Ostatnio w środkach masowego przekazu podniósł się szum gdy okazało się, że Mateusz Kijowski, pieniędzmi ze zbiórek publicznych na KOD opłacił faktury na kwotę 91. 143,5 zł, wystawione przez firmę należącą do niego i jego żony Magdaleny Kijowskiej. Były to pieniądze z puszek i wpłat internetowych, przekazywane przez sympatyków na działalność bieżącą.

Dlaczego pan Mateusz nie miał skorzystać z okazji do podreperowania swojego budżetu, gdy tonie w długach. Jak sam przyznał jego zaległości alimentacyjne sięgają niemal ćwierć miliona złotych.

Skoro za partyjne pieniądze Platformy ubierał się, nie tylko premier Donald Tusk ale i jego żona Małgorzata Tusk. Jak pisał jeden z tabloidów za co najmniej trzy eleganckie sukienki (od 4 do 6 tys. zł) u znanej polskiej projektantki Gosi Baczyńskiej, zapłaciła partia.

Jakby było tego mało, media podawały, że z kasy partyjnej PO na stroje dla m.in. szefa rządu i jego małżonki wydano z publicznych pieniędzy prawie ćwierć miliona złotych.

Pieniądze z państwowej kasy szły również na suknie i garnitury Anny i Bronisława Komorowskich. W 2011 roku wydatki na zakup reprezentacyjnego ubioru dla głowy państwa i małżonki prezydenta, poniesione przez Kancelarię Prezydenta RP, wyniosły 52 tysiące złotych.

Do grupy wykorzystujących okazję dołączył prezes Andrzej Rzeplińskiego Trybunału Konstytucyjnego. Jak napisał Wojciech Biedroń, w artykule „Bałagan, kasa, kawior” (tygodnik „w Sieci”, 23.01.2017, nr 4): (…) „Rzepliński i jego koledzy całymi garściami czerpali z finansowego źródła, którym jest Trybunał Konstytucyjny. (…) Przez ostatnie lata normą było organizowanie za trybunalskie pieniądze hucznych pożeg­nań kończącym kadencję sędziom. Za pożegnalne kolacje kilku sędziów TK podatnicy zapłacili ponad 56 tys. zł. Bawiono się przy kawiorze, jesiotrach i innych przysmakach”. (…) Andrzej Rzepliński (…) organizował imprezy sędziom, którzy zarabiali olbrzymie pieniądze i stać ich było na pożegnalne imprezy ze swoich kieszeni”.

Skoro najważniejsze osoby w państwie nie mają skrupułów w pozyskiwaniu finansów, dlaczego ma je mieć szef KOD M. Kijowski? Jego elektorat pała tak wielką nienawiścią do PiS-u, że nie przeszkadzają mu gigantyczne zaległości alimentacyjne wobec własnych dzieci, czy podbieranie pieniędzy ze zbiórek publicznych. Skoro jest przyzwolenie na takie zachowanie, to czemu ma się zrzekać tak intratnego stanowiska jakim jest bycie przywódcą stowarzyszenia.

Z kolei Ryszard Petru bezbłędnie wykorzystał swoich posłów którzy 16 grudnia w Sejmie zablokowali sejmową mównicę po wykluczeniu z obrad przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego posła PO Michała Szczerby. Zapowiadał, że będzie protestował w Sejmie co najmniej do 11 stycznia. Gdy oni rotacyjnie spędzali święta i Nowy Rok w sali plenarnej, on z posłanką Joanną Schmidt udali się do Portugalii, by tam na plaży walczyć z PiS-em o polską demokrację.

Jak widać pan Rysiek pokazał, że jest stworzony do wyższych celów niż spędzanie całych świąt na bzdurnych blokadach i robieniu z siebie pośmiewiska. Od tego ma swoich ludzi. Co prawda gdy to się wydało i wybuchła afera nastąpiło sondażowe tąpnięcie, ale znając Polaków którzy mają krótką pamięć, należy domniemywać, że po krótkim czasie wszystko pójdzie w zapomnienie i poparcie zostanie odbudowane.

Zmiana nastąpi tylko wtedy, gdy ci co ich wystawili przed szereg, dojdą do wniosku, iż szkodzą organizacjom którymi kierują i najwyższy czas by dla dobra sprawy ich odstrzelić. W innym przypadku Kijowski i Petru sami nie odejdą i dalej bez skrupułów będą wykorzystywać zapatrzonych w nich lemingów.