Szanowni Państwo,

W związku z moim oświadczeniem – które mogą Państwo przeczytać tutaj – oraz projektem ustawodawczym o mylącej nazwie „Ratujmy Kobiety 2017”, chciałbym z Państwem podebatować merytorycznie.

Już wcześniej miałem okazję podyskutować z niektórymi zwolennikami tej zbrodniczej ustawy, lecz niestety ich poziom okazał się na tyle niski, że zamiast odpowiedzi na moje pytania otrzymałem przede wszystkim obelgi, kłamstwa oraz kalumnie. Znalazła się i jedna osoba, która zaczęła obrażać jednego z moich przyjaciół za to, że mi wystawił pozytywną recenzję. Wolę pisać niż debatować z trollami. Na mojej stronie publicznej usunąłem więc możliwość wystawiania oceny, bo przyciągała ona głównie bezmyślne osoby bombardujące mnie jedynkami w ramach skoordynowanej akcji za głoszenie niewygodnej prawdy.

W ramach chęci walki z bezdomnością oraz z wykluczeniem społecznym, skontaktowałem się między innymi z byłą Posłanką na Sejm Panią Anną Grodzką pisząc e-maila na adres dostępny na stronie pod tytułem „Porozumienie dla Piątej Rzeczpospolitej„. Przy okazji podkreśliłem, że jeżeli jej zmiana płci sprawiła jej radość, również się z tego cieszę. Każdy ma prawo do bycia sobą a książki nie ocenia się po okładce. Wspomniałem także o naszych rozbieżnościach co do kwestii prawa do życia nienarodzonych dzieci. Może była Pani Posłanka udzieli mi odpowiedzi reprezentującą znacznie wyższy poziom?

Mój światopogląd w kwestii aborcji opieram nie na dogmatach kościelnych, lecz na nauce. Jestem agnostykiem – nie mylić z ateistą. Agnostycyzm jest postawą filozoficzną, według której obecnie niemożliwe jest całkowite poznanie rzeczywistości. W kontekście religijnym, agnostycyzm oznacza niemożliwość dowiedzenia się, czy Bóg lub bogowie istnieją, czy też nie. Jestem zdania, że na niektóre pytania nigdy nie poznamy odpowiedzi, bo prawda we wielu tematach nas przerasta.

Pierwszy raz o istnieniu aborcji dowiedziałem się jako dziecko będąc na wakacjach w Polsce w czasach, kiedy Pani Barbara Labuda chciała za wszelką cenę wprowadzić projekt w stylu „Ratujmy Kobiety 2017”. Wiedziałem, że rasa ludzka jest skłonna do takich zbrodni jak niemieckie obozy koncentracyjne, lecz nie spodziewałem się, że są matki, które chciałyby zamordować własne nienarodzone dzieci. W późniejszych latach interesowałem się więc tematem bliżej a od około piętnastu lat wciąż szukam odpowiedzi na pytanie: Jak można było gdziekolwiek zalegalizować taką zbrodnię? Jako agnostyk sięgam po źródła naukowe. W czasach, gdy od kilkudziesięciu lat dostępne są badania ultrasonograficzne, uważanie nienarodzone dziecko za „zlepek komórek” jest śmieszne. Widać ruszającą się istotę oraz bijące serce. To nie zwolennicy obozu pro-life żyją w średniowieczu, lecz pro-choice.

Przypomnę podstawy elementarnej wiedzy. Facebookowa debata z feministkami i feministami uświadomiła mi jak naszemu społeczeństwu brakuje edukacji. Zapraszam ich zresztą do dokształcenia się z biologii, bo albo przespali lekcje w szkołach i ściągali od kolegów i koleżanek albo już zdążyli oni wszystko zapomnieć.

Za dawnych czasów uważano, że sperma mężczyzny jest czymś w rodzaju ziarna a macica kobiety ziemią. Obecne doskonale wiemy, że plemniki wydalane wraz ze spermą podczas wytrysku u mężczyzny nie są malutkimi dziećmi. Początkiem ewolucji życia prenatalnego człowieka jest zapłodnione kobiece jajeczko z własnym kodem DNA, który powstaje w momencie fuzji plemnika z dziewiczym jajeczkiem. Przy połączeniu się ze sobą, każda ze stron wykłada pięćdziesiąt procent swoich genów. To więc nie plemnik jest początkiem życia człowieka, lecz zarodek. W ramach wyjątku zdarza się, że zarodek zamienia się w dwóch bliźniaków jednojajowych.

W jednej kwestii jestem gotów podebatować, lecz naukowo. Naukowcy jeszcze nie dowiedzieli się jak powstaje życie oraz czym jest „świadomość”, „dusza” czy „to coś” co sprawia, że jesteśmy ludźmi, czyli – tu może podpadnę niektórym katolikom, ale nie szkodzi – bardziej wyewoluowanymi zwierzętami? Pierwsze dwa tygodnie życia są dla mnie zagadką. Nie potrafię powiedzieć, czy „to coś” już wstąpiło w rozwijający się zarodek czy nie? Następne tygodnie już niestety dla zwolenników pro-choice wskazują już, że chodzi o żywą i choć minimalną „świadomą” istotę. Wygodnie i nieetyczne rozwiązanie nie powinno więc wchodzić w grę. Mojej ewentualnej partnerce seksualnej nigdy nie zaproponowałbym nawet tabletkę „po”.

Wspomniałem o zwierzętach. Mało który gatunek morduje własne potomstwo. Robią to między innymi jedynie tak prymitywne ryby jak gupiki. Nie znoszą one jaj. Zdarza się dosyć często, że przy porodzie matka zjada własne maluchy. My ludzie jednak jesteśmy na innym etapie rozwoju – tak mi się w każdym razie wydaje choć patrząc na niektóre postulaty tak zwanych „postępowców”, być może błędnie. Czasami warto być „zacofanym”, bo postęp nie zawsze idzie w dobrym kierunku. Abortowane dzieci bywają składnikami kremów przeciwzmarszczkowych. Przypomina mi to produkowanie ubrań z włosów ludzkich dla SS-manów w czasie II Wojny Światowej.

Jak już wspominałem, bardzo szybko można stwierdzić, że ten „zlepek komórek” jest już człowiekiem. Macica należy do kobiety. Życie jej dziecka jednak już do niej nie należy. Niestety – lub na szczęście, bo nie brakuje kobiet, które się cieszą z ciąży – natura obdarzyła większym ciężarem kobiety niż mężczyzn w przypadku dziecka, ale nie mamy i nie mieliśmy na to żadnego wpływu.

Przed każdą debatą merytoryczną między obozami pro-life i pro-choice powinien być pokazywany film o życiu prenatalnym człowieka. Niestety feministki i im podobni ludzie się temu zawsze będą sprzeciwiać, bo na takim nagraniu doskonale widać, że 12-tygodniowe dziecko – które uważają oni za „zlepek komórek” – już jest całkiem wyewoluowane. Temat 24-tygodniowych ciąż jest tak oczywisty, że już nawet o nim nie wspomnę.

Jak już nie raz pisałem, szanuję kobiety. Odszedłem od czystego liberalizmu gospodarczego do socjalliberalizmu właśnie ze względu na kwestię aborcji. Kobieta w ciąży i w trudnej sytuacji życiowej potrzebuje bardziej pomocy finansowej od państwa polskiego niż prawo do zabicia własnego dziecka. Bardzo istotne jest także wsparcie ludzkie. Nie każda kobieta ma dobre relacje rodzinne oraz dużą ilość przyjaciół. Mało która kobieta jest wiatropylna. Takie przypadki jak Święta Maryja Dziewica są bardzo rzadkie – o ile w ogóle mają i miały kiedykolwiek miejsce. W związku z tym współodpowiedzialny za ciąże powinien być i partner seksualny ciężarnej kobiety – przynajmniej w pięćdziesięciu procentach. Prawdziwy mężczyzna ma jaja nie tylko podczas umilania sobie czasu z kobietą, lecz także gdy trzeba się zaopiekować ciężarną partnerką. Nieodpowiedzialni mężczyźni zresztą stanowią paliwo dla obozu proaborcyjnego, bo wolą zaproponować kobiecie aborcję niż wzięcie na siebie przynajmniej częściowej odpowiedzialności. Hańba!

Rozwiązania, które proponuję są znacznie bardziej ambitne niż zaoferowanie kobiecie prawo do aborcji, bo są droższe. Na niektóre rzeczy muszą jednak być pieniądze. Żyjemy w społeczeństwie. Powinniśmy być więc ze sobą solidarni. Kobieta z trudnościami powinna otrzymywać pomoc nie tylko w czasie ciąży, ale także po urodzeniu. W przypadku dzieci niepełnosprawnych, zamiast rzeźni w białych rękawiczkach przy 24-tygodniowych ciążach – warto podkreślić, że ze znieczuleniem jedynie dla kobiety – proponuję wysokie świadczenia socjalne lub odpłatną możliwość oddania do adopcji. Odpłatną, bo podczas ciąży kobieta na przykład nie może pracować lub chodzić na uczelnię. Tak wspaniałym istotom, które wnoszą tyle ciepła i dobroci do naszego życia należy się podziękowanie za to co dla nas robią. W przypadku, gdy chore dziecko nie znajdzie rodziny zastępczej, proponuję budowę luksusowych sierocińców za pieniądze publiczne oraz wyszkolenie personelu tak, aby dzieci czuły się jak w rodzinie. Podobne rozwiązanie proponuję dla niepełnosprawnych osób dorosłych.

Mało kto o tym wie. W Polsce legalna jest aborcja do 24-tygodnia ciąży przy podejrzeniu choroby u dziecka. Nalegam nad słowem „podejrzenie”. Zabijane są i zdrowe dzieci a w przypadku chorych, najczęściej chodzi o maluchy z zespołem Downa. Ludzie dotknięci tę chorobą jednak doskonale potrafią się cieszyć z życia i bywają szczęśliwi. Są oni jedynie czasami obciążeniem dla otoczenia, bo bywa, że wymagają więcej opieki. Socjalliberalna polityka w tej kwestii mogłaby jednak ten problem rozwiązać.

Skąd na to wziąć pieniądze? Przecież ich nie ma…

Właśnie, że są. Polska posiada ogromną armię bezproduktywnych urzędników. Nasze prawo jest zbyt skomplikowane i jest to powód tak absurdalnej biurokracji. Politykom oraz różnym elitom trzeba także napełnić przysłowiowe „koryto”. W czasie audytów w administracjach publicznych oraz w dużych korporacjach odkryto przypadki, w których jeden pracownik drukował e-maile a drugi je skanował. Nie brakuje więc sposobów na oszczędności.

Polsce – oraz zresztą wielu innym krajom – potrzebne są reformy. Niestety nadejdą one dopiero gdy będzie za późno. Obecną sytuację można porównać z budynkiem, w którym rozpoczyna się pożar na parterze a pracownicy wyższego szczebla zasiadającymi na ostatnich piętrach bagatelizują problem. Nie czują oni jeszcze dymu a zamiast ruszyć się ze stołka i iść pomóc zgasić pożar, myślą, że problem sam się rozwiąże. Tak właśnie wygląda państwo polskie oraz między innymi Zakład Ubezpieczeń Społecznych – dwa przyszłe bankruty. Niestety reformy są niemożliwe, bo sporo grup będą się nim sprzeciwiać, aby utrzymać pracę. Jestem też za prostymi, niskimi, sprawiedliwymi i nie do uniknięcia podatkami. Nie łudzę się jednak, że między innymi doradcy podatkowi na to pozwolą. Z dnia na dzień znaleźliby się bez pracy.

Proponuję jednak wszystkim Polakom oraz osobom zaangażowanym w projekt ustawodawczy o mylącej nazwie „Ratujmy Kobiety 2017” o więcej ambicji. Zreformujmy ten system mimo wszystko! Pieniądze na socjalliberalną politykę dla dzieci oraz i matek się znajdą. Jedna z moich propozycji to na przykład zwolnienie wszystkich niepotrzebnych urzędników pozostawiając im wynagrodzenie przez dwa lata. I tak wyjdzie to taniej niż wysyłać ich do pracy, bo nie będą zużywać znaczków, papieru czy prądu w budynkach publicznych. W ciągu tych dwóch lat część z tych urzędników mogłaby się przekwalifikować na pracowników zajmującymi się kobietami z problemowymi ciążami oraz na wychowawców czy opiekunów we wspomnianych luksusowych domach dziecka czy placówek dla odrzuconych przez społeczeństwo osób niepełnosprawnych. Takie rozwiązana byłyby humanitarne. Myślące osoby z obozu pro-choice doskonale sobie zdają sprawę, że aborcja jest dla wielu kobiet trudnym przeżyciem i nie zawsze jest to ich wybór. Kobiety bywają zmuszane do aborcji przez:

– partnerów seksualnych
– pracodawców
– rodziców w przypadku nastolatek
– presję otoczenia
– trudną sytuację socjoekonomiczną, którą można poprawić im pomagając

I to właśnie w tym kierunku zapraszam do podążania byłą Panią Poseł Anną Grodzką oraz inne osoby zaangażowane w projekty feministyczne. To jest prawdziwa walka o kobiety a nie proponowanie im, aby mordowały nienarodzone dzieci w problemowych sytuacjach. Zresztą pierwsza waga feministek sprzeciwiała się legalnej aborcji. To były porządne kobiety godne naśladowania.

Projekt ustawodawczy o mylącej nazwie „Ratujmy Kobiety 2017” zakłada nie tylko aborcję, lecz także edukację seksualną. Niestety fantastyczne narzędzie jakim jest Internet zrobiło dużo złego, jeżeli chodzi o wychowanie seksualne młodzieży. Łatwo dostępna ostra pornografia bywa oglądana przez nieletnich, którzy często lepiej się orientują w kwestiach informatycznych niż ich rodzice. Nieletni też sobie wymieniają informacje na podwórku w szkole. W pewnym wieku dzieci są bardzo ciekawe. Jedna była francuska aktorka pornograficzna o pseudonimie „Ovidie” została kimś w rodzaju ekspertką od pewnych spraw i obecnie występuje na salonach w telewizji. Mimo że sama była w zawodzie dziesięć lat temu, dziś jest przerażona w jakim kierunku wyewoluowała pornografia. Warto więc być świadomym do czego mają dostęp dzieci i nastolatki. Jestem zdania, że pewna edukacja seksualna powinna istnieć, aby naprawić skutki zła narobionego przez Internet, lecz nie mam pomysłu jak miała ona by wyglądać.

Co do kwestii antykoncepcji, niektóre środki mają działalność wczesnoporonną. Typowym przykładem jest tabletka „po” czyli EllaOne. Jakoś dziwnie tylko jedna z nich była dostępna bez recepty. Czy Państwu również nie pachnie to jakimś lobbyingiem firmy farmaceutycznej ją produkującą? Spirala domaciczna – mająca także właściwości plemnikobójcze – również bywa środkiem wczesnoporonnych, bo nie pozwala ewentualnemu zapłodnionemu jajeczku się zagnieździć. W tych sprawach jednak zadaję sobie pytanie: Kiedy zaczyna się życie czy „to coś” czego nie potrafię określić?

Inne środki mają też liczne wady. Prezerwatywy zmniejszają przyjemność oraz czasami pękają. Namawiam rzecz jasna mimo wszystko do ich używania tych, którzy się decydują na stosunki seksualne oraz chcą uniknąć i niechcianej ciąży i chorób wenerycznych. Tabletki antykoncepcyjne są z kolei rakotwórcze. Mają i inne skutki uboczne. Zmniejszają one między innymi możliwość zajścia w ciążę w przyszłości, kobiety czasami przez nie tyją oraz bywa, że hormony w nich obecne wpływają negatywnie na ich nastrój. Ich używanie wpływa i na ekologię. Hormony dostają się do oceanów. Oczyszczalnie ścieków ich nie wyłapują. Konsekwencją tego jest feminizacja ryb. Jak na razie naukowcy jeszcze nie potrafią przewidzieć jaki wpływ będzie miało to zjawisko na środowisko? Wracając do metod antykoncepcyjnych, liczenie z kolei nie jest dobrą metodą, bo nie każda kobieta ma regularne cykle. Pewna część katolików – którzy być może krzywo spojrzą na moje słowa – nie zdaje sobie także sprawy, że nie każda osoba będzie chciała zachować tak zwaną „czystość” aż do ślubu – o ile w ogóle wyjdzie za mąż lub się ożeni. W polityce należy czasami dostosowywać się do rzeczywistości zamiast próbować na siłę dostosować rzeczywistość do siebie. Jestem więc zdania, że pewna wiedza o antykoncepcji powinna być łatwo dostępna, aby zmniejszać liczbę niechcianych ciąż. Jednak jest i druga strona medalu. Edukacja seksualna w młodym wieku zachęca do wczesnego współżycia. Trudno znaleźć optymalne rozwiązanie. Nad tym właśnie między innymi można podebatować.

Pod koniec poruszę jednak temat wyjątków. Nie jestem za całkowitym zakazem aborcji, bo co na przykład zrobić z ciążą pozamaciczną? W przypadku zagrożenia życia kobiety wolę jedną ofiarę śmiertelną niż dwie. Podstawowa zasada ratownictwa mówi, że najważniejsze jest własne bezpieczeństwo, bo będąc zagrożonym i tak nie jest się w stanie pomóc innym. Taka aborcja jednak powinna być wykonana ze środkiem znieczulającym i dla dziecka. Nerwy się rozwijają dosyć szybko. Na tę kwestię patrzę bardziej jak na przykrą i konieczną eutanazję na nienarodzonym dziecku.

Inną trudną kwestią jest temat gwałtu. Obecnie to nie sprawca jest skazywany na śmierć, lecz dziecko. Idealnie byłoby zlikwidowanie całkowicie zjawiska gwałtów, lecz nie łudźmy się, niestety zawsze będą istnieć kryminaliści. Jak już kobieta zostanie zgwałcona, optymalnym rozwiązaniem jest według mnie podać jej tabletkę „po” – jeżeli sobie ją zażyczy rzecz jasna. Niestety trudno wymagać od zgwałconej kobiety racjonalnego zachowania, tym bardziej, że wspomniana tabletka jest dostępna tylko na receptę. Ofiary gwałtów czasami czują się winne – bezpodstawnie oczywiście. Cierpią one także psychologicznie. Zmuszenie zgwałconą kobietę do doniesienia ciąży może trwale uszkodzić jej psychikę doprowadzając do trwałych zaburzeń psychiatrycznych. W tym przypadku jestem więc mimo wszystko za prawem wyboru, lecz jak już wspominałem, że znieczuleniem dla dziecka. Pisząc te słowa przykro mi jest, że niestety nie widzę innych możliwości niż czasami poświęcić nienarodzone dziecko w imię zdrowia psychicznego kobiety.

Kwestia gwałtu to jednak też i droga do wykorzystania luki prawnej. Jak udowodnić, że kobieta nie została zgwałcona? Ta kwestia powinna być dopracowana przez specjalistów, aby nie było nadużyć. W przypadku zagrożenia zdrowia sprawa wygląda bardzo podobnie. A co do kwestii – nie bójmy się użyć tego słowa – eugeniki, nie widzę powodu, aby mordować nienarodzone dziecko. Widziałem przypadki skrajnie ciężkich schorzeń. Tu również przykro mi jest to pisać. Czasami lepiej umrzeć niż cierpieć. Wspominam w tym wątku jednak tylko i wyłącznie o bardzo ciężkich schorzeniach typu „jedno na milion” a nie co druga ciąża.

Tak ogólnie co do legalności środków wczesnoporonnych i aborcji, to rozwiązanie ma jeszcze inną ogromną wadę. To co legalne wydaje się niektórym ludziom słuszne. Środki wczesnoporonne oraz aborcje w krajach, w których te dwa zjawiska są legalne są przeważnie bagatelizowane. Ważne jest, aby prawo było zgodne ze sprawiedliwością. Wbrew przekonaniom wielu ludzi, podziemia aborcyjnego w Polsce w ogóle nie ma i nigdy nie było. Podziemne to było państwo polskie podczas II Wojny Światowej oraz w okresie komunizmu. W tym przypadku chodzi o zwykłą przestępczość, która powinna być ścigana i bardzo ostro represjonowana.

Mam świadomość, że tym tekstem mogę się narazić i jednej i drugiej stronie barykady. Jestem jednak człowiekiem, który sobie poglądy wyrabia samodzielnie. Zdecydowanie identyfikuję się z obozem pro-life. Nasza walka jest do wygrania nie lokalnie, lecz globalnie. Przyszłe pokolenia będą patrzeć na narzędzia aborcji podobnie jak my dziś patrzymy na puste pojemniki po cyklonie B. Gdybym w czasie okresu rządów Adolfa Hitlera był Niemcem i napisałbym tekst w imię obrony Żydów, skończyłbym albo w obozie koncentracyjnym albo zostałbym rozstrzelany. Pamiętajmy, że i niewolnictwo, i niemieckie obozy koncentracyjne oraz także segregacja rasowa były legalne. Argument co do legalności aborcji w innych krajach na świecie jest więc złym argumentem. Wspomnę też o anegdocie w ramach debaty internetowej. Pewna feministka mi napisała, że nie mam zajmować się jej macicą, bo ona nie wnika co robię z moim penisem. Odpowiedziałem jej więc: „Złe porównanie. Nienarodzone dziecko nie jest ch**** za przeproszeniem.” Wiem też z kolei, że Zachód wysłał swoje aborcjonistki i do Afryki – między innymi za pieniądze polskiego podatnika w ramach składki wpłacanej przez Polskę do Unii Europejskiej. Niektóre miejscowe ludy są oburzone ich propozycjami, bo w ich językach lokalnych nie istnieją słowa, aby opisać tak okropne zbrodnie. Zachód oraz Eurazja poszły w złym kierunku. Wielki szacunek dla Afryki za wysokie standardy, jeżeli chodzi o ochronę życia nienarodzonych dzieci! Jedynie Republika Południowej Afryki – którą nie uznaję za prawdziwe afrykańskie państwo ze względu na wysoką obecność potomstwa kolonizatorów – oraz Mozambik i Tunezja – państwo arabskie a nie „Czarnej Afryki” – wybrały złą drogę.

Na sam koniec zapraszam do zaangażowanie się w inną kampanię dotyczącej kwestii aborcji: http://zycierodzina.pl/zatrzymaj-aborcje/ Czas zakończyć z eugeniką! Eugenika jest godna takich ludzi jak Adolf Hitler – pierwszy polityk, który zalegalizował aborcję na życzenie dla Polek. W moim tekście specjalnie używam określenie „nienarodzone dzieci”. Słowo „płód” ma często jako cel dehumanizację tej bezbronnej istoty. Teoria głosząca, że i tak zawsze będą istnieć aborcje mnie nie przekonuje, bo podobnie wygląda to z kradzieżami oraz z zabójstwami na zlecenie.

Jako obrazek do tekstu, zamiast nienarodzonego dziecka czy niemowlaka wysyłam Paniom feministkom oraz innym przedstawicielkom płci pięknej kwiaty – również byłej Pani Poseł Anny Grodzkiej, od której wciąż nie otrzymałem odpowiedzi. Jak już wspominałem w poprzednim tekście na temat kwestii aborcji: „Świat bez kobiet byłby jak ogród bez kwiatów”. Stwierdził to francuski pisarz Pierre de Bourdeille – zwany także Brantôme. Podpisuję się pod tym zdaniem dwoma rękoma i jeszcze dodatkowo nogami. Podkreślam, że mimo moich poglądów proliferskich szanuję kobiety. Jedno absolutnie nie wyklucza drugiego.

Z wyrazami szacunku życząc więcej ambicji niż jedynie oferowanie kobietom prawo do aborcji,

Paweł Heliński

Źródło obrazka: http://www.zorskiedzieci.pl/
Link do wszystkich moich publikacji na serwisie Pressmania: http://pressmania.pl/author/pawel-helinski/
Link do mojego fan page’u na Facebooku: https://www.facebook.com/helinski/
Adres e-mail do korespondencji bezpośredniej: kontakt@helinski.info