Wszyscy, którzy zastanawiają się dlaczego Trybunał pani Przyłębskiej zdecydował się na tak radykalny krok jak uznanie części prawa europejskiego za niekonstytucyjne wiedzą, że „wyrok” ten wydał Jarosław Kaczyński.

Dlaczego?

Przecież pozornie sprawa dotyczy kwestii, która jako ostatnia powinna go obchodzić na dwa lata przed wyborami. PiS ma niecałe 30% poparcia, do gry spektakularnie wrócił jego główny oponent Donald Tusk, a tutaj nagle Kaczyński decyduje się na tak ryzykowny ruch jak rzucenie wyzwania UE połączone z groźbą utraty 700 miliardów w obronie zmian w sądownictwie, które za wynik wyborczy nie będą mieć żadnego wpływu.

Dlaczego możliwość zastraszania sędziów oraz znajdujący się w orzeczeniu TSUE zakaz rozpatrywania wniosków o wyłączenie z rozpatrywania konkretnych spraw przez nowych sędziów jest dla Kaczyńskiego tak ważne, że podejmuje takie ryzyko?

Odpowiedź jest oczywista. Szef PiS-u zdaje sobie sprawę, że żadnych normalnych wyborów już nie wygra. Wskazują na to sondaże i doświadczenie demokracji, gdzie po tylu latach rządzenia władza się zużywa. Nadto powrót Tuska przekreślił nadzieję na samozniszczenie się przez opozycję.

Przed Kaczyńskim jest taka alternatywa: albo odda władzę w wyniku wyborów albo przeprowadzi zamach czyniąc wybory fikcyjnymi. Ze względu na liczne przestępstwa, których dopuścili się najważniejsi politycy PiS wariant oddania władzy jest dla nich nieakceptowalny.

Pozostaje druga opcja. Przy tej drugiej opcji Kaczyński wie, że żadnych pieniędzy z UE już nie otrzyma. Aby przeprowadzić skuteczny zamach musi do więzień wsadzić swoich przeciwników z opozycji. Nie ma innego sposobu aby zastraszyć posłów na Sejm żeby przegłosowali radykalne zmiany w ordynacji, które uczynią zwycięstwo opozycji niemożliwym. Do tego zastraszenia i do skutecznego aresztowania oponentów PiS potrzebuje posłusznych sądów. A te trwają w oporze i nie dają się zastraszyć. Ciągle Kaczyński nie może aresztować wskazanych przez siebie osób (czego piszący te słowa jest najlepszym przykładem).

Decyzja TSUE, która zawiesza stosowanie przepisów, które wykluczały możliwość skutecznego wyłączania sędziów ze spraw aresztowych ze względu na powołanie przez nielegalną KRS jest uderzeniem w serce planów Kaczyńskiego. Stąd taka natychmiastowa reakcja Trybunału Przyłębskiej.

Nie wiem czy Państwo rozumiecie o jak delikatną kwestię tu chodzi. Wyobraźmy sobie, że PiS zatrzymuje np. posła opozycji i wiezie go do Sądu Rejonowego w Sosnowcu, gdzie ma przygotowanego nowego sędziego (prywatnie żonę jakiegoś działacza PiS). Otóż obecnie obrońcy mogą złożyć wniosek o wyłączenie tej osoby i ze względu na orzeczenie TSUE nie wiadomo kto ma tym wnioskiem się zająć – Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN, czy starzy sędziowie z tego sądu. Jest problem. Również sędziowie starzy, którym TSUE wstrzymał odpowiedzialność dyscyplinarną mniej boją się orzekać wyłączanie nowych sędziów. Tak więc procedura jest niejasna i rodzi niepewność, niepewność zaś jak w przypadku próby ataku na piszącego te słowa może zamienić się w spektakularną klęskę.

Powiecie Państwo, że zatrzymanie posła jest niemożliwe bo ma immunitet. To nieprawda. Można zatrzymać na gorącym uczynku i dlatego spodziewam się, że Kaczyński planuje prowokację podobną do tej, która pomogła jego bratu zostać Prezydentem Polski (rozkładane atrapy bomb przez gejbombera). Następnie przerzuci odpowiedzialność za dokonaną prowokację na opozycję. Zresztą zawsze zamachy organizowane przez rząd na proces wyborczy poprzedzane są prowokacjami, co najlepiej pokazał przykład dojścia do pełni władzy przez NSDAP lub Putina.

Przesadzam?

W 2015 roku gdy mówiłem, że będzie zamach na TK, SN, sądy, media też wielu mówiło, że przesadzam. Nie twierdzę, że Kaczyńskiemu ten zamach się uda (oby powierzył go Sasinowi!), gdyż jest tam wielu partaczy, a przecież wystarczy pokazać swe intencję, aby większość sejmowa z opozycji z częścią PiS, która z pewnością w czasie takiego zamachu szybko by się wyłoniła, powołała nowy rząd. Jednakże znając go i widząc determinację w sprawach sądów uważam, że jest to jeden z poważnie rozpatrywanych wariantów.

Uważam również, że prowokacja byłaby tylko zapalnikiem uderzenia w opozycję, a główną bronią sprawa smoleńska. Wszyscy śmiejemy się z Macierewicza i jego podkomisji. Ale po coś Kaczyński ją trzyma. Ci ludzie pracują tylko nad jednym, aby przygotować raport wskazujący na zamach.

Po co to robią?

Przecież zarówno Macierewicz jak i Kaczyński doskonale wiedzą, że zamachu nie było. Robią to po to, aby tego użyć do fizycznej rozprawy z opozycją. Chcą nam zrobić z Polski Turcję, gdzie dziesiątki tysięcy przeciwników Erdogana siedzi w więzieniach za rzekome popieranie rzekomego zamachu stanu (kolejny przykład prowokacji prowadzącej do pełni władzy). Kaczyński uważa, że on tak jak Erdogan dogada się z USA albo będzie balansował pomiędzy Rosją, a USA. Stąd kupuje czołgi w USA, a z UE powoli nas wyprowadza.

Czy Kaczyński się na ten plan zdecyduje? Myślę, że będzie próbował go wcielić w życie, ale mu się nie uda. Czy ludzie PiS są gotowi na takie działania? Oni nie mają żadnych zahamowań etycznych. Część z nich nie ma też już innego wyjścia, gdyż tyle nakradli, że obawiają się rozliczeń.

Mam tylko nadzieję, że tak jak w przypadku innych działań Kaczyńskiego ten jego zamach okaże się groteską. Co nie oznacza, że nie będzie groźną groteską. Od Polaków zależy, czy mu na taki zamach pozwolą, czy nie. Wierzę, że opór społeczny będzie zbyt duży, aby zabrać nam wszystkim wolność.

PS Gejbombera nigdy nie znaleziono. Jedną z najpoważniejszych hipotez rozpatrywanych wówczas przez służby (a jako szef Komisji ds. Służb Specjalnych prowadziłem nadzór nad badaniem tej sprawy) było to, że te atrapy bomb rozkładał rosyjski wywiad wojskowy. Nie zbadano wówczas do końca tej sprawy (ja odszedłem z funkcji szefa Komisji), bo nikt nie rozumiał po co Rosjanie mieliby pomagać braciom Kaczyńskim…

Autor: Roman Jacek Giertych
Polski adwokat, historyk, polityk. Pierwsze lata swojego życia spędził w podpoznańskim Kórniku, gdzie ukończył szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące. W 1989 roku rozpoczął studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Rok później zaś studia na Wydziale Prawa tej samej uczelni. Historię ukończył w 1994 roku, a absolwentem prawa został w 1995 roku. W 1996 roku w Warszawie rozpoczął aplikację adwokacką, którą ukończył w 2000 roku. Założył Kancelarię Adwokacką Giertych i Partnerzy. W latach 2001 – 2007 zawiesił działalność adwokacką. Do zawodu powrócił w 2007 roku. Obecnie prowadzi kancelarię w Warszawie.

W 2001 roku utworzył Ligę Polskich Rodzin i z listy tej partii został posłem IV kadencji (głosowało na niego ponad 13 tys. wyborców). W kolejnych wyborach w 2005 roku, startując w okręgu warszawskim, zdobył ponad 35,5 tys. głosów. W Sejmie IV kadencji był przewodniczącym Komisji ds. łączności z Polakami zagranicą, wiceprzewodniczącym komisji śledczej ds. Orlenu, a w V kadencji przewodniczącym Komisji ds. Służb Specjalnych.

Od 5 maja 2006 roku do 13 sierpnia 2007 był wicepremierem i ministrem edukacji narodowej. Wprowadził szereg zmian w systemie edukacji m.in. przywrócił matematykę na maturze, zwiększył rolę rodziców w kierowaniu szkołami, nakazał ponad jednej trzeciej szkół wszcząć specjalne programy walki z przemocą rówieśniczą. Współtworzył wiele ustaw m.in. ordynacje wyborcze, świadczenie rodzinne tzw. becikowe, ulga podatkowa na każde dziecko, zakaz pobierania nadmiernych odsetek od pożyczek. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi dla Obronności Kraju za skuteczną walkę z próbami obniżenia wydatków na wojsko.

W lutym 2013 roku został współzałożycielem Instytutu Myśli Państwowej.

Roman Giertych jest ojcem czworga dzieci – Marii, Karoliny, Alicji i Leona. Żona Barbara ukończyła prawo kanoniczne na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a także prawo świeckie na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2018 roku obroniła rozprawę doktorską.