Po głosowaniu posła Kukiza za pisowskim „lex TVN” wielu jego kolegów z branży muzycznej potępiało go moralnie często z użyciem słów wulgarnych, a jednym z wprost artykułowanych lub domyślnych zarzutów była „sprzedajność” tego rockmana i polityka zarazem. Podobne i podobnie motywowane oceny sformułowało sporo polityków i komentatorów politycznych.

Wielce charakterystyczny był głos naczelnego redaktora Rzeczpospolitej, który, celo-wo nie wymieniając p. Kukiza z nazwiska, określił 11 sierpnia jako ”symboliczne święto korupcji politycznej i upadek człowieka, który wchodził do polityki pod hasłem walki z systemem, a został przez ten system zjedzony i przetrawiony”, a z upadku tegoż człowieka należy wyciągnąć „nauczkę, by nie wierzyć rzekomym buntownikom, bo bywają jeszcze bardziej zakłamani i sprzedajni, niż profesjonalni politycy”.

Wydaje mi się, że istnieje alternatywne wyjaśnienie motywacji działania p. Kukiza, w którym zbędne się staje odwołanie się do pojęcia sprzedajności, a warto zauważyć, że moralistyczni krytycy p. Kukiza nie precyzują, za co się on miał sprzedać. Wyjaśniam też, że kwestię tę poruszam nie dlatego, że sprawy motywacji p. Kukiza i samego p. Kukiza uważam za ważne, ale dlatego, że uważam za szkodliwą dla polityki polskiej dominację w debatach o niej kategorii moralnych i to, że moralistyka wypiera rozumienie.

Dla p. Kukiza polityka nie była ani zawodem, ani powołaniem; wszedł do niej jako „zbuntowany rockman-celebryta”, egzemplarz z gatunku, który obrodził w Polsce lat dziewięćdziesiątych. W przeciwieństwie jednak do swoich licznych kolegów i koleżanek, którzy ograniczali się do wywalania jęzora, p. Kukiz w pewnym momencie doszedł do przekonania, że to jemu „na głowie uwił gniazdo Orzeł Biały” i ma misję wyzwolenia naszej udręczonej Ojczyzny, którą dręczą sprzedajni i cyniczni partyjni politycy. Aby Polskę wyzwolić trzeba uchwalić ustawę o sędziach pokoju, jakąś tam kolejną ustawę antykorupcyjną, wprowadzić „dzień referendalny” i przede wszystkim Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Mając te cele na uwadze p. Kukiz nie tylko muzycznie chrypiał i brzdąkał, ale zbierał setki tysięcy podpisów, pisał felietony, zabierał głos i kandydował ze znakomitym wynikiem w I turze na Prezydenta RP. Od tego czasu minęło lat sześć, z nadziei na antysystemową zmianę p. Kukiz zdegradował się do kolejnego żyjątka w planktonie politycznym, jego czas w czynnej polityce się kończy i Polskę nadal ciemiężą cyniczni i skorumpowani politycy.

Pojawia się kwestia: jak p. Kukiza oceni Historia, a dotychczasowe przesłanki do tej oceny są takie, że Polski nie wyzwolił, a całe lata przebomblował jako polityczny celebryta i miglanc.

A zatem skoro PiS-owi i Jarosławowi Kaczyńskiemu zabrakło głosów dla ich bez wątpienia cynicznych, partyjniackich i skorumpowanych przedsięwzięć, to pojawia się okazja, by ich przymusić do wprowadzenia zmian proponowanych przez p. Kukiza, które Polskę z rąk wszystkich partii oraz skorumpowanych i cynicznych polityków wyrwą: zmuszając p. Kaczyńskiego do poparcia ustaw przedkładanych przez p. Kukiza ten drugi wiedziony swym geniuszem sprawia, że p. Kaczyński kopie grób nie tylko p. Tuskowi, Czarzastemu, Kosiniakowi-Kamyszowi, ale także sobie samemu.

Z tego punktu widzenia „lex TVN” to czasowa ofiara w mało ważnej sprawie, a Historia oceni, że to p. Kukiz niczym przemyślny Odys wywiódł w pole tępego cyklopa Polifema-Kaczyńskiego.

Pan Kukiz jest dość częstym w polityce przypadkiem dziwadła, które ta dziedzina aktywności przyciąga. Łączy w sobie:
1. gorącą i odwzajemnioną miłość do samego siebie;
2. przekonanie o tym, że musi realizować misję, a ta misja to uchwalenie konkretnych ustaw;
3. gołębie serce i takiż umysł.

Taki pakiet ma w sobie większą siłę destrukcji niż sprzedajny cynizm. Ten drugi większą uwagę zwraca na rzeczywistość, a racjonalna kalkulacja zysków i strat może w pewnych okolicznościach ograniczać destrukcyjne skutki działań sprzedawczyka. Narcystycznego misjonarza, który nie jest w stanie nawiązać kontaktu z rzeczywistością nic nie ogranicza.

Autor: Ludwik Stanisław Dorn
Polski polityk i publicysta, w 2007 marszałek Sejmu V kadencji. W latach 1997–2015 poseł na Sejm III, IV, V, VI i VII kadencji, współzałożyciel partii Prawo i Sprawiedliwość i jej wiceprezes w latach 2001–2007, w latach 2005–2007 wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.