Czasami mam wrażenie, że polska hierarchia Kościoła chciałaby, żeby świadomy Polak-Katolik się zlaicyzował i tłumi wszystko co gołym okiem zauważa każdy, kto wpada do kościołów na „młode msze”.  Bo oto dorosło pokolenie, które bogacąc się chce sięgać bez kompleksów po status elity, a już zupełnie nie zamierza być katolikami otwartymi, miękkimi i ustępującymi wg wzorców zachodnich. Dodatkowo ta wredna grupa „faszystów” jest tak ekspansywna i aktywna, że nie zamierza siedzieć cicho i chować się po kątach. Krzyczy coraz głośniej, a co gorsza… działa coraz efektywniej i sprawniej!

To wprowadza pewną konfuzję w zatęchły trochę światek umowy społecznej między kruchtą, a domem partii, jaki wciąż kładzie się cieniem na relacje odziedziczone po PRLu. To pokolenie od swoich pasterzy też wymaga jakości, determinacji w wierze, a wręcz i apostolskiego imperializmu oraz supremacji.

Mamy więc nielichy kłopot na międzypokładzie, ale i niezwykłą frajdę demolując to i owo w przynależnej i wydawać się mogło swobodnie replikującej się rzeczywistości.

W tym roku, po kolędzie wpadł do nas ksiądz. Powiecie – normalna rzecz, rąsia, rąsia, koperta, kropidło, mamrot podnosowy i wymaszerowanie… Ale nie tym razem! Skończyło się na 2ch godzinach mocnej i szczerej dyskusji, w której z przyjemnością skonstatowaliśmy z Agą, że czarna sotnia ciemnogrodu (czyli my) ma sojuszników i po stronie pasterskiej (ukłony i uszanowanko dla naszego Xiędza!).

Nastroje pokoleniowe wzrastają, ludzie nie chcą już słyszeć o ograniczaniu wpływu religii wyłącznie do sfery prywatnej. Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że nie są na to przygotowani ani hierarchowie, ani – co pocieszające – sekciarze z Czerskiej, których ta fala kompletnie zszokowała.
Wiertniczą też uprzedzamy, za wczasu. Przykład konkretny, w mojej rodzinie, co widzę po ostatnich Świętach, nawet fanatyczni krakówkowi zwolennicy konserwatywnej części PO oraz Tygodnika Powszechnego, po wyczynach Grzesia, nowoczesnych i spółki oraz fanatyzmie łamania faktów przez Fakty – przechodzą na pozycje klasyczno-konserwatywne, ba – radiomaryjne.

Z desperacji szukając potwierdzenia swych fobii zaczęli słuchać tego i owego, szperać po internetach odnajdując nowe spektrum bliskości i zrozumienia.

Z radością czekają na nowe felietony internetowe Witolda Gadowskiego oraz uwaga, bo tu największy szok – Mariana Kowalskiego.

Także ze zdziwieniem odkrywam, że z czołowego progresisty i prawicowego oszołoma mojej rodzinki awansowałem na pozycje centrysty i umiarkowańca… to ci historia!

Całuski poświąteczne wszystkim i na pohybel czerwonym i czarno-czerwonym!

Autor: Miłosz A. Lodowski
Urodzony w czasach późnego Gierka. Na tyle późno by nie doświadczyć zdobyczy realnego socjalizmu, na tyle wcześnie by je na zawsze zapamiętać. Krakowianin z Kazimierza na placówce imperialnej w Warszawie. Architekt, grafik, projektant, scenarzysta i innowacyjny rebeliant. Strona firmowa. W przeszłości Dyrektor Kreatywny Kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza na Prezydenta RP. Szczęśliwie poza Ruchem K’15 od września 2015.