Decyzja o zamknięciu oddziału ginekologii i porodówki w Szpitalu w Wadowicach budzi poważny niepokój. To nie jest zwykła reorganizacja, lecz krok, który może realnie zagrozić zdrowiu i życiu kobiet z całego powiatu wadowickiego. W imię oszczędności podważa się fundamenty publicznej opieki zdrowotnej.

W przypadku Wadowic sens zamykania oddziału ginekologii i porodówki jest żaden. To decyzja idąca na łatwiznę. Pani dyrektor kieruje się przede wszystkim wynikiem ekonomicznym, a nie dobrem pacjentek i mieszkańców regionu.

Należy jasno powiedzieć: są sytuacje, w których podczas operacji jamy brzusznej konieczna jest natychmiastowa konsultacja ginekologiczna. Nie „za jakiś czas” i nie w innym szpitalu, lecz tu i teraz. Brak takiego zabezpieczenia może prowadzić do tragicznych konsekwencji.

Przez lata w Szpitalu w Wadowicach wykonywano również liczne operacje ginekologiczno-onkologiczne. Powstaje więc zasadnicze pytanie: gdzie będą operowane kobiety z powiatu wadowickiego, gdy kolejki w sąsiednich szpitalach – już dziś długie – jeszcze bardziej się wydłużą?

Trzeba przypomnieć, że szpital w Wadowicach nie jest placówką prywatną, lecz publiczną. To zobowiązuje. Radni powiatowi, którzy sprawują nad nim pieczę, powinni mieć to szczególnie na uwadze. Czy zdają sobie sprawę z konsekwencji likwidacji tych oddziałów – także demograficznych?

W czasie, gdy liczba urodzeń zaczyna rosnąć, zamykanie porodówki jest działaniem sprzecznym z interesem społecznym. Tym bardziej że to właśnie Rada Powiatu Wadowickiego od lat systematycznie dofinansowuje ten szpital.

Trudno zrozumieć, dlaczego pieniądze publiczne mają iść na utrzymanie placówki, która jednocześnie rezygnuje z kluczowych dla mieszkańców oddziałów.
To nie jest tylko kwestia budżetu. To kwestia bezpieczeństwa, odpowiedzialności i przyszłości opieki zdrowotnej w powiecie wadowickim.