Alarmistyczne i niekiedy katastroficzne interpretacje prawnego i politycznego sensu wyroku Trybunału Kuchennego (nominalnie Trybunału Konstytucyjnego) stwierdzające początek polexitu mają użyteczną funkcję mobilizacyjną – warto, by sprzeciw wobec antyeuropejskiego kursu PiS był głośny i masowo wyrażany, choćby w postaci manifestacji, którą na niedziele zwołuje Donald Tusk. Niemniej o tym, czy są one prawdziwe, dopiero się przekonamy, bo polityczną treść wyrokowi TK będą nadawać decyzje, które będzie podejmował PiS w ciągu najbliższych tygodni, także w reakcji na decyzje Komisji Europejskiej i kolejne wyroki TSUE.

Przemawia mi do przekonania wnikliwa analiza wyroku TK i jego ewentualnych konsekwencji opublikowana w DGP (link). Jak stwierdzają jej autorzy: „Wyrok trybunału pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej nie zakończy zatem trwającej już od dłuższego czasu wojny na orzeczenia między TK a TSUE. Nie spowoduje też, że polskie sądy przestaną uchylać decyzje, w których wydaniu brali udział sędziowie rekomendowani przez obecną KRS”. Ten wyrok to symboliczna manifestacja suwerenistyczna na użytek wewnętrzny. PiS może uważać, że nie przekroczył cienkiej czerwonej linii, którą jest nierespektowanie orzeczeń Trybunału w Luksemburgu. Na razie PiS za pomocą TK stwierdził jedynie, że są takie orzeczenia TK, które są sprzeczne z Konstytucją, a to co innego. Na pewno w rozumieniu kierownictwa PiS porozumienie z KE jest nadal możliwe; nie wiadomo, czy KE podziela ten pogląd, ale tego niebawem się dowiemy. Przed nami unijno-pisowski ping-pong na decyzje.

O jakie decyzje decyzje po stronie i instytucji unijnych, i instytucji pisowskich chodzi? Po pierwsze, o decyzje KE o zaakceptowaniu Krajowego Planu Odbudowy i wypłacie zaliczkowych funduszy. A to nie jest uzależnione od tego, co orzeknie Trybunał Kuchenny, ale od tego, co PiS zrobi z Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, i od tego, czy KE uzna, że PiS dostosował się do wymogów związanych z europejskim, a nie pisowskim rozumieniem praworządności. Jeżeli PiS w sprawie Izby Dyscyplinarnej się wycofa, to ziobrowemu systemowi odbierania sędziom niezawisłości zostaną wyrwane zęby jadowe. Po drugie, niebawem TSUE wyda postanowienie o karach finansowych za niewykonanie wyroku w sprawie tejże Izby Dyscyplinarnej. Po trzecie, kolejną decyzją będzie odpowiedź, jakiej za miesiąc pisowski rząd udzieli KE w sprawie orzeczenia TSUE dotyczącego systemu dyscyplinarnego sędziów. Po czwarte, niebawem TSUE udzieli odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadane przez Izbę Pracy i Ubezpieczeń społecznych o jej kompetencje do badania statusu sędziów SN rekomendowanych przez neo-KRS. Dopiero te decyzje i reakcje na nie w formie decyzji i zaniechań określą, czy polexit się rozpoczął, czy też antyeuropejski suwerenizm PiS ogranicza się do pokrzykiwań.

Często przywołuje się obecnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2005 roku, w którym stwierdzono, że w przypadku stwierdzenia sprzeczności między prawem pierwotnym UE a Konstytucją możliwe są trzy wyjścia: zmiana traktatów, zmiana Konstytucji, wyjście z Unii. Tak rozumują prawnicy, ale w przypadku wyroku Trybunału Kuchennego chodzi o czystą politykę.

Możliwe jest takie rozwiązanie, że PiS ustami Kuchennego ogłasza, że traktat go jako sprzeczny z Konstytucją nie wiąże, ale realizuje wyroki TSUE twierdząc, że jest to suwerenna decyzja Rzeczpospolitej. Można jeść żabę pod przymusem, ale twierdzić, że żadnego przymusu nie ma, a żabę jemy dla zaznania rozkoszy podniebienia. Nazywa się to zachowaniem twarzy.W tej perspektywie wyrok Kuchennego pełniłby funkcje suwerenistycznej salwy artyleryjskiej oddanej przez ariergardę dla osłony głębokiego odwrotu na z góry upatrzone pozycje.

Taki przyszły bieg wydarzeń uważam nie za pewny, ale wysoce prawdopodobny. Wtedy nie ma mowy o prawnym polexicie, a tylko o deklaratywno-symbolicznym. Weźcie mnie spod niego, bo zabiję jego. To optymistyczne przewidywania w niewesołej sytuacji, ale wspiera mnie Maurycy Mochnacki, który w „Powstaniu narodu polskiego” zauważył, że „w Polsce nic nie dzieje usque ad finem”. Wyjąwszy tragedię Powstania Warszawskiego miał rację.

Autor: Ludwik Stanisław Dorn
Polski polityk i publicysta, w 2007 marszałek Sejmu V kadencji. W latach 1997–2015 poseł na Sejm III, IV, V, VI i VII kadencji, współzałożyciel partii Prawo i Sprawiedliwość i jej wiceprezes w latach 2001–2007, w latach 2005–2007 wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.