W związku z moim artykułem o sytuacji, która miała miejsce w KFC w Poznaniu w Starym Browarze, spotkałem się z licznymi reakcjami, co mnie aż zdziwiło. Karierę niepokornego dziennikarza obywatelskiego rozpocząłem dopiero w maju tego roku a udało mi się już nagłośnić jedną sprawę wartą uwagi. Samodzielnie nie dotarłem do takiej ilości ludzi. Inni użytkownicy Internetu także się zainteresowali niesprawiedliwym potraktowaniem osoby bezdomnej we wspomnianej restauracji fast food i przekazywali sobie dalej informację. Zareagował także między innymi Poseł na Sejm RP z ugrupowania Kukiz’15 – dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków – pisząc oświadczenie skierowane do AmRest Holdings SE, właściciela marki KFC, mimo że nigdy go nie widziałem w życiu oraz o nic go nie poprosiłem. Mój pierwszy artykuł można przeczytać tutaj.

Poznański oddział Gazety Wyborczej się też włączył w tę sprawę. Jak można się spodziewać, artykuł był zakłamany. Przypominam o rzetelności dziennikarzy Gazety Wyborczej:

„Agora SA w Warszawie wydawca dziennika Gazeta Wyborcza, przeprasza KKS Lech Poznań Spółkę Akcyjną w Poznaniu za naruszenie jej dobrego imienia poprzez rozpowszechnienie w publikacji w dzienniku Gazeta Wyborcza (wydanie z 5 kwietnia 2011 r.) autorstwa Rafała Steca pt. „Czy wreszcie przestaniemy klęczeć przed kibolem” nieprawdziwych oskarżeń pod adresem Spółki: szefowie aktualnego mistrza Polski nie tylko tolerują na stadionie, ale świadomie współpracują z kryminalistami. Agora SA w Warszawie oświadcza, że powyższe oskarżenia są nieprawdziwe i przeprasza za ich opublikowanie.”

Te przeprosiny znalazły się w jednej z zeszłorocznych marcowych edycji ogólnopolskiej edycji Gazety Wyborczej. Nie tylko w sprawie kibiców gazeta prowadzona przez Adama Michnika – brata Stefana Michnika, zbrodniarza stalinowskiego, który sobie spokojnie żyje w Szwecji, mimo nakazu europejskiego wydanego przez Polskę za krew obecną na jego brudnych łapach – kłamie. Kibole Lecha Poznań – nie mylić z chuliganami – oraz sam klub po prostu byli zdeterminowani w walce o prawdę do samego końca. Wiele innych ludzi czy organizacji odpuściło sprawę.

Piotr Żytnicki – dziennikarz, a raczej pseudodziennikarz, udającego specjalistę w sprawie kibiców – również pisał wiele oszczerstw w sprawie Lecha Poznań a redaktor naczelny na Poznań Marcin Wesołek pomija w swojej gazecie tak ważne sprawy, jak zeszłoroczne uzbieranie ponad 182 tyś. zł przez kiboli Lecha Poznań, które zostały przeznaczone na renowację grobów Powstańców Wielkopolskich. Gazeta Wyborcza nie jest obiektywna, lecz zakłamana. W pewnych kwestiach pomija część prawdy okazując tylko i wyłącznie elementy, które jej się podobają i jeszcze dolewa wody, aby czytelnik miał wrażenie, że pisze o faktach a nie o kłamstwach.

Gazeta Wyborcza pozwoliła sobie też na opublikowanie mojego tekstu tylko częściowo – bo pewna część jej nie odpowiadała – i nawet nie wspomniała kim jest autor wspomnianego artykułu. Nazwanie mnie „internautą” jest niestosowne. Jestem niepokornym i nieprzekupnym dziennikarzem obywatelskim a nie „zwykłym internautom”. Prosiłbym o trochę szacunku od kolegów z zawodu. Pisanie to ciężka praca. Wykonuję ją najlepiej jak tylko potrafię. Pracuję często nie tylko w dzień, ale i w nocy. Nikt mi za to nie płaci. Wręcz przeciwnie. Sam zainwestowałem moje własne pieniądze, aby ludzie mogli czytać moje teksty. Jestem nowy w branży. Mało kto się więc domyślił, że anonimowy Paweł Heliński zaczął pisać artykuły, które mogłyby go zainteresować. Ominięcie mojego nazwiska nie było także zachowaniem zbyt „fair play”. Nie przepadam za Gazetą Wyborczą z racji wspomnianych powodów. Jednak gdy pisałem dysertację o Korei Północnej i sięgnąłem po wiadomości z jej artykułu, mimo wszystko zaznaczyłem, że to dzięki Gazecie Wyborczej zdobyłem te informacje. Inna rzecz mi się bardzo nie podoba. Piszę do wszystkich a nie do wybranych. Gazeta Wyborcza jednak pozwoliła sobie udostępnić moje słowa jedynie czytelnikom, którzy mają opłacony abonament lub nie przekroczyli bezpłatnego limitu. Prosiłbym więc, aby następny raz Gazeta Wyborcza cytując mój tekst również udostępniała go bezpłatnie zamiast zarabiać na tekstach mojego autorstwa. Takie zachowanie gazety, która ma ponad dwudziestopięcioletnią tradycję uważam za żenujące.

Pani Sylwia Sałwacka też miała okazję się popisać. Najpierw nawiązała ze mną kontakt, aby następnie okazać pogardę. Zapytałem się grzecznie jak mija jej wieczór? Ze względu na liczne kłamstwa Gazety Wyborczej narzucane odgórnie, zapytałem się również czy jest ona pionkiem czy po prostu człowiekiem i niezależną dziennikarką? Również nie otrzymałem odpowiedzi na to pytanie. Mimo, że nie przepadam za Gazetą Wyborczą, ostatecznie w ramach duchu „fair play” zaproponowałem Pani Sylwii Sałwackiej, abyśmy się nawzajem dodali do kontaktów mimo naszych różnic oraz zamienili danymi kontaktowymi. Chciałem, aby Pani Sylwia Sałwacka była moją osobą kontaktową do Gazety Wyborczej, aby po prostu mieć możliwość prowadzenie dialogu i z drugą stroną barykady. Pani Sylwia Sałwacka widocznie jednak nie dorosła do takiego podejścia i mnie zablokowała kończąc rozmowę absurdalnym stwierdzeniem: „Ktoś mniej spokojny niż ja uznałby Pana zachowanie za impertynenckie.” To ja jednak byłem w błędzie. Czego można się spodziewać od strony tak zakłamanej gazety prowadzonej przez tak obrzydliwych ludzi jak Adam Michnik – brat słynnego zbrodniarza komunistycznego, Stefana Michnika?

Otrzymałem także odpowiedzi od dwóch firm zaangażowanych w ten skandal. KFC zaprzecza, że miało z tym incydentem cokolwiek wspólnego. Nie jest to prawdą. Widziałem pewną panią rozmawiającą z ochroną przy wyrzucaniu wspomnianego bezdomnego z przestrzeni, gdzie klienci mogą spożywać swoje posiłki. KFC tłumaczy się także z tego, że sytuacja miała miejsce na foodcourcie, który należy do Starego Browaru. Możliwe, że jest to prawda, lecz jakoś klienci z KFC jedzą w jednej z jego części, ci z chińskiej jadłodajni po lewej a ci z pizzerii po prawej stronie. Ta przestrzeń jest więc przez pracowników KFC zarządzana. Nie jest też prawdą, że pracownicy byli zaskoczeni, bo zostali przeze mnie powiadomieni, że taka sytuacja będzie miała miejsce na portalu Pressmania oraz na mojej stronie na Facebooku. Krzyczałem na tyle głośno, że nawet głuchy usłyszałby moje słowa.

Argumentację Stary Browar ma całkiem długą, lecz wierzę jedynie w to co widzę. Odnoszę wrażenie, że artykuł Gazety Wyborczej wybielający zachowanie ochrony został kupiony lub w każdym razie Stary Browar jest z nią jakoś powiązany. Nie poczułem, aby od wspomnianego bezdomnego było czuć alkohol a węch mam bardzo dobry. Czy ktoś ma na to jakiegokolwiek dowody, na przykład badanie alkomatem? Czy rzekomo wulgarne słowa wspomnianego bezdomnego podczas wcześniejszych rozmów z nim zostały nagrane, abym mógł je odsłuchać? Nic nie jest białe ani czarne. Gazeta Wyborcza wybiela Stary Browar. Ja z kolei tak do końca oczerniać go nie będę. Jestem zdania, że sprawa od strony centrum handlowego wygląda jednak mimo wszystko dosyć szaro. Otrzymałem także część regulaminu usprawiedliwiającego czyny ochrony. Pamiętam jednak doskonale słowa Józefa Stalina: „Pokażcie mi człowieka. Znajdę na niego paragraf.” Jak dla mnie, Stary Browar mógł tego człowieka potraktować znacznie lepiej, lecz jak wspominałem, bezduszny fundusz inwestycyjny należącego do Deutsche Banku, który kupił to poznańskie centrum handlowe szanuje nie Polaków, lecz ich pieniądze. „Ulice Wasze. Kamienice nasze.” Tak można ująć podejście Starego Browaru do naszego rodaka znajdującego się w trudnej sytuacji życiowej oraz bez dachu nad głową.

Pod koniec chciałbym odpowiedzieć komentatorom mojego zachowania. Niektórzy mi zarzucają, że nie stanąłem w obronie bezdomnego, którego ochrona Starego Browaru wyrzuciła siłą z KFC. Mylą się oni wypisując tego typu opinie. Zwróciłem pracownikom stanowczo uwagę a nagłośnienie sprawy jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż pobicie się z ochroną oraz trafienie na chwilę do aresztu.

Mój wpis spowodował debatę publiczną i o to mi właśnie chodziło. Następny raz i KFC i ochrona Starego Browaru dobrze się zastanowią zanim postąpią podobnie a czytając o tym co się wydarzyło na moich oczach, niektórzy czytelnicy mają okazję chociaż przez chwilę zastanowić się nad kwestią bezdomności oraz nad losem tych zagubionych ludzi, którym potrzebna jest pomoc. Sami z bezdomności nie wyjdą. Ich problemy są tak głębokie, że skuteczna pomoc im jest czasami długoletnim procesem. Nałogi oraz zaburzenia psychiczne nie pozwalają tym ludziom podjąć pracę. Ich lenistwo jest mitem a ich twierdzenia, że sami wybrali ulicę jest jedynie przykrywką ich tragedii życiowej. Wszyscy ci, którzy mieli okazję porozmawiać z osobą bezdomną choć trochę dłużej szybko się zorientowali, że sami próbują się takimi stwierdzeniami jedynie pocieszyć. Między wierszami można zazwyczaj wyczytać zupełnie coś innego. W ramach wywiadów, miałem okazję dłużej porozmawiać z dwoma bezdomnymi. Zaufali mi, bo zaakceptowałem ich tacy jacy są. Jednego zaprosiłem do pubu na pewien bardzo znany słodki napój. Z innym podzieliłem się jedzeniem oraz kupiłem mu napój bezalkoholowy. Nasze rozmowy były nawet dosyć przyjemne. Mimo że na pierwszy rzut oka ci ludzie wyglądają odstraszająco, często okazuje się, że mają bardzo dobre serce.

Wspomniałem o ewentualnej współpracy w takich tematach i z lewicą, bo wiem, że lewa strona jest dosyć wrażliwa na takie sprawy jak pomoc bezdomnym oraz walka z wykluczeniem społecznym. Przekazałem moją wiadomość mojemu poznańskiego przyjacielowi Marianowi Szydłowskiemu, który prowadzi cztery noclegownie dla bezdomnych. On jednak nie stoi po lewej stronie barykady tylko jest po prostu dobrym człowiekiem, który ma w życiu wyższe cele niż się dorobić i korzystać z luksusów. Napisałem także do dwóch typowo lewicowych organizacji, bo jak już wcześniej nie raz wspominałem, w słusznych sprawach jestem w stanie współpracować i z Panią Anną Grodzką. Jest ona zresztą jedną z osób, z którą się skontaktowałem, bo jest ona nie tylko osobą transseksualną, lecz przede wszystkim działaczką społeczną. Człowieka nie ocenia się po okładce. Pewnych spraw nie muszę rozumieć i są one dla mnie drugorzędne. Wiedząc, że Pani Anna Grodzka jest zaangażowana w projekt proaborcyjny, zaprosiłem ją także do zapoznania się z moimi argumentami w sprawie prawa do życia oraz życzyłem więcej ambicji. Polska nie powinna być krajem, w którym można łatwo usunąć problemową ciążę, lecz krajem, który pomaga kobietom znajdującymi się w trudnych sytuacjach życiowych. Kobiety są wspaniałymi istotami. Szanuję je oraz niejedną już w życiu miałem okazję pokochać. Jestem zdania, że zasługują one na znacznie więcej niż jedynie prawo do aborcji, które dla wielu z nich wcale nie jest przyjemnym przeżyciem i raczej brakiem wyboru niż prawem do wyboru. Tak widzę to co nazywam „walkę o Polskę i Polaków ponad wszelkimi podziałami”. Pytanie czy druga strona barykady również do tego dojrzała?

A co do zarzutów, że wyrabiam sobie nazwisko wykorzystując bezdomnych, proszę zwrócić uwagę na inne moje publikacje. Jak już wspominałem, jestem na przykład za prawem do życia. W kraju, w którym mieszkam ten typ poglądów naraża mnie na byciem personą non grata. W Polsce z kolei środowiska feministyczne zaczynają toczyć przeciwko mnie żałosną wojenkę. Pisząc publikację o prawie do życia, jeżeli chodzi o możliwości wielkiej kariery, strzeliłem sobie kulkę w stopę albo nawet w głowę, lecz tego nie żałuję. Najważniejsza jest dla mnie walka o szukanie prawdy oraz o sprawiedliwość. Żadne miliony nie są warte walki o lepszy świat, bo żyjąc w lepszym świecie sam i tak będę mógł czerpać z niego więcej korzyści i satysfakcji.

Zakańczam mój artykuł przekazując moim krytykom jedną dobrą radę. Zamiast mnie krytykować, proponuję zacząć pisać zastanawiając się dłużej nad swoimi tekstami lub reagować w inny sposób. Zazwyczaj najbardziej krytykują innych ci co nic nie robią. Jedno im trzeba przyznać: nie popełniają oni nigdy błędów a ja być może czasami tak. Wygodne siedzenie cicho to gwarancja braku ryzyka co do jakiejkolwiek pomyłki.

Źródło zdjęcia: http://www.debatingeurope.eu/
Link do mojej strony na Facebooku: https://www.facebook.com/helinski/
Adres e-mail do bezpośredniej korespondencji: kontakt@helinski.info

P.S. 1: Wiadomość skierowana do Pana Mieczysława zagrożonego bezdomnością, który skomentował mój poprzedni artykuł w tym temacie: Prosiłbym o kontakt. Oto mój adres e-mail: kontakt@helinski.info Wystarczy krótki opis, żebym wiedział, że chodzi o Pana, imię i nazwisko oraz numer telefonu. Oddzwonię na mój własny koszt. I tak mam minuty w abonamencie więc proszę się nie krępować. Lepiej zareagować teraz niż zanim będzie za późno. Niestety jednak nic nie obiecuję i chcę, aby to było jasne. Po prostu zobaczymy co da się zrobić.

P.S. 2: Wiadomość skierowana do redakcji poznańskiej Gazety Wyborczej: Nadal jestem gotów do podjęcia dialogu. Żądam jednak, abyście Państwo traktowali mnie poważnie jako kolegę z zawodu oraz kierowali się minimalnie duchem „fair play”. Jeżeli się Państwo nie zgadzają z niektórymi moimi opiniami, pozostaję otwarty na argumenty merytoryczne, lecz znając Państwa poziom oraz brak wszelkiej etyki zawodowej, raczej się ich nie spodziewam. Piszę te słowa z Państwa ukochanego „Zachodu”. Warto Państwu wspomnieć, że tu obowiązuje wyższy poziom kultury niż w Państwa redakcji – trudno i tak oczekiwać od kogokolwiek innego niższy niż tak kłamliwej gazety jak Państwa – a w Polsce z kolei jest znacznie większa wolność słowa – o czym świadczy słynna gra „Czas zaorać socjalizm”.

P.S. 3: Nie boję się ani Starego Browaru, ani żadnej „Gazety Wybiórczej”, ani brata słynnego mordercy. Pani reprezentująca Stary Browar poprosiła mnie o usunięcie mojego tekstu. Nie zamierzam jednak wycofywać moich słów. Poza tym to co już zostało wrzucone do sieci i tak w niej zostaje, bo tak po prostu funkcjonuje Internet. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie w celu zorganizowania akcji charytatywnej, aby Stary Browar udowodnił, że rzeczywiście szanuje osoby bezdomne. KFC Polska także mogłoby do takiego szlachetnego projektu dołączyć.