiążę nadzieję, że nareszcie Polska wstanie z kolan i stanie się podmiotem prowadzącym suwerenną politykę w naszym interesie, a nie w interesie możnych UE. Ufam, iż każda próba szantażu skończy się z natychmiastową reakcją rządu PiS-u. Żarty się skończyły. Decyzja o naszej przyszłość i przyszłości przyszłych pokoleń oraz Polski jest w rękach E. Kopacz. Jeżeli twardo się nie postawi i nie sprzeciwi szantażowi, to musi mieć świadomość, że raz wyrażonej zgody na ich przyjęcie już się nie cofnie.Nasza klasa 2013