Zrozumiałe byłoby, gdyby próbowano wprowadzić jakiś obowiązek rejestracyjno – sprawozdawczy, żeby uniknąć oszustw.

Zastanawia mnie natomiast kim trzeba być, co trzeba mieć w głowie, żeby zaproponować pomysł opodatkowania tych, którzy sami szukają pomocy? Kim trzeba być, żeby takie propozycje akceptować i nadawać im bieg?

To wszystko przy okazji niemal codziennie nagłaśnianych sytuacji, w których członkowie i beneficjenci władzy mają przejmować majątek państwowy, czy otrzymywać lukratywne zlecenia na granicy prawa, a być może z jego przekroczeniem.