Dobrze się stało, że Katowicki Holding Węglowy został wchłonięty przez Polską Grupę Górniczą. Organizacyjnie to wszystko zostało dopięte. Teraz nadszedł czas, by PGG zaczęła zarabiać. Osobne funkcjonowanie PGG i KHW było błędem. Mieliśmy do czynienia z polsko-polską konkurencją. Poza tym w czasach kiedy powstały te spółki, liczba kopalń była o wiele większa. Dzisiaj utrzymywanie dwóch odrębnych podmiotów nastawionych na węgiel energetyczny mijało się z celem. Dlatego bardzo dobrze się stało, że KHW został wchłonięty przez PGG. Organizacyjnie to wszystko zostało dopięte. Teraz nadszedł czas, by PGG zaczęła zarabiać.

Byliśmy zwolennikami tego połączenia, ale przede wszystkim poszliśmy za głosem ludzi. To było główną przyczyną tego, że nie chcieliśmy czekać i przeciągać tej struny. Baliśmy się, że w którymś momencie los załóg kopalń KHW będzie dramatyczny. Ci ludzie już nie dostali części swojego wynagrodzenia w postaci „czternastki”, a za chwilę mogło się okazać, że nie dostaną swojego normalnego miesięcznego wynagrodzenia. W tym momencie takie lekceważące szafowanie tą sytuacją – że się nie zgodzimy, bo nam nie pasuje jeden przecinek w porozumieniu – było dla nas nie do przyjęcia. Z wielką przykrością chcę stwierdzić, że koledzy z „Solidarności” w wyniku tego przeciągania struny nie ugrali nic, a wręcza zaprzepaścili szansę, aby ruch „Śląsk” mógł fedrować jeszcze dłużej, a warunki przejścia do PGG byłyby lepsze niż te, które zostały ostatecznie przyjęte.

Czekają nas wyzwania. Pierwsze z nich to właśnie nowy układ zbiorowy pracy. Chodzi o to, abyśmy w przyszły rok weszli na precyzyjnie określonych warunkach. Tak naprawdę nie mamy czasu do końca marca 2018 r., ale do 1 stycznia. Trzeba pamiętać, że okres zawieszenia pewnych elementów płacowych obowiązuje do końca 2017 r. Te elementy muszą zostać przywrócone górnikom. Ponadto muszą być wypracowane nowe systemy wynagradzania. Ten system, który od lat funkcjonuje w górnictwie, musi być uproszczony, ale musi być zachowana zasada, że górnicy na tym nie stracą. Jeżeli tego będziemy się trzymać, to będziemy na dobrej drodze, żeby taki układ zbiorowy wypracować. Jestem zwolennikiem rozwiązania, w którym zrezygnujemy z oddzielnego wypłacania „czternastki” i powinniśmy ją „włożyć” w wynagrodzenie miesięczne. Jeśli spojrzymy na średnie płace w górnictwie, to wcale nie jest ono szokująco wysokie. Natomiast jeśli ktoś gdzieś w Polsce słyszy o tym, że górnicy dostają barbórki, „czternastkę” czy węgiel, to ludźmi po prostu trzęsie. Ale jeśli tym samym ludziom powie się, że górnik otrzymuje wynagrodzenie, które składa się z tych wszystkich elementów i to daje łącznie średnio 6225 zł miesięcznie brutto – podkreślam brutto – to już przestaje szokować. Nie możemy zapominać o tym, że w górnictwie są też grupy zawodowe, które zarabiają dużo mniej, jak choćby pracownicy przeróbki mechanicznej. Drugi obszar spraw, o których trzeba rozmawiać natychmiast, to są kwestie funkcjonowania kopalń zespolonych.

Musimy to rozpatrywać pod kątem pewnej filozofii prowadzenia PGG już jako grupy powiększonej o KHW. Mamy tutaj problem, dlatego że kopalnie zespolone nie funkcjonują tak, jak się tego spodziewaliśmy. Są takie, które od samego początku nie wykonują założonych zadań. To właśnie wydobycie jest najprostszym sposobem oceny kopalń zespolonych. Za wczoraj powinniśmy wydobyć w całej grupie 150 tys. ton. Wydobyto 106 tys. Jeśli nie naprawimy wydobycia, to PGG będzie zjadać własny ogon. Jesteśmy teraz w tej szczęśliwej sytuacji, że mamy gdzie ten węgiel sprzedać. Musimy go tylko wydobyć. Jeżeli w ub.r. Grupa nie wydobyła 3,6 mln t, to oznacza to utratę przychodów na poziomie ok. 800 mln zł. Przy firmie tej wielkości ważniejsze niż nawet sam zysk jest to, aby zwiększać swoje przychody. Dlatego nie możemy uciec od oceny funkcjonowania kopalń zespolonych. Wchłonięcie KHW jest doskonałą okazją do zrobienia takiego przeglądu – co nam się udało, a co nam się nie udało – i do wyciągnięcia wniosków.

W pierwszej kolejności ratowano spółki i tempo tych działań można określić mianem sprintu. Teraz jest najlepszy czas na to, żeby zastanowić się, w jaki jeszcze inny sposób można pomóc górnictwu poprzez ochronę rynku wewnętrznego oraz uporządkowanie kwestii dotyczących zbytu węgla. A tu mamy do czynienia z patologiami. Nie może być tak, że węgiel na bramie kopalni kosztuje 300 zł a za ten sam węgiel gdzieś w kraju płaci się 800 zł. Pośrednicy w ten sposób zgarniają furę pieniędzy. Ludzie wściekają się jednak na górników i myślą sobie, ile oni na tym węglu zarabiają. Nie wiedzą też, że często zamiast węgla polskiego kupują węgiel rosyjski. Jako źródło takiego węgla jest wskazywana kopalnia „Czeczott”, która od lat już nie istnieje. Pomimo tego na Pomorzu dalej handluje się węglem z tego zakładu. Tu jest mnóstwo takich patologii i oszustw, nad którymi trzeba się pochylić. Ponadto mamy też problemy na wschodniej i zachodniej granicy. Pierwszy to import dotowanego węgla, który dosłownie zalewa nasz rynek i to w tych najbardziej wartościowych sortymentach. Drugi to polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Ona niszczy wszystko, co opiera się na węglu i na siłę próbuje zastąpić ten nośnik energii droższą, niewydolną i wcale nie mniej szkodliwą dla środowiska energią odnawialną. Za tym stoi potężne lobby, któremu udało się doprowadzić do sytuacji, że węgiel w Unii jest na cenzurowanym. Nie można w niego inwestować. To wszystko dzieje się w warunkach, w których podnoszone są kwestie wolnego rynku i konkurencji, mimo tego węgiel jest nieuczciwie wypierany na rzecz OZE, które – jeszcze raz powtórzę – nie są ani tańsze, ani lepsze pod żadnym względem.

Autor: BOGUSŁAW ZIĘTEK
Przewodniczący
Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”