Historia to nie jest klocki Lego, z których wybierasz tylko ładne kawałki. Roman Szuchewycz to podręcznikowy dowód na to, jak potwór dla jednych staje się ikoną dla drugich i jak głęboki potrafi być cynizm tych, którzy stawiają mu pomniki.

Podczas gdy we Lwowie decyduje się o ogłoszeniu roku 2027 rokiem Szuchewycza i UPA, tysiącom potomków ofiar staje przed oczami nieludzkie piekło. Dla współczesnej Ukrainy, szukającej symboli w walce z rosyjskim najeźdźcą, ma być niezłomnym żołnierzem, który w 1950 roku wolał zginąć w obławie NKWD niż się poddać. Ale żadna patriotyczna bajka nie zmyje krwi z jego rąk.

Jako szef Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) od 1943 roku, Szuchewycz ponosi bezpośrednią, osobistą odpowiedzialność za zaplanowanie i przeprowadzenie czystek etnicznych. Bilans potworności Kilkaset tysięcy zamordowanych Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Do tego tysiące Żydów, Czechów, Ormian oraz tych sprawiedliwych Ukraińców, którzy odmówili udziału w mordowaniu sąsiadów i sami zapłacili za to życiem.

Zanim został „niepodległościowym” partyzantem, służył w niemieckim batalionie „Nachtigall” i formacjach Schutzmannschaft, pacyfikując wsie na Białorusi. Rozkaz czyszczenia ziemi z „obcych elementów” to nie była walka o wolność. To był zbrodniczy obłęd. Zarzynanie kobiet, dzieci i starców, palenie żywcem w kościołach i domach to nie są czyny bohatera. To są czyny kata.

Można nazywać jego imieniem ulice i stadiony, można rzeźbić jego twarz w granicie. Ale ten granit zawsze będzie śmierdział spalenizną ciał jego ofiar. Zanim kolejny raz ogłosi się kogoś bohaterem, trzeba najpierw policzyć trupy, po których wspiął się na swój piedestał.

Zdjęcie ofiar ,,bohaterów” lub dla obrońców ,,partyzantów ” Przecież taka nazwa obowiązuje we współczesnej literaturze i nie jest to żadna propaganda. Określenie ,,banderowcy” zarezerwowane jest dla gniotów z PRL-u.

Foto. Domena publiczna.

Autor: Jędruś Ciupaga