Liban jest krajem górzystym wielkości województwa Pomorskiego. W zachodniej części znajdują się góry Liban zbudowane z wapieni z najwyższym szczytem kraju Kurnat as-Saud (3083 m n.p.m.). Na wschodzie znajdują się bazaltowe góry Antylibanu z masywem Dżabal asz-Szajch (Hermon), (2814 m n.p.m.). Pomiędzy tymi południkowo ułożonymi łańcuchami górskimi, leży rozległe i głębokie obniżenie, tworzące na długości około 150 km dolinę Bekaa, która jest przedłużeniem Rowu Jordanu. Obszar nizinny to wąski, nadmorski pas na całej długości libańskiej linii brzegowej. Cały kraj nawiedzają częste trzęsienia ziemi.

Jest bardzo zróżnicowany pod względem demograficznym. Narodowościowo zdecydowaną większość stanowią Libańczycy. Zamieszkują go Palestyńczycy, Kurdowie, Ormianie i Syryjczycy. Mieszkańcy Libanu to mieszanka pół na pół muzułmanów i wyznawców innych religii. Oprócz klasycznego podziału na szyitów i sunnitów, są katolicy, prawosławni oraz maronici i druzowie.

Liban liczy sobie 4 miliony mieszkańców, w tym 2 miliony maronitów oraz 500 tys. Palestyńczyków w 12 obozach. Poza krajem w diasporze żyje 12 milionów w tym 4 miliony maronitów. Diaspora libańska jest silnie związana z krajem, dlatego po strasznych zniszczeniach jakie niosła za sobą wojna między chrześcijanami a muzułmanami w latach 1975-1990 wspiera go materialnie dzięki temu łatwiej jest odbudowywać kraj.
Echo historii świata sięgającej czasów 6000 lat p.n.Ch. Liban jest 72 razy wspomniany w Biblii. Zostawili tu swój ślad Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, Krzyżowcy, Turcy i Francuzi. To także ziemia Polaków: polskich uchodźców, „tułaczych dzieci” Hanki Ordonówny. To miejsca związane z Juliuszem Słowackim, o. Ryłko, Rzewuskim, księciem Radziwiłłem i innymi Polakami, to jeden z najstarszych Kościołów chrześcijańskich. To ziemia świętych maronitów: Św. Charbela, Św. Rity, Św. Antoniego Egipskiego Św Stefana i Św. Marona.

To w Dolinie Kadisz od VII do X wieku chowali się przed prześladowaniami Turków Osmańskich chrześcijanie maronici, którzy przetrwali w tych niedostępnych miejscach dzięki cichej pomocy nie chrześcijańskich mieszkańców tych ziem. Maronici nazwa pochodzi od Św. Marona żył w Syrii. Liban i Syria tworzyły wtedy tzw. wielką Syrię. Dzięki Krzyżowcom wyszli z ukrycia i zaprzyjaźnili się z nimi. Maronici pozostają w unii z papieżem.

Naszą podróż do Libanu jak już na początku wspomniałam planowaliśmy prawie od roku. Niepokojące wiadomości z Bliskiego Wschodu nie ostudziły naszego zapału. Znajomi odradzali nam ten wyjazd, niektórzy z nich mylili Liban z Libią, gdzie sytuacja jest zgoła inna. Jadąc do Libanu, nie czułam lęku ani niepokoju. Obawiałam się tylko czy będę mogła nosić na szyi medalik-symbol chrześcijaństwa, oraz czy w tym kraju o gorącym klimacie nie będzie raził mój swobodny strój, czyli bluzeczka na ramiączkach, lub szorty. Okazało się, że nie. Oczywiście swobodny strój nie przystoi w miejscach świętych, miejscach kultu religijnego, ale jeśli chodzi o medaliki lub krzyżyki na szyi nie było żadnych obaw.

W chwili obecnej w Libanie panuje względna równowaga religijna, więc mogliśmy swobodnie nosić nasze symbole chrześcijaństwa.

Jak się później okazało libańscy chrześcijanie są bardziej przywiązani do swojej religii niż my Polacy. Nie wstydzą się robić publicznie znaku krzyża. Jadąc kilometrami naszym autokarem mijaliśmy znajdujące się przy drogach kapliczki z figurami Matki Boskiej Libańskiej, oraz wizerunki świętego Charbela i innych świętych maronickich. Na szybach lub maskach swoich samochodów bardzo często mają umieszczony znak krzyża lub różaniec co w Polsce lub w Europie Zachodniej jest rzeczą niespotykaną. W okresach prześladowań, gdy chrześcijanie maronici nie mogli nosić krzyżyka w widocznym miejscu, potrafili wszyć sobie ten znak pod skórę, na przegubie ręki. Wmawianie nam Polakom przez wszelkiej maści lewactwo, że wyznawanie wiary chrześcijańskiej jest powodem do wstydu, przynosi efekty.

Miasto Byblos było miejscem, gdzie nocowaliśmy 4 dni i z którego codziennie rano wyjeżdżaliśmy na zwiedzanie wspaniałych zabytków, zarówno sanktuariów świętych maronickich jak i miejsc pamiętających czasy rzymskie, egipskie i okres krzyżowców. Liczące 7000 lat miasto zaliczane jest do drugiego pod względem nieprzerwanie zamieszkałych miast świata (palma pierwszeństwa przypada Jerychu). Jego historia sięga czasów neolitycznych. Jak pewnie niektórzy kojarzą – greckie (byblos – oznaczało papirus). W starożytności wymieniano tu głównie cedry za papirus z Egiptu po który przyjeżdżali kupcy greccy. Miasto związane jest z powstaniem i rozprzestrzenieniem najstarszego zachowanego alfabetu na świecie, czyli pisma fenickiego. Złoty okres dla Byblos to, 3000 lat p.n.Ch. Wiele zabytków wpisanych jest na listę UNESCO.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania niewielkiego malowniczego miasteczka Ghazir. Sławę zawdzięcza ono ufundowanemu przez maronicki ród Khazenów klasztorowi św Antoniego Padewskiego zbudowanego na szczycie góry 525 m.n.p.m. (obecnie własność braci ormiańskich). Przebywający w nim kilka miesięcy Juliusz Słowacki napisał swoje słynne dzieło „Anhelli”.P1210737.

Zwiedzając go dowiedziałam się (w szkole nam o tym nie mówiono), że Słowacki był początkowo nie tylko niewierzącym ale równocześnie narkomanem i alkoholikiem. Nie bez znaczenia w tym jego nawróceniu była podróż do Ziemi Świętej. Będąc w klasztorze chcieliśmy zobaczyć celę w której modlił się po nawróceniu, mieszkał i tworzył nasz jeden z największych poetów. Niestety nie było to nam dane, ponieważ sprawująca opiekę nad tym miejscem ponad 90-cio letnia dama gdzieś wyjechała i zabrała ze sobą klucz, a zapasowego nie było. Zwiedziliśmy więc tylko dziedziniec klasztoru, niektóre jego pomieszczenia i kościół.
P1210741
Z klasztoru udaliśmy się do groty Jeita znajdującej się 18 km na północ od Bejrutu, w dolinie Psiej Rzeki. Legenda głosiła, że u ujścia rzeki stał posąg psa. Miał on głośnym szczekaniem uprzedzać mieszkańców o zbliżających się wrogach. Podczas prac rzecznych w 1942 r faktycznie znaleziono posąg psa na dnia rzeki. Można go oglądać w Muzeum Narodowym w Bejrucie.
48
Do groty Jeita pojechaliśmy kolejką podziwiając piękne widoki. Historia odkrycia jaskiń sięga 1836 roku, kiedy to amerykański misjonarz William Thomson odnalazł jedną z grot (dolną). PO wielu latach, bo dopiero w 1958 libańscy speleolodzy odkryli górną grotę, w której znajdują się ukształtowane w ciągu tysięcy lat największe na świecie stalaktyty. Jest to wynik działań sił przyrody. 6883

Z 8-kilometrowego korytarza udostępniona jest tylko niewielka część, ale i tak to co widzieliśmy zapiera dech w piersiach. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od groty górnej. Idąc pieszo 750-cio metrową trasą podziwialiśmy wcześniej wspomniane największe na świecie stalaktyty oraz liczne kamienne formy takie jak kolumny, draperie, grzyby, kurtyny. W grotach panuje wilgoć. Miejscami widać strużki spływającej wody, ściany są wilgotne. Temperatura wynosi 16 stopni i jest stała. Wszystko cudownie podświetlone co potęgowało baśniowe efekty. Tego nie da się opisać, to trzeba samemu zobaczyć. Niestety nie można było robić zdjęć, przed wejściem musieliśmy zostawić aparaty fotograficzne w specjalnie do tego przygotowanej przechowalni.

Zwiedzanie groty dolnej natomiast związane jest z rejsem łodziami płaskodennymi na dystansie 400 metrów. Tu również wszystko jest podświetlone tworząc niesamowite refleksy świetlne na mijanych stalaktytach. Tu również obowiązywał zakaz fotografowania. Kupiliśmy więc kilka pocztówek i album.115

Kolejne miejsce które zwiedzaliśmy to oddalone od Bejrutu o 20 km w kierunku gór miasteczko Harissa, Sanktuarium Matki Bożej Pani Libanu, patronki tego kraju. Jest to bardzo popularne miejsce pielgrzymowania wszystkich libańskich chrześcijan .
P1210610
Już z daleka widać biały posąg Najświętszej Marii Panny umieszczony na wysokim stożkowym cokole, na które prowadzą kręte schody. Wchodząc nimi na górę można podziwialiśmy wspaniałą panoramę Bejrutu i rzeki. Jednak zdjęcia nie oddają tego piękna. Obok cokołu stoi współczesna, monumentalna katedra maronicka (115 m długości, 67 m szerokości, a jej kopuła wznosi się 62 m nad ziemią), charakteryzująca się bardzo ciekawą architekturą, zwłaszcza dachem. Uczestniczyliśmy tam we Mszy Świętej odprawionej jak codziennie przez naszego księdza Józefa potem zwiedzaliśmy sanktuarium.
P1210650
Wieczorem po kolacji i krótkim odpoczynku pieszo udaliśmy się z grupą chętnych osób na nocne zwiedzanie Byblos, starówki i portu. Byliśmy tam już podczas dnia ale wieczorem wygląda to zupełnie inaczej. Kręte uliczki są nadal pełne otwartych sklepików w których można kupić dosłownie wszystko. Wieczorem liczne kawiarnie i restauracje przenoszą swoją działalność na ulicę wystawiając na zewnątrz stoliki i krzesła i kusząc turystów orientalnymi przysmakami. Nas interesowały jednak zabytki i wspaniała rzeźba z metalu przed jednym z kościołów przedstawiająca sąd ostateczny.
3150
Oświetlony nocą port wyglądał wspaniale a nad nim zamek z okresu krzyżowców, który oglądaliśmy podczas dnia. Gdy podziwialiśmy tę wspaniałą nocną panoramę zaczął padać deszcz, najpierw drobne krople a potem coraz mocniej. Nikt z nas się tego nie spodziewał i nie zabrał ze sobą parasoli .Tylko nieliczni mieli kurtki nieprzemakalne z kapturami. Nagle zauważyliśmy mały kościółek na uboczu, który był jeszcze otwarty. Udaliśmy się w tym kierunku i wtedy zauważyliśmy mężczyznę, który ten kościół zamykał. Poprosiliśmy go aby nas wpuścił, na chwilę zawahał się ale wtedy wyszedł ksiądz, który był proboszczem tego kościoła. Gdy się dowiedział kim jesteśmy, nakazał kościelnemu aby nas wpuścił. Jak się potem okazało był to kościół greko-ortodoksyjny, pod wezwaniem św Jana Chrzciciela (pochodził z Antiochii).
75142
To było to jedno z tych niespodziewanych a miłych spotkań, których w Libanie było dużo. Mimo, że gospodarz kościoła mówił po arabsku i francusku, to bariera językowa nie była przeszkodą, bowiem nasza siostra Bożenka misjonarka świetnie się porozumiewała z proboszczem w języku francuskim. Mogliśmy więc zadawać pytania i otrzymywać odpowiedzi mając za tłumacza naszą siostrę. W kościele tym pokazał nam relikwie świętej, której imię w tłumaczeniu znaczyło „Malutki Orzełek” i które zostały ukradzione przez jednego zakonnika, a po jego śmierci przekazane kościółkowi w którym gościliśmy. Ponieważ proboszcz widział nasze autentyczne zaangażowanie, zaprowadził nas do podziemnych katakumb w którym pokazał nam wśród starożytnych kolumn, odkryty bizantyjski ołtarz, na którym przed kilku tysiącami lat nasi przodkowie odprawiali modły.
156
Gdy po wizycie w tym kościele wyszliśmy na dwór okazało się, że ulewa minęła i spokojnie możemy wrócić do hotelu. Tak to dzięki niespodziewanej zmianie pogody dane nam było zobaczyć wspaniały zabytek, oraz poznać miłego proboszcza kościoła greko-ortodoksyjnego z Antiochii.1

Następnego dnia mieliśmy w planie wizytę w miejscu urodzenia Św. Charbela. Skromny domek zamieniony na kaplicę. Uczestniczyliśmy tam we Mszy Świętej w kościele przylegającym do domku rodzinnego Św. Charbela. Niezapomniane chwile spędziliśmy w lesie cedrowym, ale o tym już w następnym odcinku.