Tyle mniej więcej wynosi koszt nieudanego referendum 6 września. W zamierzeniu mające stanowić wunderwaffe wyborcze, dające zwycięstwo w II turze Bronisławowi Komorowskiemu, okazało się kolejną kompromitacją rządzących partii. Nie brak głosów, że niedzielne referendum to kolejna oznaka agonii rządu. To trzeba podkreślać na każdym kroku. Przez groteskowe umiłowanie stanowiska przez najgorszego prezydenta III RP blamażu doznała nie tylko koalicja, bo pomóc jej może już tylko pozostawanie w opozycji pozaparlamentarnej przez kolejne dwie kadencje, ale skądinąd ciekawa idea Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

I nie tylko dlatego, że została zestawiona z dwoma idiotycznymi pytaniami.

Bo referendum poniosło klęskę nie z powodu pytań, ale dlatego, że było utożsamione z Komorowskim i PO.

Po ośmiu latach rządów „platformy” i afer, których nagromadzenie przewyższa ilość tych z lat ubiegłych, społeczeństwo ma już dosyć.

Cokolwiek zaproponuje Kopacz i jej kamanda zostanie odrzucone.

Komorowski i reszta „obywatelskiej” najwyraźniej już rozumie, że ich czas się skończył.

Przygotowują więc teren, gdyż będą w opozycji przez co najmniej jedną kadencję.

W tym właśnie kontekście trzeba patrzeć na zamieszanie wokół prezesa NIK. Kwiatkowski, aczkolwiek wywodzący się ze swoich, coraz bardziej stawał się niezależny od ośrodka skupionego wokół Kopacz. Musi więc ustąpić, choć zarzucany mu nepotyzm i inne machlojki przy obsadzaniu stanowisk są normalną formą sprawowania władzy w PO-lsce.

Sam pisałem o tym chociażby tutaj: http://3obieg.pl/dlaczego-terlecka-klamie-cz-3-czyli-przetarg

Sejm „kopaczowy” robi z Kwiatkowskim to, co nie udało się z Seremetem. Tuż przed wyborami powoła na stanowisko prezesa NIK osobę dającą gwarancję, że nik(t) nie będzie grzebał tam, gdzie dzisiaj jeszcze niepodzielnie rządzi PO-PSL.  Bo jeszcze coś wygrzebie…